Jeśli jesteś właścicielem tej strony, możesz wyłączyć reklamę poniżej zmieniając pakiet na PRO lub VIP w panelu naszego hostingu już od 4zł!
Strony WWWSerwery VPSDomenyHostingDarmowy Hosting CBA.pl

Darmowe probki kosmetykow

» 2015 » Czerwiec Polowanie na promocje Upoluj co tylko chcesz: konkursy, darmowe próbki, testowanie produktów Konkursy Promocje

Szukaj

Archive for Czerwiec, 2015

Jędrne pośladki i uda z zestawem drenująco – wyszczuplającym GUAM

wtorek, Czerwiec 30th, 2015

Nie da się ukryć, że 9 miesięcy przerwy od regularnych ćwiczeń i zbilansowanej diety (zachcianki brały górę!) odbija się na wyglądzie i kondycji ciała. Mimo szczotkowania na sucho i wcierania olejków, tu i ówdzie nagromadził się tłuszczyk, uwydatnił cellulit oraz pojawił problem nadmiaru wody w organizmie. Wprawdzie jeszcze na dobre nie powróciłam do przedciążowej systematycznej aktywności, ale poczyniłam już pierwsze kroki ku smuklejszemu i jędrniejszemu ciału. W ruch poszedł zestaw drenująco – wyszczuplający Fanghi D’Alga Dren włoskiej marki GUAM, specjalizującej się w tego typu produktach.

W zestawie znajduje się folia do owijania ciała oraz dwa kosmetyki:

koncentrat drenująco – wyszczuplający – produkt redukujący niedoskonałości spowodowane obrzękiem oraz zatrzymywaniem wody. Szczególnie polecany jest dla nóg i pośladków. Precyzyjnie dobrane składniki koncentratu aktywnie uczestniczą w zwalczaniu szczególnie uporczywego cellulitu. Regularne stosowanie zapewnia widoczną poprawę elastyczności i jędrności skóry oraz wygładzenie wszelkich nierówności.    

Skład koncentratu jest bardzo bogaty. Tuż za wodą umieszczono glinkę, algi, glicerynę, ekstrakt z morszczynu pęcherzykowatego (glon, który pobudza przemianę materii i działa wyszczuplająco), ekstrakt z wiązówki błotnej (zioło działające ściągająco i tonizująco), ekstrakt z zielonej herbaty, olejek grejpfrutowy, olejek cytrynowy oraz olej z kopru włoskiego.

olejek drenujący – dzięki aktywnej synergii składników aktywnych olejek łączy w sobie właściwości zmiękczające i odżywiające skórę.

Bazą olejku są oleje: kukurydziany, jojoba, z oliwek i słonecznikowy. W jego składzie znalazły się także ekstrakty: z morszczynu pęcherzykowatego, zielonej herbaty i rozmarynu (każdy  z nich o działaniu drenującym).

Wg producenta regularne stosowanie zestawu umożliwia: znaczną redukcję cellulitu oraz tkanki tłuszczowej, zmniejszenie obwodu bioder, talii, ud, silne nawilżenie naskórka, zredukowanie ilości wody w organizmie, zmniejszenie obrzęków, poprawę krążenia krwi oraz limfy.

Opakowanie koncentratu to aż 1kg produktu. Mnie taka ilość starczyła na 10 zabiegów na uda i pośladki oraz na 3 zabiegi dodatkowo na brzuch. Kosmetyk ma postać gęstego, mocno pachnącego anyżem i algami błota, które łatwo rozprowadzić cienką warstwą. Chwilę po nałożeniu produktu i owinięciu ciała folią można odczuć, że koncentrat zaczyna działać. Ja czułam za każdym razem lekkie mrowienie i ciepło. Po 45 minutach „siedzenia” z kosmetykiem na skórze należy go zmyć ciepłą wodą, następnie przez kilka minut wcierać olejek. On z kolei posiada konsystencję klasycznej, płynnej oliwki o kwiatowo – ziołowym zapachu i przyjemnym, suchym wykończeniu, które zaraz po zabiegu pozwala się ubrać. Szybko się wchłania, pozostawiając skórę miękką i gładką.

 
Jak prezentuje się skóra po zastosowaniu duetu GUAM? Po pierwszych dwóch zabiegach widziałam przede wszystkim ujędrnienie skóry. Była przyjemnie napięta i wygładzona. Kolejne przyniosły wyraźną poprawę, jeśli chodzi o widoczność nierówności wynikających z cellulitu. Uda i pośladki zaczęły wyglądać smuklej, wizualnie stały się zbite, mniej galaretowate.

Jeśli chodzi o działanie, oceniam zabieg bardzo pozytywnie. Jest wprawdzie jednorazowo dość kosztowny (349 zł na stronie http://guam24.pl, skąd pochodzi mój zestaw), lecz w tym przypadku to opłacalna inwestycja w atrakcyjny wygląd skóry. Myślę, że błoto i olejek stosowane systematycznie w połączeniu z racjonalną dietą i ćwiczeniami mogą doprowadzić ciało do rewelacyjnego wyglądu. Uważam, że duet sprawdzi się szczególnie w okresie przygotowań do sezonu bikini lub gdy jesteśmy w trakcie zrzucania nadmiaru kilogramów.

Jestem ciekawa czy miałyście okazję stosować podobne zestawy? Jakie zabiegi pielęgnacyjne wykonujecie przed sezonem bikini?

Mgiełki – orzeźwienie w plenerze!

wtorek, Czerwiec 30th, 2015

Poszukiwanie zielonych miejsc na mapie swojego miejsca zamieszkania może okazać się fascynującą przygodą, której towarzyszyć będzie relaks w wersji slow. Mieszkam w Krakowie i choć niejednokrotnie media alarmują o złym stanie powietrza i zagrożeniach z tym związanych , chciałabym pokazać namiastkę tego, że magia tego miasta nie sprowadza się tylko do zachwycającej architektury oraz zabytków, ale i do wyjątkowej w swoim rodzaju przyrody, którą podziwiam w różnych zielonych miejscach. Jednym z nich, a w które lubię się wybierać i zabierać tam też przyjeżdżających w odwiedziny znajomych jest Kopiec Krakusa. Wprawdzie znacznie mniej uczęszczany przez turystów niż popularny Kopiec Kościuszki, za to z szeroką przestrzenią i licznymi punktami obserwacyjnymi.

mgiełki PAT&RUBSkoro już wspomniałam, gdzie m. in. lubię obcować z naturą, to pora na opinię o kosmetycznych propozycjach, których nie może zabraknąć wyłącznie na półce w łazience, ale przede wszystkim w podręcznej kosmetyczce/ torebce kiedy to spędzamy czas na świeżym powietrzu, a temperatura daje się nam we znaki.

Dla odświeżenia, w ciepły dzień polecam korzystanie z wodnych mgiełek do ciała i twarzy, które błyskawicznie przynoszą ukojenie zmęczonej słońcem skórze. Do wyboru, dla cery przetłuszczającej się i zanieczyszczonej, także dojrzałej i naczyniowej rekomendowana jest wodna mgiełka kwiat pomarańczy, natomiast dla cery suchej, naczynkowej, wrażliwe, dojrzałej i trądzikowej przeznaczona jest wersja różana. Obydwie mają korzystne działanie na skórę, ponieważ przyjemnie tonizują i orzeźwiają.

Bezkonkurencyjnie uwielbiam stosowanie wodnej mgiełki różanej, co wynika nie tylko z dobroczynnych właściwości, ale przede wszystkim urzekającego aromatu. Mmm, kojarzycie woń dzikiej róży rosnącej w przydomowych, ogrodowych altankach? W moim odczuciu jest on niemal identyczny i za każdym razem, kiedy spryskuję twarz i ciało nasuwają się przyjemne wrażenia. Natomiast dla osób lubiących bardziej subtelne, mniej słodkie nuty zapachowe mgiełka kwiat pomarańczy zdecydowanie bardziej przekona. Masz na sobie makijaż? Bez obaw, spryskując twarz mgiełką nie naruszysz go.
mgiełki PAT&RUBWodne mgiełki łagodzą podrażnienia na skórze i świetnie sprawdzają się do stosowania w codziennej pielęgnacji zastępując w tej roli tradycyjny tonik. Warto w tym miejscu przytoczyć, że woda różana jest wartościowym hydrolatem powstającym podczas destylacji olejku z róży damasceńskiej, natomiast woda z kwiatu gorzkiej pomarańczy to bogata w substancje odżywcze woda podestylacyjna, pozostała po procesie otrzymywania olejku z kwiatów gorzkiej pomarańczy – neroli.

Jeżeli odnosicie wrażenie, że cera potrzebuje nawilżenia koniecznie sięgnijcie po wodne mgiełki, aby doświadczyć tego stanu. Używając kosmetyk nie ma potrzeby „ściągania” przy użyciu chusteczek higienicznych, ponieważ mikro kropelki szybko wnikają w skórę, jednocześnie pozostawiając uczucie odświeżenia.

Najczęściej jest tak, że kiedy pogoda sprzyja, niekoniecznie mamy ochotę stosować balsam lub masło. W takiej sytuacji koniecznie warto wybrać nieco lżejszy, acz równie skuteczny kosmetyk. Wyjątkowo lekko formułę mają mleczne mgiełki. Do wyboru z linii rewitalizującej oraz relaksującej. Aplikacja jest na tyle wygodna, że z powodzeniem możemy uzupełnić zawartość torebki o te właśnie produkty. I tak też entuzjastki mocno wyrazistej nuty cytrynowej będą zachwycone pobudzającym aromatem, który wysuwa się na pierwszy plan w kompozycji mgiełki rewitalizującej. Mleczne mgiełki wchłaniają się błyskawicznie, dlatego też są świetnym rozwiązaniem, kiedy nagle odnosimy wrażenie, że już za mało czasu na pielęgnację, a potrzebujemy dobrego nawilżenia. Idealnie sprawdzają się w ciepłe dni i mogą również stanowić substytut perfum otulając swoją łagodną wonią.

mgiełki PAT&RUB Rewitalizująca wersja zawiera dobroczynny sok z aloesu, który właśnie odpowiada za proces nawilżenia skóry oraz jej ukojenie. A w gorące dni doskonale wiemy, jak bardzo tego potrzebujemy. Przesuszona skóra od słońca to nic dobrego.

Chcąc zaczerpnąć relaksujących momentów dla ciała i zmysłów polecam sięgnąć po mleczną mgiełkę łączącą w sobie rześki aromat trawy cytrynowej przełamanej słodkim kokosem. Nie trzeba wcale wybrać się na egzotyczne wakacje, żeby zaczerpnąć wakacyjnego klimatu. Zapach przyjemnie odpręża i odświeża skórę, szczególnie kiedy potrzebujemy małej chwili wytchnienia dla siebie. Mleczna mgiełka relaksująca w swoje kompozycja posiada także cenny olej arganowy. Poprzez swoją ultra delikatną konsystencję nie pozostawia nieprzyjemnego uczucia lepkości i podobnie jak wersja rewitalizująca sprawdza się podczas podróży, kiedy potrzebujemy się odświeżyć. Ponadto mleczne mgiełki mogą być alternatywą dla kremu do dłoni (wersja light ;-) ) , co wynika z natychmiastowego wchłaniania się kosmetyków w skórę.

Przygotowując letnie niezbędniki nie zapomnijcie zapakować mgiełek PAT&RUB :-) Lato w mieście można polubić, a zielone miejsca są bliżej niż nam się to wydaje!

Monika Bochyńska

Autorka prowadzi bloga: 

 

 

Mgiełki – orzeźwienie w plenerze!

poniedziałek, Czerwiec 29th, 2015

Poszukiwanie zielonych miejsc na mapie swojego miejsca zamieszkania może okazać się fascynującą przygodą, której towarzyszyć będzie relaks w wersji slow. Mieszkam w Krakowie i choć niejednokrotnie media alarmują o złym stanie powietrza i zagrożeniach z tym związanych , chciałabym pokazać namiastkę tego, że magia tego miasta nie sprowadza się tylko do zachwycającej architektury oraz zabytków, ale i do wyjątkowej w swoim rodzaju przyrody, którą podziwiam w różnych zielonych miejscach. Jednym z nich, a w które lubię się wybierać i zabierać tam też przyjeżdżających w odwiedziny znajomych jest Kopiec Krakusa. Wprawdzie znacznie mniej uczęszczany przez turystów niż popularny Kopiec Kościuszki, za to z szeroką przestrzenią i licznymi punktami obserwacyjnymi.

mgiełki PAT&RUBSkoro już wspomniałam, gdzie m. in. lubię obcować z naturą, to pora na opinię o kosmetycznych propozycjach, których nie może zabraknąć wyłącznie na półce w łazience, ale przede wszystkim w podręcznej kosmetyczce/ torebce kiedy to spędzamy czas na świeżym powietrzu, a temperatura daje się nam we znaki.

Dla odświeżenia, w ciepły dzień polecam korzystanie z wodnych mgiełek do ciała i twarzy, które błyskawicznie przynoszą ukojenie zmęczonej słońcem skórze. Do wyboru, dla cery przetłuszczającej się i zanieczyszczonej, także dojrzałej i naczyniowej rekomendowana jest wodna mgiełka kwiat pomarańczy, natomiast dla cery suchej, naczynkowej, wrażliwe, dojrzałej i trądzikowej przeznaczona jest wersja różana. Obydwie mają korzystne działanie na skórę, ponieważ przyjemnie tonizują i orzeźwiają.

Bezkonkurencyjnie uwielbiam stosowanie wodnej mgiełki różanej, co wynika nie tylko z dobroczynnych właściwości, ale przede wszystkim urzekającego aromatu. Mmm, kojarzycie woń dzikiej róży rosnącej w przydomowych, ogrodowych altankach? W moim odczuciu jest on niemal identyczny i za każdym razem, kiedy spryskuję twarz i ciało nasuwają się przyjemne wrażenia. Natomiast dla osób lubiących bardziej subtelne, mniej słodkie nuty zapachowe mgiełka kwiat pomarańczy zdecydowanie bardziej przekona. Masz na sobie makijaż? Bez obaw, spryskując twarz mgiełką nie naruszysz go.
mgiełki PAT&RUBWodne mgiełki łagodzą podrażnienia na skórze i świetnie sprawdzają się do stosowania w codziennej pielęgnacji zastępując w tej roli tradycyjny tonik. Warto w tym miejscu przytoczyć, że woda różana jest wartościowym hydrolatem powstającym podczas destylacji olejku z róży damasceńskiej, natomiast woda z kwiatu gorzkiej pomarańczy to bogata w substancje odżywcze woda podestylacyjna, pozostała po procesie otrzymywania olejku z kwiatów gorzkiej pomarańczy – neroli.

Jeżeli odnosicie wrażenie, że cera potrzebuje nawilżenia koniecznie sięgnijcie po wodne mgiełki, aby doświadczyć tego stanu. Używając kosmetyk nie ma potrzeby „ściągania” przy użyciu chusteczek higienicznych, ponieważ mikro kropelki szybko wnikają w skórę, jednocześnie pozostawiając uczucie odświeżenia.

Najczęściej jest tak, że kiedy pogoda sprzyja, niekoniecznie mamy ochotę stosować balsam lub masło. W takiej sytuacji koniecznie warto wybrać nieco lżejszy, acz równie skuteczny kosmetyk. Wyjątkowo lekko formułę mają mleczne mgiełki. Do wyboru z linii rewitalizującej oraz relaksującej. Aplikacja jest na tyle wygodna, że z powodzeniem możemy uzupełnić zawartość torebki o te właśnie produkty. I tak też entuzjastki mocno wyrazistej nuty cytrynowej będą zachwycone pobudzającym aromatem, który wysuwa się na pierwszy plan w kompozycji mgiełki rewitalizującej. Mleczne mgiełki wchłaniają się błyskawicznie, dlatego też są świetnym rozwiązaniem, kiedy nagle odnosimy wrażenie, że już za mało czasu na pielęgnację, a potrzebujemy dobrego nawilżenia. Idealnie sprawdzają się w ciepłe dni i mogą również stanowić substytut perfum otulając swoją łagodną wonią.

mgiełki PAT&RUB Rewitalizująca wersja zawiera dobroczynny sok z aloesu, który właśnie odpowiada za proces nawilżenia skóry oraz jej ukojenie. A w gorące dni doskonale wiemy, jak bardzo tego potrzebujemy. Przesuszona skóra od słońca to nic dobrego.

Chcąc zaczerpnąć relaksujących momentów dla ciała i zmysłów polecam sięgnąć po mleczną mgiełkę łączącą w sobie rześki aromat trawy cytrynowej przełamanej słodkim kokosem. Nie trzeba wcale wybrać się na egzotyczne wakacje, żeby zaczerpnąć wakacyjnego klimatu. Zapach przyjemnie odpręża i odświeża skórę, szczególnie kiedy potrzebujemy małej chwili wytchnienia dla siebie. Mleczna mgiełka relaksująca w swoje kompozycja posiada także cenny olej arganowy. Poprzez swoją ultra delikatną konsystencję nie pozostawia nieprzyjemnego uczucia lepkości i podobnie jak wersja rewitalizująca sprawdza się podczas podróży, kiedy potrzebujemy się odświeżyć. Ponadto mleczne mgiełki mogą być alternatywą dla kremu do dłoni (wersja light ;-) ) , co wynika z natychmiastowego wchłaniania się kosmetyków w skórę.

Przygotowując letnie niezbędniki nie zapomnijcie zapakować mgiełek PAT&RUB :-) Lato w mieście można polubić, a zielone miejsca są bliżej niż nam się to wydaje!

Monika Bochyńska

Autorka prowadzi bloga: 

 

 

PROJEKT DENKO: Balea › Babydream › Gillette › Wilkinson

poniedziałek, Czerwiec 29th, 2015

W dzisiejszym niedzielnym denku królować będzie pielęgnacja. Na tapetę wzięłam nabłyszczające trio do włosów: maskę, odżywkę oraz szampon Figi i Perły od Balea, trzy maszynki do golenia Gillette i Wilkinson oraz oliwkę do ciała rossmannowej marki Babydream. Siedem produktów, w tym trzy perełki. Zapraszam :)


BALEA SEIDENGLANZ HAARMASKE Feige + Perle – maska nabłyszczająca do włosów matowych i słabych z ekstraktem z fig i pereł
Z trio Figi i Perły najbardziej spodobała mi się maska nabłyszczająca. Włosy po niej są przyjemnie dociążone, wygładzone, pełne objętości i ładnie się błyszczą, ale też genialnie pachną gumą Turbo (pamiętacie ten zapach? :D ). Wprawdzie maska nie posiada rewelacyjnych właściwości odżywczych, lecz na tyle dobrze nawilża, że efekt utrzymuje się do trzech, czterech dni. Bardzo ją lubię i myślę, że kupię kolejne opakowanie. Kosmetyk nie posiada w składzie silikonów.
BALEA SEIDENGLANZ SPÜLUNG Feige + Perle – odżywka nabłyszczająca do włosów matowych i słabych z ekstraktem z fig i pereł
Odżywka jest lżejszą wersją maski. Również bezsilikonowa, wygładza, dociąża i nabłyszcza, ale też słabiej nawilża. Włosy po jej użyciu są miękkie, puszyste (ale nie spuszone), łatwo je rozczesać na mokro, ładnie się układają. To całkiem niezła odżywka, aczkolwiek szału nie robi.
BALEA SEIDENGLANZ SHAMPOO Feige + Perle – szampon nabłyszczający do włosów matowych i słabych z ekstraktem z fig i pereł
Szampon, podobnie jak odżywka, jest przeciętny, niczym się nie wyróżnia. Dobrze myje, przyjemnie pachnie, nie wysusza skóry ani włosów. Mogłabym go kupić ponownie. Również nie zawiera w składzie silikonów.
GILLETTE VENUS Proskin Sensitive, GILLETTE Fusion ProGlide, WILKINSON Xtreme3 Ultimate Plus – maszynki do golenia
Bardzo lubię żele i kremy do depilacji. Skutecznie usuwają włoski i często dodatkowo spowalniają ich odrost. Ich użycie wymaga jednak trochę więcej czasu niż w przypadku maszynek ręcznych, dlatego to te ostatnie wiodą obecnie prym w mojej łazience. Długo byłam wierna męskim jednorazówkom – wydawały mi się przede wszystkim bardzo ostre, a co za tym idzie – skuteczniejsze niż te dla kobiet. Przykładem jest Wilkinson Xtreme3 Ultimate Plus, maszynka z wąską, dopasowującą się do ciała głowicą, trzema ostrzami oraz z dwoma paskami: nawilżającym i napinającym skórę. Jak goli? Bardzo dobrze. Wygodnie leży w dłoni (aczkolwiek wolę cięższe maszynki), łatwo ją wyczyścić, przyjemnie sunie po skórze, nie drapie i nie zdarzyło mi się nią zaciąć. Mam jednak zastrzeżenie odnośnie ostrzy – po jednym goleniu łydek i zostawieniu jej do wyschnięcia na metalu pojawiły się kropeczki rdzy. Nie wiem czy to kwestia twardości wody czy uszkodzenia materiału. W każdym razie wydaje mi się, że taka rzecz nie powinna mieć miejsca nawet w przypadku jednorazówek.

Kolejną maszynką, którą miałam ostatnio okazję używać jest kobieca Gillette Venus z wkładem ProSkin Sensitive. Pięć łatwych w czyszczeniu sprężynujących ostrzy, głowica, która dopasowuje się do kształtu depilowanego miejsca oraz nawilżająca obwódka. Golarka była miłym zaskoczeniem, bo nie tylko szybko i bez problemu usuwała włoski (nie musiałam kilka razy poprawiać), ale też, za sprawą śliskich paseczków, zapewniała wysoki komfort użytkowania. Jej ostrza jednak dość szybko (w porównaniu, na przykład, z następną opisywaną dziś maszynką) stawały się tępe, co w rezultacie prowadziło do zacinania i rysowania skóry.

I na koniec mój maszynkowy faworyt – Gillette Fusion ProGlide, męska maszynka z bardzo żywotnym wkładem, który mimo wielokrotnego stosowania, nie traci na ostrości, jest niemal nie do zdarcia. Nawet gdy całkowicie rozpuścił się pasek nawilżający, ostrza nadal usuwały włosy tak, jak na początku. Zaletą ProGlide jest także wygodna, cięższa niż w jednorazówkach rączka, która dobrze leży w dłoni, pasek napinający skórę oraz łatwość czyszczenia. Ostrza bez problemu wypłukują się nagromadzonego żelu czy pianki i włosków. Zestaw: maszynka oraz wkłady kupiłam na aukcji internetowej i tam polecam za nim się rozglądać. Można sporo zaoszczędzić w porównaniu z jego ceną w drogerii.
BABYDREAM PFLEGEÖL, FÜR MAMA – olejek do pielęgnacji ciała
Oleje to jedne z najbardziej uniwersalnych metod na dbanie o skórę czy włosy. Stosuję je w rozmaity sposób z powodzeniem od kilku lat. Najchętniej sięgam po czyste oleje, pozbawione parafiny czy silikonów. Cieszę się, że w ofercie Rossmanna jest oliwka o bogatym i jednocześnie pozbawionym zbędnych elementów (typu oleje mineralne) składzie i nie muszę rozglądać się po sklepach z półproduktami, by tworzyć własną mieszankę. Olejek pielęgnacyjny BD zawiera olej sojowy, migdałowy, słonecznikowy, jojoba i makadamia. Czego więcej do szczęścia trzeba? :) W tym przypadku świetny skład to także bardzo dobre działanie. Skóra po jej użyciu jest miękka, jędrna, wygładzona, niezbyt tłusta i ładnie pachnie. Wprawdzie nie sądzę, by to oliwka stała za brakiem rozstępów w ciąży (stosowałam ją od pierwszych tygodni i stosuję nadal), ale pewnie jej używanie nie było bez znaczenia. Na jej korzyść przemawia także wygodne opakowanie z silikonowym otworem, który zapobiega wylewaniu się.
PS. jeśli chcecie wypróbować ją za grosz (dosłownie), załóżcie w Rossmannie kartę Rossnę! Przy kasie oliwka po okazaniu karty zostanie policzona w cenie 0,01 zł.:)

PROJEKT DENKO: Balea › Babydream › Gillette › Wilkinson

niedziela, Czerwiec 28th, 2015

W dzisiejszym niedzielnym denku królować będzie pielęgnacja. Na tapetę wzięłam nabłyszczające trio do włosów: maskę, odżywkę oraz szampon Figi i Perły od Balea, trzy maszynki do golenia Gillette i Wilkinson oraz oliwkę do ciała rossmannowej marki Babydream. Siedem produktów, w tym trzy perełki. Zapraszam :)


BALEA SEIDENGLANZ HAARMASKE Feige + Perle – maska nabłyszczająca do włosów matowych i słabych z ekstraktem z fig i pereł
Z trio Figi i Perły najbardziej spodobała mi się maska nabłyszczająca. Włosy po niej są przyjemnie dociążone, wygładzone, pełne objętości i ładnie się błyszczą, ale też genialnie pachną gumą Turbo (pamiętacie ten zapach? :D ). Wprawdzie maska nie posiada rewelacyjnych właściwości odżywczych, lecz na tyle dobrze nawilża, że efekt utrzymuje się do trzech, czterech dni. Bardzo ją lubię i myślę, że kupię kolejne opakowanie. Kosmetyk nie posiada w składzie silikonów.
BALEA SEIDENGLANZ SPÜLUNG Feige + Perle – odżywka nabłyszczająca do włosów matowych i słabych z ekstraktem z fig i pereł
Odżywka jest lżejszą wersją maski. Również bezsilikonowa, wygładza, dociąża i nabłyszcza, ale też słabiej nawilża. Włosy po jej użyciu są miękkie, puszyste (ale nie spuszone), łatwo je rozczesać na mokro, ładnie się układają. To całkiem niezła odżywka, aczkolwiek szału nie robi.
BALEA SEIDENGLANZ SHAMPOO Feige + Perle – szampon nabłyszczający do włosów matowych i słabych z ekstraktem z fig i pereł
Szampon, podobnie jak odżywka, jest przeciętny, niczym się nie wyróżnia. Dobrze myje, przyjemnie pachnie, nie wysusza skóry ani włosów. Mogłabym go kupić ponownie. Również nie zawiera w składzie silikonów.
GILLETTE VENUS Proskin Sensitive, GILLETTE Fusion ProGlide, WILKINSON Xtreme3 Ultimate Plus – maszynki do golenia
Bardzo lubię żele i kremy do depilacji. Skutecznie usuwają włoski i często dodatkowo spowalniają ich odrost. Ich użycie wymaga jednak trochę więcej czasu niż w przypadku maszynek ręcznych, dlatego to te ostatnie wiodą obecnie prym w mojej łazience. Długo byłam wierna męskim jednorazówkom – wydawały mi się przede wszystkim bardzo ostre, a co za tym idzie – skuteczniejsze niż te dla kobiet. Przykładem jest Wilkinson Xtreme3 Ultimate Plus, maszynka z wąską, dopasowującą się do ciała głowicą, trzema ostrzami oraz z dwoma paskami: nawilżającym i napinającym skórę. Jak goli? Bardzo dobrze. Wygodnie leży w dłoni (aczkolwiek wolę cięższe maszynki), łatwo ją wyczyścić, przyjemnie sunie po skórze, nie drapie i nie zdarzyło mi się nią zaciąć. Mam jednak zastrzeżenie odnośnie ostrzy – po jednym goleniu łydek i zostawieniu jej do wyschnięcia na metalu pojawiły się kropeczki rdzy. Nie wiem czy to kwestia twardości wody czy uszkodzenia materiału. W każdym razie wydaje mi się, że taka rzecz nie powinna mieć miejsca nawet w przypadku jednorazówek.

Kolejną maszynką, którą miałam ostatnio okazję używać jest kobieca Gillette Venus z wkładem ProSkin Sensitive. Pięć łatwych w czyszczeniu sprężynujących ostrzy, głowica, która dopasowuje się do kształtu depilowanego miejsca oraz nawilżająca obwódka. Golarka była miłym zaskoczeniem, bo nie tylko szybko i bez problemu usuwała włoski (nie musiałam kilka razy poprawiać), ale też, za sprawą śliskich paseczków, zapewniała wysoki komfort użytkowania. Jej ostrza jednak dość szybko (w porównaniu, na przykład, z następną opisywaną dziś maszynką) stawały się tępe, co w rezultacie prowadziło do zacinania i rysowania skóry.

I na koniec mój maszynkowy faworyt – Gillette Fusion ProGlide, męska maszynka z bardzo żywotnym wkładem, który mimo wielokrotnego stosowania, nie traci na ostrości, jest niemal nie do zdarcia. Nawet gdy całkowicie rozpuścił się pasek nawilżający, ostrza nadal usuwały włosy tak, jak na początku. Zaletą ProGlide jest także wygodna, cięższa niż w jednorazówkach rączka, która dobrze leży w dłoni, pasek napinający skórę oraz łatwość czyszczenia. Ostrza bez problemu wypłukują się nagromadzonego żelu czy pianki i włosków. Zestaw: maszynka oraz wkłady kupiłam na aukcji internetowej i tam polecam za nim się rozglądać. Można sporo zaoszczędzić w porównaniu z jego ceną w drogerii.
BABYDREAM PFLEGEÖL, FÜR MAMA – olejek do pielęgnacji ciała
Oleje to jedne z najbardziej uniwersalnych metod na dbanie o skórę czy włosy. Stosuję je w rozmaity sposób z powodzeniem od kilku lat. Najchętniej sięgam po czyste oleje, pozbawione parafiny czy silikonów. Cieszę się, że w ofercie Rossmanna jest oliwka o bogatym i jednocześnie pozbawionym zbędnych elementów (typu oleje mineralne) składzie i nie muszę rozglądać się po sklepach z półproduktami, by tworzyć własną mieszankę. Olejek pielęgnacyjny BD zawiera olej sojowy, migdałowy, słonecznikowy, jojoba i makadamia. Czego więcej do szczęścia trzeba? :) W tym przypadku świetny skład to także bardzo dobre działanie. Skóra po jej użyciu jest miękka, jędrna, wygładzona, niezbyt tłusta i ładnie pachnie. Wprawdzie nie sądzę, by to oliwka stała za brakiem rozstępów w ciąży (stosowałam ją od pierwszych tygodni i stosuję nadal), ale pewnie jej używanie nie było bez znaczenia. Na jej korzyść przemawia także wygodne opakowanie z silikonowym otworem, który zapobiega wylewaniu się.
PS. jeśli chcecie wypróbować ją za grosz (dosłownie), załóżcie w Rossmannie kartę Rossnę! Przy kasie oliwka po okazaniu karty zostanie policzona z cenie 0,01 zł.:)

Makijaż i zapach od Yves Rocher

sobota, Czerwiec 27th, 2015

W ciągu kilku ostatnich miesięcy moja kosmetyczka wzbogaciła się o kilka ciekawych produktów Yves Rocher, dlatego pokusiłam się o wpis zbiorczy na ich temat. Dziś edycja kolorówkowo – zapachowa, a w niej: maskara Volume Elixir, korektor rozświetlający w pisaku Radiant Youth Corrector Pen, puder prasowany Flawless Skin Powder Zéro Défaut, pomadka Rouge Brillance oraz woda perfumowana Quelques Notes d’Amour.

Volume Elixir, maskara w ładnym, złotym opakowaniu z klasyczną, stożkowatą szczoteczką, jest opisywana jako ta, która ma zapewniać rzęsom spektakularną objętość i dbać o ich kondycję. Co do drugiego zapewnienia to tu się nie wypowiem, ponieważ po kuracji Miralash byłoby to sporym nadużyciem (aczkolwiek rzęsy już zaczęły się przerzedzać), ale odnośnie pierwszej kwestii jak najbardziej mogę. Początkowo maskara nie powaliła mnie na kolana, wyglądała na rzęsach dość przeciętnie. Po jakimś czasie jednak zaczęła działać tak, jak lubię – sprawiła, że makijaż stał się wyrazisty już po jednej warstwie. Tusz pogrubia rzęsy, podkręca je i lekko wydłuża. Do tego jest trwały i nie skleja włosków. Bardzo przyjemny produkt, który mogłabym w przyszłości kupić ponownie (ale w promocji, bo jednak cena pierwotna jest, moim zdaniem, nieco zawyżona).

Korektor w płynie Radiant Youth Corrector Pen to całkiem ciekawa propozycja, jeśli szukacie kosmetyku lekkiego i rozświetlającego. Samodzielnie nie ukryje wprawdzie mocnych cieni, ale będzie dobrym uzupełnieniem cięższego kamuflażu. Obecnie stosuję go właśnie w duecie z korektorem the Balm. Razem zapewniają w miarę dobre krycie i jednocześnie rozświetlenie zacienionych okolic oczu. Jego zaletą jest kremowa konsystencja, która dobrze stapia się z cerą i która nie osadza się w zmarszczkach. Druga pozytywna cecha to wygodne opakowanie w postaci pisaka zakończonego miękkim pędzelkiem. Nie zauważyłam, by korektor wysuszał skórę. Posiadam odcień 02 Rose (beż z subtelnymi różowymi tonami).

Puder w kompakcie Flawless Skin Powder Zéro Défaut jest moim torebkowym kosmetykiem obowiązkowym, który ratuje mnie poza domem, gdy pojawia się pierwszy połysk w strefie T. Jaśniutki, miałki, bardzo mocno sprasowany i wyraźnie wygładzający pory. Na pochwałę zasługuje porządne opakowanie z dużym lusterkiem i miękki pędzelek oraz niewysuszająca formuła pudru. Posiadam odcień Beige Moyen.
Pomadka Rouge Brillance Végétale miała nadawać ustom intensywny, połyskujący kolor. Nie wiem, jak jest w przypadku innych odcieni, ale mój – morelowy 21 Litchi – jedynie lekko wargi rozjaśnia i nabłyszcza. Trudno jest mi więc oceniać ten kosmetyk jako typową pomadkę. Określiłabym go raczej jako lekko barwiący balsam o słabych właściwościach nawilżających, który na dodatek lekko podkreśla suche skórki i po krótkim czasie warzy się na złączeniu warg. Jedyną przyjemną rzeczą jest jej zapach. Mnie przypomina wiśniową gumę do żucia Hubbę Bubbę.

Woda perfumowana Quelques Notes d’Amour nie była miłością od pierwszego powąchania, ale już od drugiego, trzeciego tak. Mimo dość chłodnego pierwszego wrażenia dałam Quelques Notes d’Amour kolejną szansę, bo przyznam, że mimo wszystko, coś mnie w niej zaintrygowało. Do prostego flakonu, w którym całkiem niepotrzebnie wytłoczone zostało serce, wróciłam któregoś chłodnego, prawdziwie jesiennego dnia. I to było to. Zapach mocny, pełen słodyczy i ostrości jednocześnie, wpasował się w ten klimat idealnie. Urzekł mnie swoim ciepłem, elegancją oraz tym jak interesująco rozwija się na mojej skórze. Początkowo intensywne nuty bergamotki, które notabene w perfumach bardzo lubię, z czasem łagodnieją i dają dojść do głosu nutom różanym i drzewnym. Zapach blisko trzyma się skóry, staje się zmysłowy i pociągający.

W makijażu użyłam powyższych kosmetyków + podkładu Rimmel Lasting Finish Nude 25HR 100 Ivory, korektora Time Balm the Balm Fair, bronzera Bahama Mama the Balm, różu Ecolore Casabella, cienia L’Oreal Infallible Forever Pink, cienia do brwi Brow Pow the Balm Blonde oraz czarnego eyelinera Zoeva.

Jestem ciekawa Waszych doświadczeń z kosmetykami Yves Rocher. Znacie jakieś perełki? :)

Syrop z kwiatów dzikiego bzu

sobota, Czerwiec 27th, 2015

Syrop ten zaleca się jako zdrowy dodatek do herbatek, wody, tudzież białych, prosecco-podobnych win z bąbelkami. Działa leczniczo w przypadku chorób dróg oddechowych. Ale póki co – doceńmy jego walory smakowe. Jego subtelna słodycz bardzo przypadła mi do gustu.

Najpierw musimy zebrać kwiatowe baldachimy. Zabierzmy nożyczki do cięcia i duże pudełko, misę, gdzie składować będziemy kwiaty i z dna którego, łatwo będzie odzyskać drogocenny pyłek. Musimy liczyć się z tym, że przerobić towar trzeba jeszcze tego samego dnia, najlepiej od razu. Bo zwiędnie.

Przed włożeniem do garnka – należy poobcinać baldachimy, by do naszej syropowej kadzi trafiły możliwie jedynie kwiaty, bez łodyżek, na których są osadzone. Te ostatnie – nadałyby miksturze niepożądanej goryczy.

Gdy kwiaty mamy przygotowane, przystępujemy do przygotowania wywaru.

Potrzeba nam: 
- 1 kg cukru
- 1 litr wody
- sok z 1,5 cytryny
- kwiaty z około 40-50 baldachimów bzu
Do wywaru wsypujemy kwiaty, oraz cały pyłek, który osiadł na dnie pudełka/miski, do której je zbieraliśmy.

Syrop gotujemy min. 30 min. i na dany dzień jest to koniec pracy. Bo syrop musi odstać. Kolejnego dnia przelewamy go w słoiki i pasteryzujemy.

Bez pasteryzacji – syrop w lodówce spokojnie wytrzymuje 10-14 dni.

Spieszcie sie, bo bez już powoli przekwita! Potem zostaną już tylko pomysły na czarne kulki owoców. Ale i na nie znajdę sposób :-)

Agata Żyto

Makijaż i zapach od Yves Rocher

piątek, Czerwiec 26th, 2015

W ciągu kilku ostatnich miesięcy moja kosmetyczka wzbogaciła się o kilka ciekawych produktów Yves Rocher, dlatego pokusiłam się o wpis zbiorczy na ich temat. Dziś edycja kolorówkowo – zapachowa, a w niej: maskara Volume Elixir, korektor rozświetlający w pisaku Radiant Youth Corrector Pen, puder prasowany Flawless Skin Powder Zéro Défaut, pomadka Rouge Brillance oraz woda perfumowana Quelques Notes d’Amour.

Volume Elixir, maskara w ładnym, złotym opakowaniu z klasyczną, stożkowatą szczoteczką, jest opisywana jako ta, która ma zapewniać rzęsom spektakularną objętość i dbać o ich kondycję. Co do drugiego zapewnienia to tu się nie wypowiem, ponieważ po kuracji Miralash byłoby to sporym nadużyciem (aczkolwiek rzęsy już zaczęły się przerzedzać), ale odnośnie pierwszej kwestii jak najbardziej mogę. Początkowo maskara nie powaliła mnie na kolana, wyglądała na rzęsach dość przeciętnie. Po jakimś czasie jednak zaczęła działać tak, jak lubię – sprawiła, że makijaż stał się wyrazisty już po jednej warstwie. Tusz pogrubia rzęsy, podkręca je i lekko wydłuża. Do tego jest trwały i nie skleja włosków. Bardzo przyjemny produkt, który mogłabym w przyszłości kupić ponownie (ale w promocji, bo jednak cena pierwotna jest, moim zdaniem, nieco zawyżona).

Korektor w płynie Radiant Youth Corrector Pen to całkiem ciekawa propozycja, jeśli szukacie kosmetyku lekkiego i rozświetlającego. Samodzielnie nie ukryje wprawdzie mocnych cieni, ale będzie dobrym uzupełnieniem cięższego kamuflażu. Obecnie stosuję go właśnie w duecie z korektorem the Balm. Razem zapewniają w miarę dobre krycie i jednocześnie rozświetlenie zacienionych okolic oczu. Jego zaletą jest kremowa konsystencja, która dobrze stapia się z cerą i która nie osadza się w zmarszczkach. Druga pozytywna cecha to wygodne opakowanie w postaci pisaka zakończonego miękkim pędzelkiem. Nie zauważyłam, by korektor wysuszał skórę. Posiadam odcień 02 Rose (beż z subtelnymi różowymi tonami).

Puder w kompakcie Flawless Skin Powder Zéro Défaut jest moim torebkowym kosmetykiem obowiązkowym, który ratuje mnie poza domem, gdy pojawia się pierwszy połysk w strefie T. Jaśniutki, miałki, bardzo mocno sprasowany i wyraźnie wygładzający pory. Na pochwałę zasługuje porządne opakowanie z dużym lusterkiem i miękki pędzelek oraz niewysuszająca formuła pudru. Posiadam odcień Beige Moyen.
Pomadka Rouge Brillance Végétale miała nadawać ustom intensywny, połyskujący kolor. Nie wiem, jak jest w przypadku innych odcieni, ale mój – morelowy 21 Litchi – jedynie lekko wargi rozjaśnia i nabłyszcza. Trudno jest mi więc oceniać ten kosmetyk jako typową pomadkę. Określiłabym go raczej jako lekko barwiący balsam o słabych właściwościach nawilżających, który na dodatek lekko podkreśla suche skórki i po krótkim czasie warzy się na złączeniu warg. Jedyną przyjemną rzeczą jest jej zapach. Mnie przypomina wiśniową gumę do żucia Hubbę Bubbę.

Woda perfumowana Quelques Notes d’Amour nie była miłością od pierwszego powąchania, ale już od drugiego, trzeciego tak. Mimo dość chłodnego pierwszego wrażenia dałam Quelques Notes d’Amour kolejną szansę, bo przyznam, że mimo wszystko, coś mnie w niej zaintrygowało. Do prostego flakonu, w którym całkiem niepotrzebnie wytłoczone zostało serce, wróciłam któregoś chłodnego, prawdziwie jesiennego dnia. I to było to. Zapach mocny, pełen słodyczy i ostrości jednocześnie, wpasował się w ten klimat idealnie. Urzekł mnie swoim ciepłem, elegancją oraz tym jak interesująco rozwija się na mojej skórze. Początkowo intensywne nuty bergamotki, które notabene w perfumach bardzo lubię, z czasem łagodnieją i dają dojść do głosu nutom różanym i drzewnym. Zapach blisko trzyma się skóry, staje się zmysłowy i pociągający.

W makijażu użyłam powyższych kosmetyków + podkładu Rimmel Lasting Finish Nude 25HR 100 Ivory, korektora Time Balm the Balm Fair, bronzera Bahama Mama the Balm, różu Ecolore Casabella, cienia L’Oreal Infallible Forever Pink, cienia do brwi Brow Pow the Balm Blonde oraz czarnego eyelinera Zoeva.

Jestem ciekawa Waszych doświadczeń z kosmetykami Yves Rocher. Znacie jakieś perełki? :)

Syrop z kwiatów dzikiego bzu

czwartek, Czerwiec 25th, 2015

Syrop ten zaleca się jako zdrowy dodatek do herbatek, wody, tudzież białych, prosecco-podobnych win z bąbelkami. Działa leczniczo w przypadku chorób dróg oddechowych. Ale póki co – doceńmy jego walory smakowe. Jego subtelna słodycz bardzo przypadła mi do gustu.

Najpierw musimy zebrać kwiatowe baldachimy. Zabierzmy nożyczki do cięcia i duże pudełko, misę, gdzie składować będziemy kwiaty i z dna którego, łatwo będzie odzyskać drogocenny pyłek. Musimy liczyć się z tym, że przerobić towar trzeba jeszcze tego samego dnia, najlepiej od razu. Bo zwiędnie.

Przed włożeniem do garnka – należy poobcinać baldachimy, by do naszej syropowej kadzi trafiły możliwie jedynie kwiaty, bez łodyżek, na których są osadzone. Te ostatnie – nadałyby miksturze niepożądanej goryczy.

Gdy kwiaty mamy przygotowane, przystępujemy do przygotowania wywaru.

Potrzeba nam: 
- 1 kg cukru
- 1 litr wody
- sok z 1,5 cytryny
- kwiaty z około 40-50 baldachimów bzu
Do wywaru wsypujemy kwiaty, oraz cały pyłek, który osiadł na dnie pudełka/miski, do której je zbieraliśmy.

Syrop gotujemy min. 30 min. i na dany dzień jest to koniec pracy. Bo syrop musi odstać. Kolejnego dnia przelewamy go w słoiki i pasteryzujemy.

Bez pasteryzacji – syrop w lodówce spokojnie wytrzymuje 10-14 dni.

Spieszcie sie, bo bez już powoli przekwita! Potem zostaną już tylko pomysły na czarne kulki owoców. Ale i na nie znajdę sposób :-)

Agata Żyto

Trądzik u dorosłych

wtorek, Czerwiec 23rd, 2015

Zaopatrzyłam się w fachową literaturę i dowiedziałam, że trądzik można mieć przez całe życie. To „zaleta” tłustej cery. Zawsze jest coś za coś. Sucha skóra jest gładka, ale szybciej pojawiają się zmarszczki. Za to tłusta skóra dłużej wygląda młodziej, ale mogą pojawić się wypryski. Należę do tego drugiego typu. Lata praktyki i błędów w pielęgnacji pozwoliły mi na sformułowanie kilku podstawowych błędów, które popełniałam i wyciągnięcie konstruktywnych wniosków, jak dbać o trądzikową cerę. 

W liceum zdarzało mi się chodzić na wagary. Szłam wówczas do dermatologa po zwolnienie lekarskie (kiedyś nie było kolejek). Pretekstem do wizyty u specjalisty była recepta na acnosan. To archaiczny „tonik” na trądzik, składający się głównie z alkoholu. Wyżerał wszystko bardzo skutecznie, ale jednocześnie bardzo skutecznie wysuszał. Dziś wiem, że nie tędy droga. Alkohol, na dłuższą metę, zrobi więcej szkody niż pożytku. Owszem, wytłucze pryszcze, ale za chwilę wysuszy cerę, która zacznie produkować jeszcze więcej sebum i bardziej się przetłuszczać, a to z kolei oznacza powrót pryszczy. Dlatego czytam listę składników wszelkich toników przed zakupem i jeżeli na początku jest alkohol, odkładam z powrotem na półkę.

Płyn micelarny PAT&RUB -  kompozycja na bazie wód: różanej, rozmarynowej i lawendowej

Płyn micelarny PAT&RUB – kompozycja na bazie wód: różanej, rozmarynowej i lawendowej

Zdecydowanie lepsze działanie antytrądzikowe mają toniki oparte o hydrolaty. Woda różana, czy rozmarynowa mają działanie przeciwzapalne i antyseptyczne. To ważne, aby nazwane przez koncerny kosmetyczne „niedoskonałości” nie rozprzestrzeniały się po całej twarzy. Tu wkraczamy w szeroko pojętą profilaktykę. Bo krostka na środku czoła to „produkt końcowy”. A działać trzeba wtedy, kiedy jeszcze nic nie wyskakuje na brodzie, czy czole.

Przez lata wykształciłam w sobie nawyk niedotykania twarzy. Bardzo często opierałam brodę na dłoniach. Efekt? Zaskórniaki na brodzie i drobne krostki na żuchwie. O wyciskaniu nie będę wspominać. Wszyscy, którzy zmagają się z trądzikiem wiedzą, że nie wolno tego robić, ale rzadko kto potrafi się powstrzymać przed usunięciem wystającego paskudztwa. Niedotykanie twarzy bardzo się opłaca. Nie tylko nie ma krostek, ale i makijaż lepiej się trzyma. Ale o makijażu za chwilę.

ekoAmpułka do cery trądzikowej PAT&RUB - zawiera m.in regulujący wydzielanie  sebum łopian, bakteriostatyczny bioferment z rzepaku i pszenicy oraz nawilżający kwas hialuronowy.

ekoAmpułka do cery trądzikowej PAT&RUB – zawiera m.in regulujący wydzielanie sebum łopian, bakteriostatyczny bioferment z rzepaku i pszenicy oraz nawilżający kwas hialuronowy.

W profilaktyce przeciwtrądzikowej ważne jest wbrew pozorom nawilżanie. Dobry krem nawilżający nie spowoduje wysypu pryszczy i nie przetłuści cery. To pokutujący wciąż mit, że tłustą cerę trzeba za wszelką cenę wysuszać. A trzeba jedynie usunąć nadmiar sebum. W tym pomoże nam preparat specjalistyczny – serum. Może ono zastąpić krem na noc, a na dzień lepiej zastosować jeszcze krem z filtrem mineralnym. Nie ma również przeciwwskazań do stosowania nawilżających maseczek. Dzięki odpowiedniemu odżywieniu skóry dostaniemy bonus w postaci złagodzenia podrażnień, czyli krostki będą się szybciej goić i dzięki temu cera będzie wygładzona. 

Walka z trądzikiem wymaga cierpliwości i czasu. Nie da się w jeden wieczór usunąć wszystkich zaskórniaków i krostek. Resztę przykryjemy makijażem. Odpowiednim. Źle dobrane produkty mogą zaognić i zaostrzyć trądzik. Przede wszystkim należy uważać na wygładzające bazy pod makijaż. Wprawdzie dają natychmiastowy efekt, ale skóra to odpokutuje. Takie bazy oparte o silikony często zapychają pory i w efekcie pogarszają sprawę. Z bazy lepiej zrezygnować, chyba że występujemy na czerwonym dywanem festiwalu w Cannes, wtedy wszystkie chwyty dozwolone!

Pozostałym proponuję puder mineralny. To produkt, który zastąpi bazę, podkład, a czasami nawet korektor. Mineralny proszek ma działanie antybakteryjne, do tego całkiem nieźle kryje i świetnie nadaje się do tłustej cery. Makijaż dla cery trądzikowejPuder mineralny jest bardzo wydajny, trzeba go ostrożnie nakładać, aby nie przesadzić i nie wyglądać jak w masce. Nie chodzi o idealne przykrycie wszystkich niedoskonałości, tylko o wyrównanie kolorytu cery.

Każdy makijaż, nawet mineralny, trzeba przed pójściem spać dokładnie zmyć. Gruntowne oczyszczenie cery to podstawa do tego, aby pozbyć się trądziku. Możemy użyć mleczka, płynu micelarnego, olejku, czy żelu do mycia twarzy. Ważne, aby nie były oparte o alkohol. A gdy już zamierzamy przyłożyć głowę do poduszki, dobrze się jej przyjrzyjmy. To siedlisko bakterii, które przez noc produkują nowe zaskórniaki, gotowe się ujawnić w najmniej spodziewanym momencie. Regularna zmiana pościeli również ma wpływ na gładką cerę. Zostaje nam teraz jeden z najbardziej przyjemnych kosmetyków – sen. Działa wszechstronnie – na trądzik, zmarszczki, cienie pod oczami. Byle tylko stosować go regularnie i w dużej ilości. Wiem, łatwo nie jest, ale próbować warto.

Dominika Chirek

  • Najnowsze wpisy

  • Najnowsze komentarze

    • Archiwa

    • Kategorie

    • Meta