Jeśli jesteś właścicielem tej strony, możesz wyłączyć reklamę poniżej zmieniając pakiet na PRO lub VIP w panelu naszego hostingu już od 4zł!
Strony WWWSerwery VPSDomenyHostingDarmowy Hosting CBA.pl

Darmowe probki kosmetykow

» 2015 » Sierpień Polowanie na promocje Upoluj co tylko chcesz: konkursy, darmowe próbki, testowanie produktów Konkursy Promocje

Szukaj

Archive for Sierpień, 2015

Trwały manicure hybrydowy – jak go wykonać krok po kroku?

poniedziałek, Sierpień 31st, 2015

Skompletowałaś niezbędnik do manicure hybrydowego -  masz zapas cleanera, wacików, pilniczków, mini kolekcję lakierów kolorowych i lampę. Pierwsze koty za płoty! Teraz czas na praktykę, czyli etap najbardziej wyczekiwany, ale także będący źródłem największej liczby wątpliwości i obaw. Spokojnie. :) Manicure hybrydowy tylko z pozoru wygląda na skomplikowany. Tak naprawdę jest bardzo zbliżony do malowania paznokci tradycyjnymi lakierami, z tą różnicą, że przy hybrydach każdą warstwę należy utwardzić pod lampą i szczególną uwagę przyłożyć do kwestii przygotowania paznokci.

Już z wpisu o 8 niezbędnych elementach zestawu do manicure hybrydowego mogłyście mniej więcej dowiedzieć się, jak wygląda nakładanie hybryd krok po kroku. Dzisiejszy post będzie uzupełnieniem, również o kilka istotnych dla trwałości i efektu końcowego informacji. W końcu diabeł tkwi w szczegółach. :)

Przygotowanie paznokci

To bardzo, bardzo ważny etap. Nawet jeśli nie pójdzie Wam z malowaniem tak jak tego oczekiwałyście to przyłożenie się do porządnego przygotowania paznokci sprawi, że lakier będzie trzymał się obiecywane dwa – trzy tygodnie i może i dłużej (nie zważając na odrosty ;) ).
Pierwsza oczywista rzecz – płytka powinna być dokładnie oczyszczona ze wszelkich lakierów. W tym celu należy sięgnąć po najzwyklejszy zmywacz i usunąć to, co się na niej znajduje.
Kolejny krok to odsunięcie skórek. Nie wolno go pominąć, chyba, że jesteś szczęściarą, która jakimś trafem skórek wokół paznokci nie posiada.:) Jeśli jednak rosną i swoją obecnością irytują Cię tak, jak mnie, użyj sprawdzonego preparatu, który je zmiękczy i rozpuści. Następnie odsuń je drewnianym patyczkiem, a większe elementy delikatnie wytnij ostrymi, małymi nożyczkami.
Następnie przejdź do opiłowywania paznokci, aby nadać im pożądany kształt. Z moich doświadczeń i obserwacji wynika, że płytka z zaokrąglonymi brzegami (kształt owalny, tak zwany migdał) prezentuje się nie tylko najbardziej naturalnie, ale też wykazuje mniejszą tendencję do łamania się i rozdwajania (w porównaniu, na przykład, z tą na kształt kwadrata, z ostrymi brzegami). Gdy paznokcie są opiłowane, sięgnij po biały bloczek polerski i zabierz się za dokładne zmatowienie powierzchni płytki.
Ostatnim etapem przed malowaniem jest odtłuszczenie. W tym celu niezbędny jest cleaner, czyli po prostu alkohol izopropylowy, który wylewamy na wacik bezpyłowy i takim nasączonym wacikiem przecieramy każdy paznokieć. Czekamy aż płytka wyschnie.
  • Nożyczki, drewniane patyczki i pilniki, które mają kontakt ze skórą warto przed użyciem zdezynfekować wysokoprocentowym alkoholem.
  • Podczas matowienia powierzchni płytki zwróć szczególną uwagę na miejsca tuż przy skórkach. Jeśli pozostaną niezmatwione, lakier w tym miejscu może odejść od paznokcia, co spowoduje, że pod hybrydę dostanie się powietrze, a także woda czy po prostu brud.
  • Najszybszym sposobem na skuteczne pozbycie się pyłu po opiłowywaniu paznokci jest… opłukanie dłoni czystą wodą. Dzięki temu oszczędzasz sporo cleanera, którego i tak musisz użyć (po osuszeniu rąk ręcznikiem), ale wtedy już w zdecydowanie mniejszej ilości.
  • Po opiłowaniu paznokci warto zadbać o czystość stanowiska pracy – przede wszystkim dokładnie oczyścić stół ze wszelkich pyłków, które mogą z łatwością przykleić się do lepkiej warstwy dyspersyjnej powstającej w wyniku utwardzania hybrydy.
  • Jeśli Twoje paznokcie są wyjątkowo tłuste (zauważyłaś, że większość lakierów, mimo starannego odtłuszczania przed malowaniem odchodzi na drugi dzień płatami), rozważ zakup primera. Jego zadaniem jest wytrawienie płytki – silne zmatowienie i odtłuszczenie, które znacząco wpływa na trwałość hybrydy. Na pierwszy raz jednak spróbuj samego cleanera i w razie niepowodzenia dopiero wtedy dokup primer.

Malowanie
Technika malowania hybrydami nie różni się zbytnio nakładania lakierów tradycyjnych. I tu i tu ważna, zarówno dla efektu końcowego jak i trwałości, jest precyzja oraz w miarę pewne pociągnięcia pędzelkiem. Nikt nie rodzi się z umiejętnością ładnego malowania paznokci – jak każdą inną czynność trzeba ją ćwiczyć, ćwiczyć i jeszcze raz ćwiczyć. Najlepiej robić to oczywiście na lakierach tradycyjnych, bo je można w każdym momencie zmyć i trening malowania rozpocząć od nowa. W ćwiczeniach pomocne mogą okazać się wzorniki (do kupienia tanio, na przykład, na aukcjach internetowych), choć pewnie się ze mną zgodzicie, że malowanie własnych paznokci a tych z wzornika jednak trochę się różni.
Przechodząc do sedna sprawy, kolejność malowania to baza, kolor (zazwyczaj wystarczają dwie warstwy) i lakier utwardzający (top). Nabieram niewielką ilość lakieru, by żel nie spłynął na skórę wokół płytki i maluję w trzech krokach, zaczynając od środka i przechodząc do boków. Staram się robić to zdecydowanymi pociągnięciami, ale nie dociskając pędzelka zbyt mocno do płytki. W lampie ze świetlówkami utwardzanie każdej warstwy trwa 2 minuty, w tej z żarówkami LED 30 sekund. Istotna jest też konsystencja i pigmentacja danego lakieru – jedne są rzadkie i w nich często pigment jest mniej skoncentrowany, inne bardziej gęste, o silnym nasyceniu koloru. Od tych dwóch cech najmocniej zależy sposób postępowania. Gdybym miała jednak uogólnić to zasada jest jednak zawsze ta sama – lepiej nałożyć trzy cienkie warstwy niż dwie grube. Cienka warstwa z łatwością się utwardzi, a po drugie jest mniejsze prawdopodobieństwo, że lakier spłynie na skórki.

  • Jeśli lakier mimo naszych starań jednak znajdzie się na skórkach to najlepszym wyjściem jest sięgnięcie po patyczek higieniczny z ostrym zakończeniem, namoczenie go w cleanerze (powinien być tylko lekko zwilżony) i doczyszczenie wylanego nadmiaru lakieru. Jeśli to pierwsza warstwa a na skórkach znalazło się sporo żelu to można pokusić się o całościowe zmycie i nałożenie od nowa.
  • Pomiędzy aplikacjami kolejnych warstw nie przemywamy paznokci. Lepka warstwa dyspersyjna powstająca po utwardzaniu w lampie jest bardzo istotna dla trwałości całego manicure. Usuwamy ją dopiero na końcu, po utwardzeniu topu.
  • Nie powinno się wstrząsać zamkniętego lakieru. Potrząsanie powoduje powstanie bąbelków powietrza, które ujawniają się podczas malowania (po utwardzeniu powierzchnia pomalowanego paznokcia nie będzie gładka). W celu rozmieszania, na przykład zbyt gęstego żelu, należy lakier otworzyć i przemieszać go delikatnie pędzelkiem. Jeśli w lakierze mimo wszystko nagromadzi się powietrze, można go otworzyć na kilkanaście minut i co jakiś czas poruszać nim, by uwolnić bąbelki.
  • Na rynku można odnaleźć lakiery 2w1 (kolor razem z bazą, wymagany jest dodatkowo lakier nawierzchniowy), 3w1 (baza, top i kolor) oraz te, które wymagają zastosowania osobno bazy i utwardzacza. Z moich doświadczeń wynika, że najlepszą trwałość, niezależnie od rodzaju zastosowanej hybrydy,  uzyskuje się stosując osobno bazę i top.
  • Lakiery hybrydowe można ze sobą łączyć: pod kątem kolorów, na przykład, w manicure typu ombre, gdzie jedna barwa przechodzi w drugą, a także pod kątem marek. Sama ostatnio z powodzeniem próbowałam miksu Semilac (baza i top) i China Glaze (kolor).
  • Jeśli posiadamy  niewielką lampę, w której nie zmieści się swobodnie cała dłoń i istnieje prawdopodobieństwo, że nie lakier nie zostanie porządnie utwardzony na każdym paznokciu, warto manicure rozłożyć na dwa etapy: najpierw wykonać go od początku do końca na kciuku a następnie na pozostałych czterech palcach.
  • Pomiędzy nakładaniem kolejnych warstw należy zwrócić szczególną uwagę na to, by do warstwy dyspersyjnej nie przykleiły się pyłki, na przykład, pozostałości z piłowania paznokci. Nie da się ich usunąć inaczej niż poprzez całkowite zmycie lepkiej powierzchni, ważnej dla ostatecznej trwałości całego manicure.

Wykończenie manicure
Gdy paznokcie są pomalowane pozostaje tylko przemycie ich wacikiem nasączonym cleanerem oraz zadbanie o wygląd otoczenia płytki. Warto w skórę wetrzeć odżywcze masło, skoncentrowany krem lub oliwkę. Maksymalny efekt pielęgnacyjny otrzymuje się poprzez nalóżenie na dłonie na kilkanaście minut bawełnianych rękawiczek.

Trwały manicure hybrydowy – jak go wykonać krok po kroku?

niedziela, Sierpień 30th, 2015

Skompletowałaś niezbędnik do manicure hybrydowego -  masz zapas cleanera, wacików, pilniczków, mini kolekcję lakierów kolorowych i lampę. Pierwsze koty za płoty! Teraz czas na praktykę, czyli etap najbardziej wyczekiwany, ale także będący źródłem największej liczby wątpliwości i obaw. Spokojnie. :) Manicure hybrydowy tylko z pozoru wygląda na skomplikowany. Tak naprawdę jest bardzo zbliżony do malowania paznokci tradycyjnymi lakierami, z tą różnicą, że przy hybrydach każdą warstwę należy utwardzić pod lampą i szczególną uwagę przyłożyć do kwestii przygotowania paznokci.

Już z wpisu o 8 niezbędnych elementach zestawu do manicure hybrydowego mogłyście mniej więcej dowiedzieć się, jak wygląda nakładanie hybryd krok po kroku. Dzisiejszy post będzie uzupełnieniem, również o kilka istotnych dla trwałości i efektu końcowego informacji. W końcu diabeł tkwi w szczegółach. :)

Przygotowanie paznokci

To bardzo, bardzo ważny etap. Nawet jeśli nie pójdzie Wam z malowaniem tak jak tego oczekiwałyście to przyłożenie się do porządnego przygotowania paznokci sprawi, że lakier będzie trzymał się obiecywane dwa – trzy tygodnie i może i dłużej (nie zważając na odrosty ;) ).
Pierwsza oczywista rzecz – płytka powinna być dokładnie oczyszczona ze wszelkich lakierów. W tym celu należy sięgnąć po najzwyklejszy zmywacz i usunąć to, co się na niej znajduje.
Kolejny krok to odsunięcie skórek. Nie wolno go pominąć, chyba, że jesteś szczęściarą, która jakimś trafem skórek wokół paznokci nie posiada.:) Jeśli jednak rosną i swoją obecnością irytują Cię tak, jak mnie, użyj sprawdzonego preparatu, który je zmiękczy i rozpuści. Następnie odsuń je drewnianym patyczkiem, a większe elementy delikatnie wytnij ostrymi, małymi nożyczkami.
Następnie przejdź do opiłowywania paznokci, aby nadać im pożądany kształt. Z moich doświadczeń i obserwacji wynika, że płytka z zaokrąglonymi brzegami (kształt owalny, tak zwany migdał) prezentuje się nie tylko najbardziej naturalnie, ale też wykazuje mniejszą tendencję do łamania się i rozdwajania (w porównaniu, na przykład, z tą na kształt kwadrata, z ostrymi brzegami). Gdy paznokcie są opiłowane, sięgnij po biały bloczek polerski i zabierz się za dokładne zmatowienie powierzchni płytki.
Ostatnim etapem przed malowaniem jest odtłuszczenie. W tym celu niezbędny jest cleaner, czyli po prostu alkohol izopropylowy, który wylewamy na wacik bezpyłowy i takim nasączonym wacikiem przecieramy każdy paznokieć. Czekamy aż płytka wyschnie.
  • Nożyczki, drewniane patyczki i pilniki, które mają kontakt ze skórą warto przed użyciem zdezynfekować wysokoprocentowym alkoholem.
  • Podczas matowienia powierzchni płytki zwróć szczególną uwagę na miejsca tuż przy skórkach. Jeśli pozostaną niezmatwione, lakier w tym miejscu może odejść od paznokcia, co spowoduje, że pod hybrydę dostanie się powietrze, a także woda czy po prostu brud.
  • Najszybszym sposobem na skuteczne pozbycie się pyłu po opiłowywaniu paznokci jest… opłukanie dłoni czystą wodą. Dzięki temu oszczędzasz sporo cleanera, którego i tak musisz użyć (po osuszeniu rąk ręcznikiem), ale wtedy już w zdecydowanie mniejszej ilości.
  • Po opiłowaniu paznokci warto zadbać o czystość stanowiska pracy – przede wszystkim dokładnie oczyścić stół ze wszelkich pyłków, które mogą z łatwością przykleić się do lepkiej warstwy dyspersyjnej powstającej w wyniku utwardzania hybrydy.
  • Jeśli Twoje paznokcie są wyjątkowo tłuste (zauważyłaś, że większość lakierów, mimo starannego odtłuszczania przed malowaniem odchodzi na drugi dzień płatami), rozważ zakup primera. Jego zadaniem jest wytrawienie płytki – silne zmatowienie i odtłuszczenie, które znacząco wpływa na trwałość hybrydy. Na pierwszy raz jednak spróbuj samego cleanera i w razie niepowodzenia dopiero wtedy dokup primer.

Malowanie
Technika malowania hybrydami nie różni się zbytnio nakładania lakierów tradycyjnych. I tu i tu ważna, zarówno dla efektu końcowego jak i trwałości, jest precyzja oraz w miarę pewne pociągnięcia pędzelkiem. Nikt nie rodzi się z umiejętnością ładnego malowania paznokci – jak każdą inną czynność trzeba ją ćwiczyć, ćwiczyć i jeszcze raz ćwiczyć. Najlepiej robić to oczywiście na lakierach tradycyjnych, bo je można w każdym momencie zmyć i trening malowania rozpocząć od nowa. W ćwiczeniach pomocne mogą okazać się wzorniki (do kupienia tanio, na przykład, na aukcjach internetowych), choć pewnie się ze mną zgodzicie, że malowanie własnych paznokci a tych z wzornika jednak trochę się różni.
Przechodząc do sedna sprawy, kolejność malowania to baza, kolor (zazwyczaj wystarczają dwie warstwy) i lakier utwardzający (top). Nabieram niewielką ilość lakieru, by żel nie spłynął na skórę wokół płytki i maluję w trzech krokach, zaczynając od środka i przechodząc do boków. Staram się robić to zdecydowanymi pociągnięciami, ale nie dociskając pędzelka zbyt mocno do płytki. W lampie ze świetlówkami utwardzanie każdej warstwy trwa 2 minuty, w tej z żarówkami LED 30 sekund. Istotna jest też konsystencja i pigmentacja danego lakieru – jedne są rzadkie i w nich często pigment jest mniej skoncentrowany, inne bardziej gęste, o silnym nasyceniu koloru. Od tych dwóch cech najmocniej zależy sposób postępowania. Gdybym miała jednak uogólnić to zasada jest jednak zawsze ta sama – lepiej nałożyć trzy cienkie warstwy niż dwie grube. Cienka warstwa z łatwością się utwardzi, a po drugie jest mniejsze prawdopodobieństwo, że lakier spłynie na skórki.

  • Jeśli lakier mimo naszych starań jednak znajdzie się na skórkach to najlepszym wyjściem jest sięgnięcie po patyczek higieniczny z ostrym zakończeniem, namoczenie go w cleanerze (powinien być tylko lekko zwilżony) i doczyszczenie wylanego nadmiaru lakieru. Jeśli to pierwsza warstwa a na skórkach znalazło się sporo żelu to można pokusić się o całościowe zmycie i nałożenie od nowa.
  • Pomiędzy aplikacjami kolejnych warstw nie przemywamy paznokci. Lepka warstwa dyspersyjna powstająca po utwardzaniu w lampie jest bardzo istotna dla trwałości całego manicure. Usuwamy ją dopiero na końcu, po utwardzeniu topu.
  • Nie powinno się wstrząsać zamkniętego lakieru. Potrząsanie powoduje powstanie bąbelków powietrza, które ujawniają się podczas malowania (po utwardzeniu powierzchnia pomalowanego paznokcia nie będzie gładka). W celu rozmieszania, na przykład zbyt gęstego żelu, należy lakier otworzyć i przemieszać go delikatnie pędzelkiem. Jeśli w lakierze mimo wszystko nagromadzi się powietrze, można go otworzyć na kilkanaście minut i co jakiś czas poruszać nim, by uwolnić bąbelki.
  • Na rynku można odnaleźć lakiery 2w1 (kolor razem z bazą, wymagany jest dodatkowo lakier nawierzchniowy), 3w1 (baza, top i kolor) oraz te, które wymagają zastosowania osobno bazy i utwardzacza. Z moich doświadczeń wynika, że najlepszą trwałość, niezależnie od rodzaju zastosowanej hybrydy,  uzyskuje się stosując osobno bazę i top.
  • Lakiery hybrydowe można ze sobą łączyć: pod kątem kolorów, na przykład, w manicure typu ombre, gdzie jedna barwa przechodzi w drugą, a także pod kątem marek. Sama ostatnio z powodzeniem próbowałam miksu Semilac (baza i top) i China Glaze (kolor).
  • Jeśli posiadamy  niewielką lampę, w której nie zmieści się swobodnie cała dłoń i istnieje prawdopodobieństwo, że nie lakier nie zostanie porządnie utwardzony na każdym paznokciu, warto manicure rozłożyć na dwa etapy: najpierw wykonać go od początku do końca na kciuku a następnie na pozostałych czterech palcach.
  • Pomiędzy nakładaniem kolejnych warstw należy zwrócić szczególną uwagę na to, by do warstwy dyspersyjnej nie przykleiły się pyłki, na przykład, pozostałości z piłowania paznokci. Nie da się ich usunąć inaczej niż poprzez całkowite zmycie lepkiej powierzchni, ważnej dla ostatecznej trwałości całego manicure.

Wykończenie manicure
Gdy paznokcie są pomalowane pozostaje tylko przemycie ich wacikiem nasączonym cleanerem oraz zadbanie o wygląd otoczenia płytki. Warto w skórę wetrzeć odżywcze masło, skoncentrowany krem lub oliwkę. Maksymalny efekt pielęgnacyjny otrzymuje się poprzez nalóżenie na dłonie na kilkanaście minut bawełnianych rękawiczek.

Co nowego? Nowości w makijażu i pielęgnacji

piątek, Sierpień 28th, 2015

Wybaczcie tę niezapowiedzianą ciszę, ale okazało się, że przenosiny z mojego wysłużonego laptopa do drugiego komputera nie są tak prostą sprawą jak z początku mogło się wydawać. Dziś przeprowadzka dobiegła końca i nareszcie mogę blogować z nowego miejsca. Bardzo mi tego brakowało! Na rozruch proponuję krótki przegląd wybranych nowości. Niektóre z nich miałam już okazję wypróbować, więc pokuszę się o kilka mini recenzji.

Makijaż i paznokcie

Byłam oczarowana, gdy pierwszy raz zobaczyłam opakowania kosmetyków Provoke od Dr Ireny Eris. Minimalistyczne, srebrno – białe, na wysoki połysk, eleganckie, po prostu piękne. I równie mocno, co aspektem zewnętrznym, zainteresowało mnie wnętrze. Najbardziej obiecująco wypadła matowa pomadka w odcieniu zgaszonego, chłodnego różu (Real Matte Pink Nuance). Jej zaletą jest nie tylko świetny, bardzo twarzowy kolor, ale także trwałość. Ostatnio miałam okazję wypróbować ją na dwóch imprezach, gdzie często jadłam i piłam. Szminka, mimo tych intensywnych testów, zdała egzamin na piątkę. Nie rozmazywała się poza kontur, nie pozostawiała wyraźnego odbicia na filiżance, ścierała się wolno i równomiernie. Gdybym miała dostęp do całej gamy pomadek, tak by obejrzeć je na żywo, myślę, że kupiłabym jeszcze jakiś kolor. Interesująco prezentował się także bronzer Choco Light, lecz niestety w praktyce okazał się niedopasowany do mojej karnacji. Po nałożeniu na twarz jego kolor bardzo się ociepla. Na światło dziennie wychodzą rude tony, które nijak współgrają z ciepłym odcieniem skóry. Pozostaje mi tylko podziwiać jego piękne tłoczenie. Z całej trójki najmniej natomiast spodobały mi się cienie Grey Glamour. Wprawdzie podczas aplikacji dobrze się ze sobą łączą i rozcierają, lecz pod kątem wykończenia to jednak nie moja bajka – zbyt błyszczące i perłowe.

Przegródkę z kosmetykami do oczu wzbogaciły ostatnio dwa produkty L’Oreal – eyeliner Super Liner Superstar i maskara False Lash Superstar. Ten pierwszy zyskał w moich oczach (i na oczach :) ) uznanie od pierwszego użycia. Świetnie napigmentowany, mokry i jednocześnie szybkoschnący na skórze. Został wyposażony w wygodny, dobrze docięty gabeczkowy aplikator, który pozwala narysować zarówno grubą jak i cienką kreskę. Precyzja, intensywny kolor i trwałość – to jego główne zalety. Mniej natomiast mogę powiedzieć o False Lash Superstar, bo nim malowałam rzęsy dopiero kilka razy. Muszę przyznać, że jestem generalnie uprzedzona do maskar dwustronnych, które składają się z bazy i czarnego tuszu, ponieważ do tej pory większość zawodziła na etapie pokrywania pierwszej warstwy drugą. Zazwyczaj kończyło się na sklejonych rzęsach i widocznych białych prześwitach. Z False Lash Superstar wydaje się, że jest lepiej. Szczoteczka posiada tak rozłożone włosie, że pozwala dokładnie pokryć każdą rzęsę warstwą czerni, a sama maskara włoski dobrze rozdziela, lekko unosi i pogrubia. Poużywam jej jeszcze trochę i dam znać, czy jest warta zawracania sobie nią głowy.

Na paznokciach wciąż króluje Semilac. Do pudełeczka z lakierami hybrydowymi wpadło kilka nowych kolorów, które z pewnością jeszcze na blogu zagoszczą w zbiorczym wpisie. Jeden z nich niedawno pokazywałam na instagramie. Pink Smile, bo o nim mowa, to chłodny, blady róż, który skradł moje serce równie mocno, co fuksjowy Mardi Gras. Same zerknijcie, jaki jest piękny! – Pink Smile Semilac na instagramie.

P.S. Wpis o manicure hybrydowym krok po kroku pojawi się w ten weekend.

Pielęgnacja

Marka Pat&Rub interesowała mnie od dłuższego czasu, dlatego z przyjemnością zdecydowałam się na wypróbowanie kilku kosmetyków. Najbardziej ciekawiły mnie ekoAmpułki – dwie do twarzy: jedna do cery trądzikowej, druga do cery wrażliwej oraz ampułka pod oczy. EkoAmpułki to nic innego jak skoncentrowane sera w postaci lekkiej kremowo-żelowej emulsji. Łatwo się wchłaniają i szybko przenoszą w głąb skóry aktywne składniki odżywiające i odbudowujące komórki skóry. Ponieważ jestem fanką tego rodzaju kosmetyków, pokładam w nich duże nadzieje. Czy dorównają świetnym odpowiednikom od Yves Rocher?

Ostatnią nowością jest płyn micelarny Biały Jeleń. Marka, która kojarzy mi się głównie z mydłami (notabene świetnymi, bo tylko one nie uczulają mojej wrażliwej skóry dłoni), zdecydowała się wypuścić tym razem kosmetyk do demakijażu twarzy. Na razie mogę powiedzieć o nim tylko tyle, że mocno pachnie, ale też to, że dobrze radzi sobie ze zmywaniem makijażu mineralnego. Nie pozostawia lepkiej warstwy i, mimo dodatku zapachowego, nie podrażnił ani nie wysuszył mojej cery. Daję mu jednak jeszcze kilka dni na spokojne testy i dopiero wtedy będę mogła napisać, co ostatecznie o nim sądzę.

A co nowego pojawiło się ostatnio w Waszych kosmetyczkach? Może jakaś warta wspomnienia perełka? :)

Jak nie popaść w depresję w ostatni weekend wakacji?

piątek, Sierpień 28th, 2015

Koniec lata jest w Polsce traumatyczny. Bo wszyscy wiedzą, co będzie… Zaraz uruchomi się wichura i deszcz. Zimno zacznie wślizgiwać się w ciepłe zakamarki. Najpierw po trochu. Tylko wieczory i poranki. Potem na całego. Kurtka wróci na stałe na wieszak, koty wpełzną na kaloryfery, a w umysłach zalęgnie się ta straszna pewność… Winter is coming!

Jedyne co nam pozostaje – to cieszyć się chwilą. A chwila jest zacna z 7 powodów:

1) Przede wszystkim – to jeszcze na pewno nie koniec lata. Lato kończy się kalendarzowo 22 września. Póki co – wciąż jest ciepło. Wciąż można pływać w jeziorach, w morzu – jeśli prąd łaskawy. Można się opalać, piknikować, nosić letnie sukienki i sandałki, juhuu!

Letnie przetwory2) Można robić przetwory. Kiedy, jak nie teraz? Kiedy wszystko prosto z krzaczka i drzewa. Śliwki, jabłka, gruszki, brzoskwinie, maliny, borówki. Zamykamy pełnię lata w słoiczku i gdy – za kilka tygodni – ogarnie nas ciemność i zmarzlina – otworzymy – a tu, niczym dżin z lampy – wyskoczą zapachy wakacji i słoneczna energia. A w robieniu przetworów cieszyć może wiele rzeczy. Jedna z moich koleżanek twierdzi, że największą frajdę sprawia jej odręczne opisywanie etykiet. 

3) Są już pierwsze dynie! Co prawda, w tej suchości nie chciały za bardzo urosnąć. Ale są. W sam raz na pyszną, weekendową zupę z dodatkiem prażonych pestek.

Jesienna wycieczka rowerowa4) Będzie wciąż ciepło, ale już nie gorąco. Czyli – da się żyć. Jeździć rowerem. Łazić po górach. Biegać. Spacerować. Pchać wózek z maluchem. Plewić astry w ogrodzie. Piec drożdżowiec ze śliwkami.

5) Do miast wraca życie. Pamiętajcie – szklanka do połowy pełna. Czyli nie, że – jeju, znowu te korki. Tylko – ludzie wrócili z wakacji. Znów pełne kawiarnie i kluby. Bogatsze repertuary w kinach i teatrach. Znów przystojny sąsiad rzuca „dzień dobry” na schodach. Znów tajemnicza nieznajoma spotkana w osiedlowym warzywniaku. Witaj – życie!

6) A za chwilę… W pełni rozkwitną wrzosy, dojrzeją węgierki. Rochula się babie lato na polach. Spadną żołędzie i kasztany. I ogarnie nas złoto i czerwień. I słońce. No, za to ostatnie bardzo trzymam kciuki!

7) Hej – spytałam koleżankę Monikę, która akurat była obok – za co lubisz wrzesień? Odpowiedziała: Wiesz, dla mnie wrzesień to taki mały Nowy Rok!

Lepiej? :-)

Marta Ziubińska

Jesienne wrzosy

Jak nie popaść w depresję w ostatni weekend wakacji?

czwartek, Sierpień 27th, 2015

Koniec lata jest w Polsce traumatyczny. Bo wszyscy wiedzą, co będzie… Zaraz uruchomi się wichura i deszcz. Zimno zacznie wślizgiwać się w ciepłe zakamarki. Najpierw po trochu. Tylko wieczory i poranki. Potem na całego. Kurtka wróci na stałe na wieszak, koty wpełzną na kaloryfery, a w umysłach zalęgnie się ta straszna pewność… Winter is coming!

Jedyne co nam pozostaje – to cieszyć się chwilą. A chwila jest zacna z 7 powodów:

1) Przede wszystkim – to jeszcze na pewno nie koniec lata. Lato kończy się kalendarzowo 22 września. Póki co – wciąż jest ciepło. Wciąż można pływać w jeziorach, w morzu – jeśli prąd łaskawy. Można się opalać, piknikować, nosić letnie sukienki i sandałki, juhuu!

Letnie przetwory2) Można robić przetwory. Kiedy, jak nie teraz? Kiedy wszystko prosto z krzaczka i drzewa. Śliwki, jabłka, gruszki, brzoskwinie, maliny, borówki. Zamykamy pełnię lata w słoiczku i gdy – za kilka tygodni – ogarnie nas ciemność i zmarzlina – otworzymy – a tu, niczym dżin z lampy – wyskoczą zapachy wakacji i słoneczna energia. A w robieniu przetworów cieszyć może wiele rzeczy. Jedna z moich koleżanek twierdzi, że największą frajdę sprawia jej odręczne opisywanie etykiet. 

3) Są już pierwsze dynie! Co prawda, w tej suchości nie chciały za bardzo urosnąć. Ale są. W sam raz na pyszną, weekendową zupę z dodatkiem prażonych pestek.

Jesienna wycieczka rowerowa4) Będzie wciąż ciepło, ale już nie gorąco. Czyli – da się żyć. Jeździć rowerem. Łazić po górach. Biegać. Spacerować. Pchać wózek z maluchem. Plewić astry w ogrodzie. Piec drożdżowiec ze śliwkami.

5) Do miast wraca życie. Pamiętajcie – szklanka do połowy pełna. Czyli nie, że – jeju, znowu te korki. Tylko – ludzie wrócili z wakacji. Znów pełne kawiarnie i kluby. Bogatsze repertuary w kinach i teatrach. Znów przystojny sąsiad rzuca „dzień dobry” na schodach. Znów tajemnicza nieznajoma spotkana w osiedlowym warzywniaku. Witaj – życie!

6) A za chwilę… W pełni rozkwitną wrzosy, dojrzeją węgierki. Rochula się babie lato na polach. Spadną żołędzie i kasztany. I ogarnie nas złoto i czerwień. I słońce. No, za to ostatnie bardzo trzymam kciuki!

7) Hej – spytałam koleżankę Monikę, która akurat była obok – za co lubisz wrzesień? Odpowiedziała: Wiesz, dla mnie wrzesień to taki mały Nowy Rok!

Lepiej? :-)

Marta Ziubińska

Jesienne wrzosy

Co nowego? Nowości w makijażu i pielęgnacji

środa, Sierpień 26th, 2015

Wybaczcie tę niezapowiedzianą ciszę, ale okazało się, że przenosiny z mojego wysłużonego laptopa do drugiego komputera nie są tak prostą sprawą jak z początku mogło się wydawać. Dziś przeprowadzka dobiegła końca i nareszcie mogę blogować z nowego miejsca. Bardzo mi tego brakowało! Na rozruch proponuję krótki przegląd wybranych nowości. Niektóre z nich miałam już okazję wypróbować, więc pokuszę się o kilka mini recenzji.

Makijaż i paznokcie

Byłam oczarowana, gdy pierwszy raz zobaczyłam opakowania kosmetyków Provoke od Dr Ireny Eris. Minimalistyczne, srebrno – białe, na wysoki połysk, eleganckie, po prostu piękne. I równie mocno, co aspektem zewnętrznym, zainteresowało mnie wnętrze. Najbardziej obiecująco wypadła matowa pomadka w odcieniu zgaszonego, chłodnego różu (Real Matte Pink Nuance). Jej zaletą jest nie tylko świetny, bardzo twarzowy kolor, ale także trwałość. Ostatnio miałam okazję wypróbować ją na dwóch imprezach, gdzie często jadłam i piłam. Szminka, mimo tych intensywnych testów, zdała egzamin na piątkę. Nie rozmazywała się poza kontur, nie pozostawiała wyraźnego odbicia na filiżance, ścierała się wolno i równomiernie. Gdybym miała dostęp do całej gamy pomadek, tak by obejrzeć je na żywo, myślę, że kupiłabym jeszcze jakiś kolor. Interesująco prezentował się także bronzer Choco Light, lecz niestety w praktyce okazał się niedopasowany do mojej karnacji. Po nałożeniu na twarz jego kolor bardzo się ociepla. Na światło dziennie wychodzą rude tony, które nijak współgrają z ciepłym odcieniem skóry. Pozostaje mi tylko podziwiać jego piękne tłoczenie. Z całej trójki najmniej natomiast spodobały mi się cienie Grey Glamour. Wprawdzie podczas aplikacji dobrze się ze sobą łączą i rozcierają, lecz pod kątem wykończenia to jednak nie moja bajka – zbyt błyszczące i perłowe.

Przegródkę z kosmetykami do oczu wzbogaciły ostatnio dwa produkty L’Oreal – eyeliner Super Liner Superstar i maskara False Lash Superstar. Ten pierwszy zyskał w moich oczach (i na oczach :) ) uznanie od pierwszego użycia. Świetnie napigmentowany, mokry i jednocześnie szybkoschnący na skórze. Został wyposażony w wygodny, dobrze docięty gabeczkowy aplikator, który pozwala narysować zarówno grubą jak i cienką kreskę. Precyzja, intensywny kolor i trwałość – to jego główne zalety. Mniej natomiast mogę powiedzieć o False Lash Superstar, bo nim malowałam rzęsy dopiero kilka razy. Muszę przyznać, że jestem generalnie uprzedzona do maskar dwustronnych, które składają się z bazy i czarnego tuszu, ponieważ do tej pory większość zawodziła na etapie pokrywania pierwszej warstwy drugą. Zazwyczaj kończyło się na sklejonych rzęsach i widocznych białych prześwitach. Z False Lash Superstar wydaje się, że jest lepiej. Szczoteczka posiada tak rozłożone włosie, że pozwala dokładnie pokryć każdą rzęsę warstwą czerni, a sama maskara włoski dobrze rozdziela, lekko unosi i pogrubia. Poużywam jej jeszcze trochę i dam znać, czy jest warta zawracania sobie nią głowy.

Na paznokciach wciąż króluje Semilac. Do pudełeczka z lakierami hybrydowymi wpadło kilka nowych kolorów, które z pewnością jeszcze na blogu zagoszczą w zbiorczym wpisie. Jeden z nich niedawno pokazywałam na instagramie. Pink Smile, bo o nim mowa, to chłodny, blady róż, który skradł moje serce równie mocno, co fuksjowy Mardi Gras. Same zerknijcie, jaki jest piękny! – Pink Smile Semilac na instagramie.

P.S. Wpis o manicure hybrydowym krok po kroku pojawi się w ten weekend.

Pielęgnacja

Marka Pat&Rub interesowała mnie od dłuższego czasu, dlatego z przyjemnością zdecydowałam się na wypróbowanie kilku kosmetyków. Najbardziej ciekawiły mnie ekoAmpułki – dwie do twarzy: jedna do cery trądzikowej, druga do cery wrażliwej oraz ampułka pod oczy. EkoAmpułki to nic innego jak skoncentrowane sera w postaci lekkiej kremowo-żelowej emulsji. Łatwo się wchłaniają i szybko przenoszą w głąb skóry aktywne składniki odżywiające i odbudowujące komórki skóry. Ponieważ jestem fanką tego rodzaju kosmetyków, pokładam w nich duże nadzieje. Czy dorównają świetnym odpowiednikom od Yves Rocher?

Ostatnią nowością jest płyn micelarny Biały Jeleń. Marka, która kojarzy mi się głównie z mydłami (notabene świetnymi, bo tylko one nie uczulają mojej wrażliwej skóry dłoni), zdecydowała się wypuścić tym razem kosmetyk do demakijażu twarzy. Na razie mogę powiedzieć o nim tylko tyle, że mocno pachnie, ale też to, że dobrze radzi sobie ze zmywaniem makijażu mineralnego. Nie pozostawia lepkiej warstwy i, mimo dodatku zapachowego, nie podrażnił ani nie wysuszył mojej cery. Daję mu jednak jeszcze kilka dni na spokojne testy i dopiero wtedy będę mogła napisać, co ostatecznie o nim sądzę.

A co nowego pojawiło się ostatnio w Waszych kosmetyczkach? Może jakaś warta wspomnienia perełka? :)

Przedłużamy lato!

czwartek, Sierpień 20th, 2015

Po powrocie z urlopu – z dumą eksponujemy oliwkowy brąz na skórze, chętniej zakładamy bluzki i suknie na ramiączka, pozwalamy sobie na dekolty i odsłaniamy nogi. Budzimy – w zależności od audiencji – zazdrość lub pożądanie. I jest pięknie. W zależności od przypadku – przez 2, 3 tygodnie. A potem?

A potem śnieżna biel, neonowy oranż, czy wakacyjny błękit opaleniznowych outfitów – dziwnie i nagle przestają już tak ładnie odcinać się od naszej karnacji. Co robić? Co robić?

Przedłużać! Natura znów przynosi rozwiązania… Roślinne DHA, czyli naturalny związek, który powoduje reakcję samoopalenia w naskórku, ekstrakt z łupin orzecha, betakaroten… Ale zanim weźmiemy się za kolor – najpierw grunt! Jak u prawdziwego artysty. A grunt to dobry peeling!

Peelingowanie przed samoopalaniemPeeling przygotuje skórę do zabiegu samoopalania

Peeling usunie martwy naskórek, dzięki czemu otworzy drogę do głębszych warstw skóry – substancjom aktywnym w dalszym etapie pielęgnacji. Naturalny Peeling/scrub ujędrnianie, wyszczuplanie – przyjemnie ściera drobinkami z orzecha kokosowego i bambusa. Pachnie intrygująco kardamonem i to właśnie on, w towarzystwie olejku pieprzowego i lemongrasowego – natychmiastowo poprawia krążenie, co poprawi też ujędrnienie skóry. Ekstrakt z zielonej herbaty zaś złagodzi i będzie stymulował regenerację. Ten peeling występuje w jednej linii z Balsamem wyszczuplającym, który jest dopełnieniem jego działań. Tutaj jednak dalszym krokiem będzie samoopalanie.

Lekka, nietłusta konsystencja peelingu oraz łagodne detergenty roślinne, sprawia, że jest idealnym kosmetykiem pod prysznic. Peelinguje, myje i przygotowuje ciało do dalszej pielęgnacji. Można go używać nawet codziennie.

Naturalne opalanie bez słońca

Samoopalacz+bronzer - idealne do małej czarnej!
By podtrzymać efekt letniej opalenizny – po peelingu nakładamy naturalny Balsam samoopalający. Tutaj opali roślinny DHA, a ekstrakt z łupin orzecha dodatkowo poprawi koloryt. Olej z marchwi ładnie zabarwi, zregeneruje i ochroni skórę, masło makadamia odżywi, a olej słonecznikowy uelastyczni i nawilży. Skóra wystawiona wcześniej na intensywne słońce – krócej zachowa młodość, ale balsam ten zawiera też ekstrakt z kwiatów kocanki, który walczy z odpowiedzialnymi za Balsam-Samoopalajacy-plus-Bronzerstarzenie wolnymi rodnikami.

By cieszyć się trwałą opalenizną – dobrze powtarzać wcieranie balsamu co 2-3 dni.

A gdy już jesteśmy blade, albo w ogóle nie miałyśmy okazji się opalić, a zapragniemy wyglądać wakacyjnie? Bądź mamy wieczorowe wyjście w sukni bez pleców, albo odważnej mini? Zastosujmy tą samą wersję balsamu, ale z bronzerem! Balsam samoopalający plus bronzer – zdziała wszystko to, co jego odpowiednik bez tego dodatku, a poza tym będzie naturalnym make-upem dla ciała. A to dzięki koloryzującym, mineralnym pigmentom. To opalenizna w 5 minut!

Bronzer zmyje się pod prysznicem, ale za to pod nim skrywać się już będzie kilkugodzinny, samoopalający efekt działania kosmetyku. Przy tym drugim rozwiązaniu – polecamy jednak „małą czarną”, nie „małą białą” na wyjście, bo bronzer, na ciele, taka samo jak ten używany na twarzy – przy kontakcie z jasnym materiałem – może pozostawić ślady.

Uff… Teraz już możemy być pewne, że opalenizna tak szybko nas nie opuści! Aby tylko lato również zostało jak najdłużej :-)

Marta Ziubińska

Przedłużamy lato!

środa, Sierpień 19th, 2015

Po powrocie z urlopu – z dumą eksponujemy oliwkowy brąz na skórze, chętniej zakładamy bluzki i suknie na ramiączka, pozwalamy sobie na dekolty i odsłaniamy nogi. Budzimy – w zależności od audiencji – zazdrość lub pożądanie. I jest pięknie. W zależności od przypadku – przez 2, 3 tygodnie. A potem?

A potem śnieżna biel, neonowy oranż, czy wakacyjny błękit opaleniznowych outfitów – dziwnie i nagle przestają już tak ładnie odcinać się od naszej karnacji. Co robić? Co robić?

Przedłużać! Natura znów przynosi rozwiązania… Roślinne DHA, ekstrakt z łupin orzecha, betakaroten… Ale zanim weźmiemy się za kolor – najpierw grunt! Jak u prawdziwego artysty. A grunt to dobry peeling!

Peelingowanie przed samoopalaniemPeeling przygotuje skórę do zabiegu samoopalania

Peeling usunie martwy naskórek, dzięki czemu otworzy drogę do głębszych warstw skóry – substancjom aktywnym w dalszym etapie pielęgnacji. Naturalny Peeling/scrub ujędrnianie, wyszczuplanie – przyjemnie ściera drobinkami z orzecha kokosowego i bambusa. Pachnie intrygująco kardamonem i to właśnie on, w towarzystwie olejku pieprzowego i lemongrasowego – natychmiastowo poprawia krążenie, co poprawi też ujędrnienie skóry. Ekstrakt z zielonej herbaty zaś złagodzi i będzie stymulował regenerację. Ten peeling występuje w jednej linii z Balsamem wyszczuplającym, który jest dopełnieniem jego działań. Tutaj jednak dalszym krokiem będzie samoopalanie.

Lekka, nietłusta konsystencja peelingu oraz łagodne detergenty roślinne, sprawia, że jest idealnym kosmetykiem pod prysznic. Peelinguje, myje i przygotowuje ciało do dalszej pielęgnacji. Można go używać nawet codziennie.

Naturalne opalanie bez słońca

Samoopalacz+bronzer - idealne do małej czarnej!
By podtrzymać efekt letniej opalenizny – po peelingu nakładamy naturalny Balsam samoopalający. Tutaj opali roślinny DHA, a ekstrakt z łupin orzecha dodatkowo poprawi koloryt. Olej z marchwi zregeneruje i ochroni skórę, masło makadamia odżywi, a olej słonecznikowy uelastyczni i nawilży. Skóra wystawiona wcześniej na intensywne słońce – krócej zachowa młodość, ale balsam ten zawiera też ekstrakt z kwiatów kocanki, który walczy z odpowiedzialnymi za Balsam-Samoopalajacy-plus-Bronzerstarzenie wolnymi rodnikami.

By cieszyć się trwałą opalenizną – dobrze powtarzać wcieranie balsamu co 2-3 dni.

A gdy już jesteśmy blade, albo w ogóle nie miałyśmy okazji się opalić, a zapragniemy wyglądać wakacyjnie? Bądź mamy wieczorowe wyjście w sukni bez pleców, albo odważnej mini? Zastosujmy tą samą wersję balsamu, ale z bronzerem! Balsam samoopalający plus bronzer – zdziała wszystko to, co jego odpowiednik bez tego dodatku, a poza tym będzie naturalnym make-upem dla ciała. A to dzięki koloryzującym, mineralnym pigmentom. To opalenizna w 5 minut!

Bronzer zmyje się pod prysznicem, ale za to pod nim skrywać się już będzie kilkugodzinny, samoopalający efekt działania kosmetyku. Przy tym drugim rozwiązaniu – polecamy jednak „małą czarną”, nie „małą białą” na wyjście, bo bronzer, na ciele, taka samo jak ten używany na twarzy – przy kontakcie z jasnym materiałem – może pozostawić ślady.

Uff… Teraz już możemy być pewne, że opalenizna tak szybko nas nie opuści! Aby tylko lato również zostało jak najdłużej :-)

Marta Ziubińska

Momenty #7

środa, Sierpień 19th, 2015

Ostatnie tygodnie to prawdziwe szaleństwo. Nie tylko pod kątem kilogramów zjedzonych owoców (czereśni, truskawek, brzoskwiń, borówek, arbuzów… ♥) czy litrów wypitej wody z lodem dla ukojenia dokuczliwych upałów. To także zwariowany upływ czasu. Dni wręcz biegną, a ja nie mogę uwierzyć, że właśnie minęła połowa sierpnia… Mimo tej gonitwy staram się znaleźć chwilę na porządne śniadanie, fragment książki w towarzystwie czegoś pysznego czy ulubione aktywności, jak odkrywanie nowej muzyki lub ćwiczenia. Ale prawdziwym pożeraczem czasu jest projekt, nad którym pracuję od niedawna. Ponieważ bezpośrednio dotyczy bloga, wkrótce dowiecie się o nim więcej. Zdradzę tylko, że szykują się spore zmiany. Tymczasem w Momentach kilka wybranych migawek z minionych dni…

1. My To już dwa miesiące razem!
2. Black & white: poranna prasówka + owsianka z jeżynami, borówkami i kokosem.
3. Czerwień i paski – klasyka.
4. Włosy mojej siostry suszone na Tangle Teezer Blow Styling. Wyprostowane, pięknie błyszczą i ładnie się układają. Jest moc!

1. Panna cotta z borówkami. Pyszna! Będzie powtórka, ale tym razem z malinami.
2. Falstart z Policją Jo Nesbø, jak się okazało, ostatnią z serii o detektywie Harrym Hole. Przerwałam czytanie i sięgnęłam po pierwszy tom.
3. Zdrowych praktyk śniadaniowych ciąg dalszy. Płatki owsiane, brzoskwinie i borówki okazały się super połączeniem! #śniadanienapłaskibrzuch
4. Ulubione bikini i złota plażówka, z której wysypałam pół kilograma nadmorskiego piasku

1. Babskie SPA. Piękny Mardi Gras zdobi kolejne paznokcie.
2. Idéalia Skin Sleep Mask. Jestem jej bardzo ciekawa!
3. Pierwszy raz z Provoke. Bronzer na razie tylko podziwiam, zbyt ładny żeby używać… :)
4. Poranny niezbędnik pielęgnacyjny.

Momenty #7

środa, Sierpień 19th, 2015

Ostatnie tygodnie to prawdziwe szaleństwo. Nie tylko pod kątem kilogramów zjedzonych owoców (czereśni, truskawek, brzoskwiń, borówek, arbuzów… ♥) czy wypitej wody z lodem dla ukojenia dokuczliwych upałów. To także zwariowany upływ czasu. Dni wręcz biegną, a ja nie mogę uwierzyć, że właśnie minęła połowa sierpnia… Mimo tej gonitwy staram się znaleźć chwilę na porządne śniadanie, fragment książki w towarzystwie czegoś pysznego czy ulubione aktywności, jak odkrywanie nowej muzyki lub ćwiczenia. Ale prawdziwym pożeraczem czasu jest projekt, nad którym pracuję od niedawna. Ponieważ bezpośrednio dotyczy bloga, wkrótce dowiecie się o nim więcej. Zdradzę tylko, że szykują się spore zmiany. Tymczasem w Momentach kilka wybranych migawek…

1. My To już dwa miesiące razem!
2. Black & white: poranna prasówka + owsianka z jeżynami, borówkami i kokosem.
3. Czerwień i paski – klasyka.
4. Włosy mojej siostry suszone na Tangle Teezer Blow Styling. Wyprostowane, pięknie błyszczą i ładnie się układają. Jest moc!

1. Panna cotta z borówkami. Pyszna! Będzie powtórka, ale tym razem z malinami.
2. Falstart z Policją Jo Nesbø, jak się okazało, ostatnią z serii o detektywie Harrym Hole. Przerwałam czytanie i sięgnęłam po pierwszy tom.
3. Zdrowych praktyk śniadaniowych ciąg dalszy. Płatki owsiane, brzoskwinie i borówki okazały się super połączeniem! #śniadanienapłaskibrzuch
4. Ulubione bikini i złota plażówka, z której wysypałam pół kilograma nadmorskiego piasku

1. Babskie SPA. Piękny Mardi Gras zdobi kolejne paznokcie.
2. Idéalia Skin Sleep Mask. Jestem jej bardzo ciekawa!
3. Pierwszy raz z Provoke. Bronzer na razie tylko podziwiam, zbyt ładny żeby używać… :)
4. Poranny niezbędnik pielęgnacyjny.
  • Najnowsze wpisy

  • Najnowsze komentarze

    • Archiwa

    • Kategorie

    • Meta