Jeśli jesteś właścicielem tej strony, możesz wyłączyć reklamę poniżej zmieniając pakiet na PRO lub VIP w panelu naszego hostingu już od 4zł!
Strony WWWSerwery VPSDomenyHostingDarmowy Hosting CBA.pl

Darmowe probki kosmetykow

» 2014 » Październik Polowanie na promocje Upoluj co tylko chcesz: konkursy, darmowe próbki, testowanie produktów Konkursy Promocje

Szukaj

Archive for Październik, 2014

Shalimar Parfum Initial L’eau Guerlain

piątek, Październik 31st, 2014

…czyli zapach, który jako jedyny, wywołuje na mojej na skórze ciarki, hipnotyzuje, uzależnia. I gdybym miała powiedzieć, jak pachnie luksus i jednocześnie kobiecość to wskazałabym bez wahania właśnie tę wodę toaletową.

Wielka miłość zaczęła się dość standardowo, bo od otrzymanej podczas zakupów malutkiej próbki. Jedno psiknięcie wystarczyło, żebym przykleiła nos do nadgarstka na kolejne godziny, a potem dni. Nigdy wcześniej żadne perfumy nie wywarły na mnie takiego wrażenia. Wrażenia, które trwa już dobre dwa lata, czyli od momentu pojawienia się tej wody na rynku.

Zanim przejdę do opisu wrażeń, jakie wywołuje we mnie woda toaletowa Shalimar Parfum Initial, przybliżę, myślę, że niezwykle interesującą, historię pierwowzoru bohatera dzisiejszego wpisu. Shalimar jest sztandarową pozycją w przemyśle perfumeryjnym. Stanowi klasykę w najlepszym wydaniu nieprzerwanie od 1925 r. Podobno Jacques Guerlain stworzył ten zapach w hołdzie legendarnej miłości indyjskiej cesarzowej Mumtaz Mahal i cesarza Szach Dżahana, w ogrodach Shalimar w Kaszmirze. W Sanskrycie słowo Shalimar znaczy „dom miłości”.  Po śmierci Mumtaz Mahal cesarz załamany utratą ukochanej żony postanowił zbudować ku jej czci wspaniałych rozmiarów grobowiec. Taki był początek budowy Taj Mahal.

Cesarzowej Mumtaz Mahal i cesarza Szach Dżahana. Źródło poniższego zdjęcia.

Nawiązując do historii można powiedzieć, że Shalimar jest zapachem wyrażający pożądanie, bezwarunkową miłość i ekscytację. Tę, która odważy się go nosić utwierdza w jej kobiecości i niezwykłej zmysłowości. Staje się ona królową uwodzenia – na granicy zakazanego. Shalimar daje jej pole do wyrażenia swoich uczuć i pragnień. Nosisz Shalimar – zmysły przejmują kontrolę. (źródło).

Miałam okazję poznać zarówno kultowego Shalimara a także Shalimar Initial (edp), jednak oba zapachy wydały mi się, mimo iż niezwykle intrygujące i obok których nie da się przejść obojętnie, zbyt ciężkie, a także zbyt poważne dla mnie. Nie czułam się dobrze, nosząc je na sobie. Myślę, że po prostu jeszcze do nich nie dojrzałam. Shalimar Parfum Initial L’eau wywarł na mnie odmienne wrażenie. Zapach ten jest nadal ponadczasowy, elegancki i pięknie rozwijający się na skórze, jednak o wiele lżejszy i mniej duszący niż pierwowzór. To ukłon w stronę osób, które  wolą kompozycje ciężkie i kwiatowe, ale z bardziej zielonym, cytrusowym wstępem.

Początek Shalimar Parfum Initial przypomina mi połączenie herbaty earl grey (którą notabene uwielbiam za cudowną bergamotkę) z wkładem w postaci plastra gorzkiego grejpfruta. Duetowi towarzyszy intensywna woń także pełnej goryczki pomarańczy neroli, która w pewnym momencie zdecydowanie dominuje nad pozostałymi elementami układanki. Nutę serca stanowią kwiaty: irys, jaśmin, róża i takiego bukietu (a szczególnie nuty irysowej) doświadczam, gdy owoce oraz herbata nabiorą lekkości. Muszę przyznać, że generalnie za stricte kwiatowymi zapachami nie przepadam, ale gdy są częścią tak zgrabnie, bo przemyślanie skomponowanej wody jak Shalimar to potrafię dać się im całkowicie porwać. Najpiękniejszym jednak elementem jest dla mnie baza Parfum Initial, czyli absolutnie zmysłowa, wręcz cielesna mieszanka niesłodkiej (i bardzo dobrze!), nieco wytrawnej wanilii oraz bobu tonka, które cudownie łączą się z nutami kwiatowymi, tworząc niezwykle kobiecą i elegancką całość.  Myślę, że zapach ten, za sprawą ciepłej, ciężkiej bazy, wypada najlepiej wieczorem i w chłodniejsze miesiące, ale ja noszę go właściwie przez cały rok. Dodam, że na mojej skórze jest szalenie trwały.

Shalimar, zarówno klasyk jak i kolejne wersje, jest dla mnie perfumiarskim majstersztykiem, dlatego tym bardziej cieszy mnie, że został zamknięty w tak pięknym flakonie, który, notabene, swoim kształtem przypomina typową fontannę w przypałacowych ogrodach Wschodu. Opakowanie wzorowane na klasyku, lecz w delikatniejszym wydaniu – płyn w odcieniu pudrowego różu, atramentowy korek i zawadiacki, różowy pędzelek ze złotą obrączką, na których wytłoczone zostało logo marki.

Twarzą perfum Shalimar jest piękna, zmysłowa, o niesamowitych oczach modelka Natalia Vodianova. Źródła zdjęć: 1 | 2 | 3.

Moją wodę kupiłam za pośrednictwem platformy zakupowej kosmetyki.shopalike.pl, która pozwala wyszukać kosmetyki w niższych cenach. Gorąco polecam każdemu, kto chce zaoszczędzić, szczególnie w przypadku zakupu perfum. Zbliżają się święta, więc może akurat to będzie dobra okazja, by kupić prezenty nieco taniej. :)

Chętnie dowiem się, które perfumy są Waszymi ukochanymi. :) Z którymi zapachami nie rozstajecie się? Które są obecnie na Waszych listach życzeń?

Czy słodzenie może być zdrowe?

piątek, Październik 31st, 2014

Spożywamy 14x więcej cukru niż 200 lat temu! Na początku XIX w. było to 5 kg rocznie na osobę, obecnie… 70 kg!

Słodkie niebezpieczeństwo

Bardzo zagrożeni spożyciem zbyt dużej ilości cukru są najmłodsi. Dzieci otyłe i z nadwagą są obciążone podwyższonym ryzykiem problemów zdrowotnych, takich jak cukrzyca, podwyższone ciśnienie krwi, astma, zaburzenia snu i choroby wątroby. Groźne są również konsekwencje psychologiczne: niska samoocena, izolacja, a nawet depresja. 

Słodkie przekąski i napoje, którymi kuszone są dzieci w reklamach, sklepach, automatach ze słodyczami, które niestety często goszczą w szkołach, zawierają ogromne ilości cukru. Ma on niską wartość odżywczą, nie da poczucia sytości, jak po solidnym, zdrowym posiłku, natomiast z łatwością zapracuje na przyrost wagi. 

Złe nawyki żywieniowePoza tym, dochodzi też kształtowanie nawyków żywieniowych. Wiele mam już od pierwszych miesięcy życia uczy swoje pociechy, że zwykła woda bez słodkich dodatków, doskonale gasi pragnienie. A sama natura dostarcza nam słodycz w owocach, warzywach. To jest ogromna praca i zasługa rodziców, aby uczyć dzieci delektowania się zdrowymi smakami. To jest droga często trudniejsza, wymagająca selektywnych zakupów, czytania etykiet, budowania świadomości na temat swojego żywienia. Ale wydaje się, że w obliczu zagrożeń – nie ma już od niej odwrotu.

Zbyt duża zawartość cukru w pożywieniu, to jedna z głównych przyczyn otyłości i związanych z nią chorób u dorosłych. Jest przyjęte, że dorosła kobieta, o normalnej wadze, może zjeść około 10 łyżeczek cukru dziennie. Mężczyzna o normalnej wadze ciała – 14 łyżeczek. Wyobraźnia podpowiada nam, że na pewno jemy mniej. Przecież, nie widzimy siebie połykających łyżeczki cukru. Wielu z nas szczyci się niesłodzeniem kawy i herbaty. I bardzo dobrze, ale jeśli obok tego, zajadamy batoniki i żywność, która czasem nie jest w cale słodyczami, ale i tak zawiera sporo cukru – te kilkanaście łyżeczek swobodnie przemyca się „w ukryciu”.

Jogurt owocowy pyszny i… zdrowy?

Nawet produkty, które reklamowane są jako zdrowe, jak np. płatki śniadaniowe, czy jogurty owocowe, mogą zawierać duże ilości cukru. Porównajcie sobie smak zwykłych płatków kukurydzianych i płatków o smaku „takim i takim”. Te smakowe są lepsze, ale nie dzięki unikalnej recepturze przypraw. To cukier! Dlatego lepiej do zwykłych płatków dodać po prostu owoce. Będzie nadal smacznie, a dużo zdrowiej.

Kupujecie jogurty owocowe? Jasne, przecież są zdrowe i pyszne. 250 g jogurtu owocowego może zawierać nawet 30 g cukru. Spójrzcie na etykiety. To jest 5 łyżeczek cukru! Trochę więcej zachodu kosztowałoby wymieszanie jogurtu naturalnego ze świeżymi owocami. Ale chyba warto…

Po kilka łyżeczek cukru zjadamy też wypijając np. pół litra popularnych napojów gazowanych. Bogate w cukier są też soki, które przecież powinny być po prostu wyciśnięte z owoców.  Taką gwarancję możemy mieć na pewno, jeśli pijemy produkt wprost z domowej sokowirówki. W innym przypadku – znów należy patrzeć na etykiety. 

Zdrowy jogurt i płatki z owocamiSoki i inne napoje są szczególnie zgubne, ponieważ wydaje nam się, że to właściwie nie „jedzenie”. Boimy się kaloryczności czekolady, czy ptysia z kremem, ale szklanka napoju wydaje nam się zupełnie niewinna. A to duży błąd, bo to właśnie słodkie napoje są wskazywane jako coraz częstsze przyczyny otyłości.

Poprawa świadomości i nowe regulacje prawne

Nasza świadomość na szczęście się już zmienia. Zaczynamy rozsądniej się odżywiać, przekonujemy się do sportu. W ślad za zdrowym trendem podąża ustawodawstwo. 23 października została w Sejmie uchwalona nowelizacja ustawy o bezpieczeństwie żywności i żywienia. Jest to konkretny krok w walce ze „śmieciowym  jedzeniem” w szkołach i przedszkolach. Potrzebne jest jeszcze rozporządzenie, które dokładnie określi, które produkty spożywcze będzie można sprzedawać w szkolnych sklepikach. Wiadomo jednak, że zakaz dystrybucji obejmie te o zbyt wysokiej zawartości nasyconych kwasów tłuszczowych, soli i właśnie cukru. 

Na rynku pojawia się już coraz więcej żywności ekologicznej, która po pierwsze nie ma sztucznych dodatków, a po drugie słodzona jest stewią lub ksylitolem, w zastępstwie tradycyjnego cukru, który niesie kalorie, ale mało wartości odżywczych. W Europie zachodniej i Skandynawi zainteresowanie takimi produktami jest ogromne.

Skandynawia jest z resztą „krainą” ksylitolu, czyli cukru pozyskiwanego z brzozy. Jego największym producentem jest Finlandia. Stąd też jest on tam bardziej naturalnie wykorzystywany i popularny.

W Polsce jest wciąż trudniej, konsumenci kierują się czynnikiem ekonomicznym, a zdrowa żywność, jako wciąż „nisza” – niestety nie może konkurować z tanimi produktami z dyskontów. 

Cała nadzieja, że w przyszłości pojawią się odpowiednie regulacje prawne, które wymuszą na producentach żywności określone zasady. W tym roku Światowa Organizacja Zdrowia (WHO) obniżyła aż o połowę (!) rekomendowane dawki codziennego spożycia cukru. Obecnie rekomendowane są właśnie takie ilości, które zostały wspomniane wyżej, w tym artykule.

Rządy niektórych krajów, również Polski, myślą nad podatkiem od słodzonych napojów. Wydaje się, że powoli zaczynamy zmierzać ku lepszej i wierzmy, że wbrew pozorom – nie mniej słodkiej przyszłości…

Cukier zwykły a ksylitol

Przedstawiamy porównanie podstawowych właściwości cukru tradycyjnie wykorzystywanego w przemyśle spożywczym oraz ksylitolu – coraz częściej wykorzystywanego w produkcji zdrowej żywności:

  Zwykły cukier Ksylitol
sposób pozyskania pozyskiwany z buraków cukrowych pozyskiwany z drzewa brzozy
indeks glikemiczny 70 8
kalorie 405 kcal / 100g 240 kcal/100g
właściwości Podczas rafinacji, czyli oczyszczania, pod wpływem różnych procesów chemicznych dochodzi do oddzielenia się kryształków melasy (brązowy syrop, w którym zawarte są wszystkie składniki odżywcze z buraka) od kryształków cukru składających się z czystej sacharozy. Rafinowany cukier nie ma już pozytywnych wartości dla naszego organizmu, to czyste kalorie… Zapobiega próchnicy! Oczyszcza i chroni szkliwo  zębów przed urazami i osiadaniem kamienia.  Polecany jest przy chorobach dziąseł, bowiem przywraca naturalne pH w jamie ustnej.
Ma antybakteryjne właściwości, szczególnie polecany jest osobom walczącym z bakteriami helicobacter pylori oraz drożdżakami z rodzaju candida.
 ochota na więcej Uzależnia. Po spożyciu przypływ energii jest chwilowy, potem mamy ochotę na kolejną porcję.  Powoduje zmniejszenie odpowiedzi glikemicznej po posiłku. 

Co na to PAT&RUB?

pilingi-otwarte-razem1Gdy postanowiliśmy wyprodukować pilingi do ust, musieliśmy podjąć decyzję co do cukru, który będzie jego bazą. To kryształki cukru ścierają przecież martwy naskórek. 

Był to produkt do ust, a więc możliwość nawet zupełnie niezamierzonego spożycia – była wielce prawdopodobna (z resztą ktokolwiek miał do czynienia z naszymi pilingami, wie, że trudno oprzeć się ich apetyczności ;-) . Dlatego nasz wybór był prosty – ksylitol!

To właśnie on – obok naturalnych olejów i maseł roślinnych zagościł w składzie pilingów do ust. Wspaniale pilinguje, smakuje i zapobiega próchnicy!

Po pilingi do ust zajrzyjcie tutaj:

http://www.patandrub.pl/sklep/k-10-usta/p-3-peelingi-do-ust/

Marta Ziubińska

 

W artykule wykorzystano informacje ze stron:

http://www.who.int/en/

http://wyborcza.pl/0,0.html

http://www.ksylitol.com/

http://storeko.pl/ 

Domowe bułeczki

piątek, Październik 31st, 2014

No może poza bułkami… Bo fajnie jest zjeść taką chrupiącą, pachnącą bułeczkę teraz, zaraz.. Na chleb to wiadomo, można poczekać. Bo to proces i wszyscy już się do tego przyzwyczailiśmy. Po bułkę, nie będziemy oszukiwać, często wyskakujemy do sklepu lub pobliskiej piekarni.

Ale była niedziela, sklepy pozamykane, albo daleko, a zachciało nam się właśnie takiej chrupiącej bułeczki. A że akurat ostatnio widziałam się z pewną miłą osobą, która zachwalała pod niebiosa pieczone w domowym zaciszu bułki – że łatwe, szybkie i przyjemne, postanowiłam spróbować. Przepis jak zwykle jest kompilacją różnych sieciowych receptur, bułki wyszły jak wyżej – smaczne i chrupiące, zatem zapraszam do spróbowania wypieku!

Co potrzeba do zrobienia 6 bułeczek:
30 g drożdży piekarniczych (świeżych)
250 ml ciepłej wody
300 g mąki pszennej i 150 g mąki żytniej (niekoniecznie taka być musi, może być też pszenna)
3 łyżki oliwy z oliwek
szczypta cukru
1,5 łyżeczki soli
jajko
potrzeba też ok 2 godzin w sumie :-)

Co po kolei:
Drożdże rozkruszamy, zalewamy ciepłą wodą, dodajemy cukier i 4 łyżki mąki pszennej- wszystko razem mieszamy w misce, tworząc zaczyn. Przykrywamy ściereczką i odstawiamy na 15-20 minut w ciepłe miejsce. Kiedy zaczyn podrośnie, dodajemy do niego pozostałe składniki i wyrabiamy dłonią lub robotem kuchennym „z hakiem” przez ok 5 minut. Konsystencja ciasta powinna być bardzo gęsta, jeśli jest za rzadka, dosypcie trochę mąki. Wyrobione ciasto ponownie przykrywamy ściereczką i odstawiamy na ok 45-60 minut do wyrośnięcia. Ciasto powinno dwukrotnie podwoić swoją objętość.

Dzielimy ciasto na sześć kawałków, z każdego formujemy bułeczkę i układamy na blasze wyłożonej papierem do pieczenia. I znowu przykrywamy ściereczką, tym razem na max 20 minut. Następnie każdą bułeczkę smarujemy roztrzepanym jajkiem i robimy nacięcie ostrym nożem po środku. Tak przygotowane bułki wsuwamy do piekarnika rozgrzanego do 190 stopni (z termoobiegiem) na 20 minut. I już! Może trochę dłużej to trwało niż zakup w piekarni na rogu ulicy, ale są własne!! Bułeczki pszenno-żytnie!

Smacznego
Agata Żyto

Domowe bułeczki

czwartek, Październik 30th, 2014

No może poza bułkami… Bo fajnie jest zjeść taką chrupiącą, pachnącą bułeczkę teraz, zaraz.. Na chleb to wiadomo, można poczekać. Bo to proces i wszyscy już się do tego przyzwyczailiśmy. Po bułkę, nie będziemy oszukiwać, często wyskakujemy do sklepu lub pobliskiej piekarni.

Ale była niedziela, sklepy pozamykane, albo daleko, a zachciało nam się właśnie takiej chrupiącej bułeczki. A że akurat ostatnio widziałam się z pewną miłą osobą, która zachwalała pod niebiosa pieczone w domowym zaciszu bułki – że łatwe, szybkie i przyjemne, postanowiłam spróbować. Przepis jak zwykle jest kompilacją różnych sieciowych receptur, bułki wyszły jak wyżej – smaczne i chrupiące, zatem zapraszam do spróbowania wypieku!

Co potrzeba do zrobienia 6 bułeczek:
30 g drożdży piekarniczych (świeżych)
250 ml ciepłej wody
300 g mąki pszennej i 150 g mąki żytniej (niekoniecznie taka być musi, może być też pszenna)
3 łyżki oliwy z oliwek
szczypta cukru
1,5 łyżeczki soli
jajko
potrzeba też ok 2 godzin w sumie :-)

Co po kolei:
Drożdże rozkruszamy, zalewamy ciepłą wodą, dodajemy cukier i 4 łyżki mąki pszennej- wszystko razem mieszamy w misce, tworząc zaczyn. Przykrywamy ściereczką i odstawiamy na 15-20 minut w ciepłe miejsce. Kiedy zaczyn podrośnie, dodajemy do niego pozostałe składniki i wyrabiamy dłonią lub robotem kuchennym „z hakiem” przez ok 5 minut. Konsystencja ciasta powinna być bardzo gęsta, jeśli jest za rzadka, dosypcie trochę mąki. Wyrobione ciasto ponownie przykrywamy ściereczką i odstawiamy na ok 45-60 minut do wyrośnięcia. Ciasto powinno dwukrotnie podwoić swoją objętość.

Dzielimy ciasto na sześć kawałków, z każdego formujemy bułeczkę i układamy na blasze wyłożonej papierem do pieczenia. I znowu przykrywamy ściereczką, tym razem na max 20 minut. Następnie każdą bułeczkę smarujemy roztrzepanym jajkiem i robimy nacięcie ostrym nożem po środku. Tak przygotowane bułki wsuwamy do piekarnika rozgrzanego do 190 stopni (z termoobiegiem) na 20 minut. I już! Może trochę dłużej to trwało niż zakup w piekarni na rogu ulicy, ale są własne!! Bułeczki pszenno-żytnie!

Smacznego
Agata Żyto

Podniebne testy PAT&RUB MEN!

środa, Październik 29th, 2014

 JustFlyMagazineJust Fly Magazine to magazyn dla pilotów, posiadaczy samolotów i pasjonatów lotnictwa. Jego Redaktorzy dzielą się wiedzą, poradami, opisami konstrukcji, relacji lotniczych podróży oraz felietonami. 

PAT&RUB zaprosiło ich do zrobienia zupełnie innej relacji, niż te, do których przywykli…

Jak Panowie, którzy na co dzień – w ramach aromatów – wolą być może męskie wonie smarów i paliw samolotowych, a w ramach składów – koncentrują się na częściach konstrukcyjnych maszyn – odniosą się do jakże odległego tematu kosmetyków?

Właśnie… czy na pewno odległego? Czy Panowie chcę tego, czy nie – kosmetyki są obecne w ich życiu. A czasem przydają się w najmniej spodziewanych momentach. Np. gdy trzeba szybko ogolić się przed startem… Dobrze, że podręczna torba PAT&RUB była akurat pod ręką w kokpicie;-)

Testy Redaktorów Just Fly Magazine

Just Fly Magazine

 

 

Artykuł o męskiej linii kosmetyków PAT&RUB MEN znaleźć będzie można w 29 numerze „Just Fly Magazine”.

Zdjęcia i opinie otrzymane dzięki uprzejmości Redakcji „Just Fly Magazine”.

Marta Ziubińska

Podniebne testy PAT&RUB MEN!

wtorek, Październik 28th, 2014

 JustFlyMagazineJust Fly Magazine to magazyn dla pilotów, posiadaczy samolotów i pasjonatów lotnictwa. Jego Redaktorzy dzielą się wiedzą, poradami, opisami konstrukcji, relacji lotniczych podróży oraz felietonami. 

PAT&RUB zaprosiło ich do zrobienia zupełnie innej relacji, niż te, do których przywykli…

Jak Panowie, którzy na co dzień – w ramach aromatów – wolą być może męskie wonie smarów i paliw samolotowych, a w ramach składów – koncentrują się na częściach konstrukcyjnych maszyn – odniosą się do jakże odległego tematu kosmetyków?

Właśnie… czy na pewno odległego? Czy Panowie chcę tego, czy nie – kosmetyki są obecne w ich życiu. A czasem przydają się w najmniej spodziewanych momentach. Np. gdy trzeba szybko ogolić się przed startem… Dobrze, że podręczna torba PAT&RUB była akurat pod ręką w kokpicie;-)

Testy Redaktorów Just Fly Magazine

Just Fly Magazine

 

 

Artykuł o męskiej linii kosmetyków PAT&RUB MEN znaleźć będzie można w 29 numerze „Just Fly Magazine”.

Zdjęcia i opinie otrzymane dzięki uprzejmości Redakcji „Just Fly Magazine”.

Marta Ziubińska

Od krynoliny – po mini, czyli historia coraz krótszej spódnicy

piątek, Październik 24th, 2014

Ktoś powie – w spodniach czuję się równie atrakcyjnie! Oczywiście, trudno dyskutować z indywidualnym doznaniem. Jednak historia kobiet w spódnicy jest o wiele dłuższa – niż kobiet w spodniach. Spodnie, swego czasu, były symbolem emancypacji. Dziś nikt już się nad tym nie zastanawia. Nosimy to, na co mamy ochotę. Ale pamięć długich wieków, nakazuje mężczyznom wciąż uśmiechać się na widok kobiet w spódnicach i sukienkach. 

Diego Vlazquez: Infantka Małgorzata

Diego Vlazquez: Infantka Małgorzata

Krynolina narodziła się w renesansie. Była to suknia na słusznym stelażu, po którym spływały ciężkie fałdy materiału. Otwory drzwiowe pałacowych komnat musiały być odpowiednio szerokie, by zapewnić swobodne przemieszczanie się dam. 

Suknie na stelażach utrzymały się w modzie dosyć długo. Prawie cztery wieki kobiety dźwigały na sobie całkiem sporą ilość kilogramów. Nie mówiąc już o ograniczonej swobodzie przemieszczania się. Wyzwolenie przyniósł koniec XIX w.

Godey's Magazine, 1888 r.

Godey’s Magazine, 1888 r.

Zrezygnowano wówczas ze skomplikowanych konstrukcji, na rzecz jedynie charakterystycznej dla tego czasu turniury w formie „poduszki”, która wyokrąglała biodra i pośladki. 

Lata 20-te XX w. przyniosły czas wyswobodzenia. Zmieniła sie obyczajowość, pozycja i rola kobiety w społeczeństwie. „Więzy” zrzucono i w modzie. Suknie stały się swobodne, nie sięgały już ziemi. Nie były już tak przepyszne i teatralne, jednak miały nowy, charakterystyczny urok. Poczuć mogła go każda z nas, która miała okazję przebrać się na bal w stylu lat 20-tych, 30-tych… 

www.goromod.com

http://www.goromod.com

Przełomu w kierunku większej prostoty i wygody dokonała Coco Chanel.

Co w szczególności zawdzięczamy Coco? 

Lata II wojny światowej to czasy skromnej prostoty, przełamanej jedynie wymyślnymi kapelusikami. Popularne były wówczas kostiumy – marynarka z dużymi kieszeniami i wyraźnie podkreśloną talią + spódnica – często plisowana.

Red House Vintage

Red House Vintage

Lata 50-te i 60-te to przede wszystkim talia osy i dalej wspaniała, obfita, rozkloszowana, falująca spódnica. Nieco przepyszne suknie wyrażały pragnienie zerwania już z powojenną biedą. Urzekające kolory, kwiaty, urocze grochy. To inspiruje nas do dziś.

Twiggy

Twiggy

To w końcu lat 60-tych – bardzo popularna wówczas modelka Twiggy wypromowała też  spódniczkę mini

Od tej pory nosimy spódnice wszelkich długości. Dzieci kwiaty lat 70-tych obok mini nosiły falbaniaste spódnice aż do ziemi. Dzieciństwo niejednej z nas ciepło kojarzy się z fantastyczną „lambadówką”, w której ciągle dostawało się zawrotów głowy od piruetów woków własnej osi. 

Dziś w ramach sukienek i spódnic dozwolone jest w zasadzie wszystko. Bardzo modny jest vintage. Możemy sięgać do dowolnych czasów. No może tylko krynoliny budziłyby zdziwienie na ulicach. Choć nie budzą zupełnie… w stylizacjach Panien Młodych;-)

A w Szkocji nadal spódnice zdobią i panie i panów. Ostatnio znów mogliśmy się o tym przekonać, gdy Szkoci zapełnili stołeczne ulice przed meczem Polska-Szkocja na Stadionie Narodowym. Ojej… jakie spódnice? Kilt! Kilt oczywiście! Czym się różni kilt od spódnicy? Kilty szyje się ze specjalnej tkaniny – tartaru (tkanego z cieplutkiej, owczej wełny). Szkoci wiedzą, co wygodne i dlatego wciąż na galowe okazje wkładają kilty. I zupełnie nie przeszkadzają im w tym jesienno-zimowe chłody. 

Marta Ziubińska

Od krynoliny – po mini, czyli historia coraz krótszej spódnicy

piątek, Październik 24th, 2014

Ktoś powie – w spodniach czuję się równie atrakcyjnie! Oczywiście, trudno dyskutować z indywidualnym doznaniem. Jednak historia kobiet w spódnicy jest o wiele dłuższa – niż kobiet w spodniach. Spodnie, swego czasu, były symbolem emancypacji. Dziś nikt już się nad tym nie zastanawia. Nosimy to, na co mamy ochotę. Ale pamięć długich wieków, nakazuje mężczyznom wciąż uśmiechać się na widok kobiet w spódnicach i sukienkach. 

Diego Vlazquez: Infantka Małgorzata

Diego Vlazquez: Infantka Małgorzata

Krynolina narodziła się w renesansie. Była to suknia na słusznym stelażu, po którym spływały ciężkie fałdy materiału. Otwory drzwiowe pałacowych komnat musiały być odpowiednio szerokie, by zapewnić swobodne przemieszczanie się dam. 

Suknie na stelażach utrzymały się w modzie dosyć długo. Prawie cztery wieki kobiety dźwigały na sobie całkiem sporą ilość kilogramów. Nie mówiąc już o ograniczonej swobodzie przemieszczania się. Wyzwolenie przyniósł koniec XIX w.

Godey's Magazine, 1888 r.

Godey’s Magazine, 1888 r.

Zrezygnowano wówczas ze skomplikowanych konstrukcji, na rzecz jedynie charakterystycznej dla tego czasu turniury w formie „poduszki”, która wyokrąglała biodra i pośladki. 

Lata 20-te XX w. przyniosły czas wyswobodzenia. Zmieniła sie obyczajowość, pozycja i rola kobiety w społeczeństwie. „Więzy” zrzucono i w modzie. Suknie stały się swobodne, nie sięgały już ziemi. Nie były już tak przepyszne i teatralne, jednak miały nowy, charakterystyczny urok. Poczuć mogła go każda z nas, która miała okazję przebrać się na bal w stylu lat 20-tych, 30-tych… 

Przełomu w kierunku większej prostoty i wygody dokonała Coco Chanel.

Co w szczególności zawdzięczamy Coco? 

Lata II wojny światowej to czasy skromnej prostoty, przełamanej jedynie wymyślnymi kapelusikami. Popularne były wówczas kostiumy – marynarka z dużymi kieszeniami i wyraźnie podkreśloną talią + spódnica – często plisowana.

Red House Vintage

Red House Vintage

Lata 50-te i 60-te to przede wszystkim talia osy i dalej wspaniała, obfita, rozkloszowana, falująca spódnica. Nieco przepyszne suknie wyrażały pragnienie zerwania już z powojenną biedą. Urzekające kolory, kwiaty, urocze grochy. To inspiruje nas do dziś.

Twiggy

Twiggy

To w końcu lat 60-tych – bardzo popularna wówczas modelka Twiggy wypromowała też  spódniczkę mini

Od tej pory nosimy spódnice wszelkich długości. Dzieci kwiaty lat 70-tych obok mini nosiły falbaniaste spódnice aż do ziemi. Dzieciństwo niejednej z nas ciepło kojarzy się z fantastyczną „lambadówką”, w której ciągle dostawało się zawrotów głowy od piruetów woków własnej osi. 

Dziś w ramach sukienek i spódnic dozwolone jest w zasadzie wszystko. Bardzo modny jest vintage. Możemy sięgać do dowolnych czasów. No może tylko krynoliny budziłyby zdziwienie na ulicach. Choć nie budzą zupełnie… w stylizacjach Panien Młodych;-)

A w Szkocji nadal spódnice zdobią i panie i panów. Ostatnio znów mogliśmy się o tym przekonać, gdy Szkoci zapełnili stołeczne ulice przed meczem Polska-Szkocja na Stadionie Narodowym. Ojej… jakie spódnice? Kilt! Kilt oczywiście! Czym się różni kilt od spódnicy? Kilty szyje się ze specjalnej tkaniny – tartaru (tkanego z cieplutkiej, owczej wełny). Szkoci wiedzą, co wygodne i dlatego wciąż na galowe okazje wkładają kilty. I zupełnie nie przeszkadzają im w tym jesienno-zimowe chłody. 

Marta Ziubińska

Wrażliwa buzia w chłodnej porze roku

czwartek, Październik 23rd, 2014

Znacie to chmurne spojrzenie, ściągnięte brewki i rumieńce na twarzy. Łapki sterczą buntowniczo w puchatych rękawach ciepłej kurtki, sznurówki butów wiją się jeszcze w nieładzie, a tu jeszcze jeden bardzo ważny zabieg do wykonania… Krem na wrażliwą twarz malucha!

Oj… jest ciężko. Nasza pociecha wydaje już pomruki wyraźnego zniecierpliwienia całym procesem adaptacji do niskich temperatur zewnętrznych. Jednak z kremu nie warto rezygnować. Warto za to poszukać takiego, jaki pokocha i mama i dziecko – łatwego w aplikacji, o szybkim wchłanianiu, a przede wszystkim – bezpiecznego dla wrażliwej skóry i spełniającego swe zadania.

Szukając odpowiedniego kremu, przede wszystkim musimy zwrócić uwagę, by był to kosmetyk przygotowany z myślą o wrażliwej skórze dzieci i szczególnych warunkach atmosferycznych. Krem taki najczęściej nie będzie posiadał kolorowego zabarwienia ani zapachu, bo to tylko niepotrzebne, często sztuczne, syntetyczne obciążenia, na które w dodatku skóra dziecka może zareagować alergicznie. Będzie za to zawierał składniki, które ochronią przed złym działaniem aury na zewnątrz. Zwłaszcza przed zimnym wiatrem, mrozem, a czasem też słońcem.

Nasza skóra jest zabezpieczona przed działaniem czynników zewnętrznych naturalną barierą lipidową. Chłód, wiatr, mróz wysuszają, powodują zaczerwieniania, łuszczenie – nie tylko tak delikatnych miejsc jak np. usta, ale też całej twarzy, czy dłoni. Dlatego w zimnych miesiącach trzeba barierę lipidową wspomagać. Warto szukać w składach kosmetyków (INCI) naturalnych substancji, które poradzą sobie z tym zadaniem. Są nimi np.:

Olej migdałowy – wyciskany na zimno z nasion migdałowca pospolitego. W pielęgnacji niemowląt i dzieci znany był już w starożytności. Zmiękcza naskórek i doskonale wzmacnia barierę lipidową. Najlepszy przyjaciel suchej cery, o którą nie trudno zimną porą.

Olej babassu – tłoczony ze specjalnej, uprawianej w Brazylii i Afryce palmy (Orbignya Oleifera), bardzo cenny dla skóry, bo bogaty w nienasycone kwasy tłuszczowe (NNKT). Ich niedobór powoduje łuszczenie i inne zaburzenia, które mogą prowadzić do powstania skóry suchej, podrażnionej, a nawet stanów zapalnych. Buzia chroniona przy udziale oleju babassu, ma odporną barierę lipidową, a oprócz tego pozostaje dobrze nawilżona, odżywiona i natłuszczona. Dodatkowo – olej ten jest naturalnym filtrem UV.

Chłód, mróz i wiatr nie wykluczają obecności słońca. Nie ma co się łudzić, że przy niskich wartościach na termometrze, będzie paliło mniej. Dlatego należy pamiętać o filtrze. Najzdrowsze dla dzieci są filtry mineralne. Czym się wyróżniają? Mają na tyle duże cząsteczki, że nie wnikają w głąb skóry, tylko tworzą warstwę ochronną na jej powierzchni. Ich działanie nie opiera się na reakcji chemicznej, tylko na fizycznym odbijaniu światła. Dzięki temu, że nie przenikają do skóry, ryzyko podrażnienia jest zredukowane do minimum. To czyni je najbezpieczniejszymi dla najmłodszych. Do filtrów mineralnych zaliczamy:

Dwutlenek tytanu (Titanium dioxide)

Tlenek cynku (Zinc oxide)

Oba filtry chronią zarówno przed promieniami UVA jak i UVB.

A co, gdy skóra jest już podrażniona, albo boimy się, że natężone, niesprzyjające warunki atmosferyczne, mogą szybko podrażnienie wywołać? Dobrze zadbać o to, by nasz krem posiadał składniki nie tylko przed tym zabezpieczające, ale również kojące i regenerujące. Do naturalnych substancji o takim działaniu, możemy zaliczyć:

Olej makadamia – tłoczony z pysznych orzeszków drzewa makadamia. Tutaj również spotkamy cenne nienasycone kwasy tłuszczowe. Olej makadamia ma silne właściwości regenerujące, cudownie wygładza i leczy niewielkie uszkodzenia skóry.

Bisabolol – ta substancja, o ciekawej nazwie, pozyskiwana jest z rumianku. Już sam rumianek kojarzy nam się z łagodzeniem i ukojeniem. Bisabolol ma właściwości antyseptyczne i doskonale koi podrażnienia.

Witamina E – kluczowa dla skóry. Nawilża, łagodzi stany zapalne i podrażnienia. Czyni skórę przyjemnie gładką. Chroni przed promieniowaniem UV i skutkiem oddziaływania zanieczyszczeń środowiska. Jest też silnym antyoksydantem.

To nie tajemnica, że to co dla nas najzdrowsze i najbezpieczniejsze – pochodzi z samej natury. Naturalne składniki roślinne były podstawą kosmetyków od zarania dziejów. Jednak zdobycze nowoczesnej cywilizacji „zaplątały” w naturalne składy, wiele sztucznych dodatków i wypełniaczy. Nie ma badań, które jednoznacznie potwierdzają ich szkodliwość dla całej populacji ludzkiej. Wiadomo, że alergie są dziś tak indywidualną sprawą, że trudno tu wyrokować. Jednak dermatolodzy potwierdzają, że najczęstszymi winowajcami skórnych reakcji alergicznych są między innymi syntetyczne składniki kosmetyków. Warto uważać na mieszanki zapachowe, barwniki i konserwanty. Oprócz tego, skórze nie służą też częste zmiany kosmetyków, kiedy co chwilę atakowana jest nowym bukietem substancji.

W dzisiejszym czasach wracamy do natury. Zaczynamy zdrowo się odżywiać, wybieramy ekologiczne produkty. Są też już dostępne naturalne kosmetyki, z których wyeliminowane zostały wątpliwe, sztuczne składniki.

Krem ochronny do twarzy na mróz i wiatrKrem ochronny do twarzy na wiatr i mróz dla niemowląt i dzieci oraz całej rodziny SWEET

To tłusty, naturalny krem bez zapachu. Doskonale się rozprowadza, nie zdąży zniecierpliwić malucha. Naturalne oleje roślinne i woski zawarte w kremie wzmacniają barierę lipidową, koją i łagodzą. Tworzą warstwę chroniącą przed mrozem i zimnym wiatrem. Zawiera też – zalecany dla wrażliwej skóry dzieci filtr mineralny (SPF 15), który zabezpieczy przed szkodliwym promieniowaniem słonecznym. 

Kompozycja kremu:

Prosty, naturalny skład – i zawiera wszystko, co potrzebne w czasie przebywania na zewnątrz dla niemowlaków, dzieci oraz dorosłych, szczególnie tych o skórze wrażliwej. Dlatego z powodzeniem może być używany przez całą rodzinę – jesienią, zimą, aż po wczesną wiosnę.

Marta Ziubińska

Wrażliwa buzia w chłodnej porze roku

środa, Październik 22nd, 2014

Znacie to chmurne spojrzenie, ściągnięte brewki i rumieńce na twarzy. Łapki sterczą buntowniczo w puchatych rękawach ciepłej kurtki, sznurówki butów wiją się jeszcze w nieładzie, a tu jeszcze jeden bardzo ważny zabieg do wykonania… Krem na wrażliwą twarz malucha!

Oj… jest ciężko. Nasza pociecha wydaje już pomruki wyraźnego zniecierpliwienia całym procesem adaptacji do niskich temperatur zewnętrznych. Jednak z kremu nie warto rezygnować. Warto za to poszukać takiego, jaki pokocha i mama i dziecko – łatwego w aplikacji, o szybkim wchłanianiu, a przede wszystkim – bezpiecznego dla wrażliwej skóry i spełniającego swe zadania.

Szukając odpowiedniego kremu, przede wszystkim musimy zwrócić uwagę, by był to kosmetyk przygotowany z myślą o wrażliwej skórze dzieci i szczególnych warunkach atmosferycznych. Krem taki najczęściej nie będzie posiadał kolorowego zabarwienia ani zapachu, bo to tylko niepotrzebne, często sztuczne, syntetyczne obciążenia, na które w dodatku skóra dziecka może zareagować alergicznie. Będzie za to zawierał składniki, które ochronią przed złym działaniem aury na zewnątrz. Zwłaszcza przed zimnym wiatrem, mrozem, a czasem też słońcem.

Nasza skóra jest zabezpieczona przed działaniem czynników zewnętrznych naturalną barierą lipidową. Chłód, wiatr, mróz wysuszają, powodują zaczerwieniania, łuszczenie – nie tylko tak delikatnych miejsc jak np. usta, ale też całej twarzy, czy dłoni. Dlatego w zimnych miesiącach trzeba barierę lipidową wspomagać. Warto szukać w składach kosmetyków (INCI) naturalnych substancji, które poradzą sobie z tym zadaniem. Są nimi np.:

Olej migdałowy – wyciskany na zimno z nasion migdałowca pospolitego. W pielęgnacji niemowląt i dzieci znany był już w starożytności. Zmiękcza naskórek i doskonale wzmacnia barierę lipidową. Najlepszy przyjaciel suchej cery, o którą nie trudno zimną porą.

Olej babassu – tłoczony ze specjalnej, uprawianej w Brazylii i Afryce palmy (Orbignya Oleifera), bardzo cenny dla skóry, bo bogaty w nienasycone kwasy tłuszczowe (NNKT). Ich niedobór powoduje łuszczenie i inne zaburzenia, które mogą prowadzić do powstania skóry suchej, podrażnionej, a nawet stanów zapalnych. Buzia chroniona przy udziale oleju babassu, ma odporną barierę lipidową, a oprócz tego pozostaje dobrze nawilżona, odżywiona i natłuszczona. Dodatkowo – olej ten jest naturalnym filtrem UV.

Chłód, mróz i wiatr nie wykluczają obecności słońca. Nie ma co się łudzić, że przy niskich wartościach na termometrze, będzie paliło mniej. Dlatego należy pamiętać o filtrze. Najzdrowsze dla dzieci są filtry mineralne. Czym się wyróżniają? Mają na tyle duże cząsteczki, że nie wnikają w głąb skóry, tylko tworzą warstwę ochronną na jej powierzchni. Ich działanie nie opiera się na reakcji chemicznej, tylko na fizycznym odbijaniu światła. Dzięki temu, że nie przenikają do skóry, ryzyko podrażnienia jest zredukowane do minimum. To czyni je najbezpieczniejszymi dla najmłodszych. Do filtrów mineralnych zaliczamy:

Dwutlenek tytanu (Titanium dioxide)

Tlenek cynku (Zinc oxide)

Oba filtry chronią zarówno przed promieniami UVA jak i UVB.

A co, gdy skóra jest już podrażniona, albo boimy się, że natężone, niesprzyjające warunki atmosferyczne, mogą szybko podrażnienie wywołać? Dobrze zadbać o to, by nasz krem posiadał składniki nie tylko przed tym zabezpieczające, ale również kojące i regenerujące. Do naturalnych substancji o takim działaniu, możemy zaliczyć:

Olej makadamia – tłoczony z pysznych orzeszków drzewa makadamia. Tutaj również spotkamy cenne nienasycone kwasy tłuszczowe. Olej makadamia ma silne właściwości regenerujące, cudownie wygładza i leczy niewielkie uszkodzenia skóry.

Bisabolol – ta substancja, o ciekawej nazwie, pozyskiwana jest z rumianku. Już sam rumianek kojarzy nam się z łagodzeniem i ukojeniem. Bisabolol ma właściwości antyseptyczne i doskonale koi podrażnienia.

Witamina E – kluczowa dla skóry. Nawilża, łagodzi stany zapalne i podrażnienia. Czyni skórę przyjemnie gładką. Chroni przed promieniowaniem UV i skutkiem oddziaływania zanieczyszczeń środowiska. Jest też silnym antyoksydantem.

To nie tajemnica, że to co dla nas najzdrowsze i najbezpieczniejsze – pochodzi z samej natury. Naturalne składniki roślinne były podstawą kosmetyków od zarania dziejów. Jednak zdobycze nowoczesnej cywilizacji „zaplątały” w naturalne składy, wiele sztucznych dodatków i wypełniaczy. Nie ma badań, które jednoznacznie potwierdzają ich szkodliwość dla całej populacji ludzkiej. Wiadomo, że alergie są dziś tak indywidualną sprawą, że trudno tu wyrokować. Jednak dermatolodzy potwierdzają, że najczęstszymi winowajcami skórnych reakcji alergicznych są między innymi syntetyczne składniki kosmetyków. Warto uważać na mieszanki zapachowe, barwniki i konserwanty. Oprócz tego, skórze nie służą też częste zmiany kosmetyków, kiedy co chwilę atakowana jest nowym bukietem substancji.

W dzisiejszym czasach wracamy do natury. Zaczynamy zdrowo się odżywiać, wybieramy ekologiczne produkty. Są też już dostępne naturalne kosmetyki, z których wyeliminowane zostały wątpliwe, sztuczne składniki.

Krem ochronny do twarzy na mróz i wiatrKrem ochronny do twarzy na wiatr i mróz dla niemowląt i dzieci oraz całej rodziny SWEET

To tłusty, naturalny krem bez zapachu. Doskonale się rozprowadza, nie zdąży zniecierpliwić malucha. Naturalne oleje roślinne i woski zawarte w kremie wzmacniają barierę lipidową, koją i łagodzą. Tworzą warstwę chroniącą przed mrozem i zimnym wiatrem. Zawiera też – zalecany dla wrażliwej skóry dzieci filtr mineralny (SPF 15), który zabezpieczy przed szkodliwym promieniowaniem słonecznym. 

Kompozycja kremu:

Prosty, naturalny skład – i zawiera wszystko, co potrzebne w czasie przebywania na zewnątrz dla niemowlaków, dzieci oraz dorosłych, szczególnie tych o skórze wrażliwej. Dlatego z powodzeniem może być używany przez całą rodzinę – jesienią, zimą, aż po wczesną wiosnę.

Marta Ziubińska

  • Najnowsze wpisy

  • Najnowsze komentarze

    • Archiwa

    • Kategorie

    • Meta