Jeśli jesteś właścicielem tej strony, możesz wyłączyć reklamę poniżej zmieniając pakiet na PRO lub VIP w panelu naszego hostingu już od 4zł!
Strony WWWSerwery VPSDomenyHostingDarmowy Hosting CBA.pl

Darmowe probki kosmetykow

» 2014 » Wrzesień Polowanie na promocje Upoluj co tylko chcesz: konkursy, darmowe próbki, testowanie produktów Konkursy Promocje

Szukaj

Archive for Wrzesień, 2014

Ulubione ostatnich tygodni: makijaż, pielęgnacja, zapach

wtorek, Wrzesień 30th, 2014

Kolejne trzy miesiące za nami, jak ten czas pędzi! Jeszcze całkiem niedawno na blogu wisiały ulubione produkty kwietnia, maja i czerwca, a dziś za rogiem czeka październik. Symbolicznie żegnam się więc z latem i podsumowuję to, co ostatnio urzekło mnie wśród kosmetyków najbardziej.

Woda perfumowana Quelques Notes d’Amour Yves Rocher nie była miłością od pierwszego powąchania, ale już od drugiego, trzeciego tak. Upalna pogoda, jaką mogliśmy się cieszyć jeszcze parę tygodni temu nie sprzyjała gęstym, słodkim i nieco dymnym zapachom. A właśnie w takim momencie z tą wodą miałam okazję się zapoznać. Mimo dość chłodnego pierwszego wrażenia dałam Quelques Notes d’Amour kolejną szansę, bo przyznam, że mimo wszystko, coś mnie w niej zaintrygowało. Do prostego flakonu, w którym całkiem niepotrzebnie wytłoczone zostało serce, wróciłam któregoś chłodnego, prawdziwie jesiennego dnia. I to było to. Zapach mocny, pełen słodyczy i ostrości jednocześnie, wpasował się w ten klimat idealnie. Urzekł mnie swoim ciepłem, elegancją oraz tym jak interesująco rozwija się na mojej skórze. Początkowo intensywne nuty bergamotki, które notabene w perfumach bardzo lubię, z czasem łagodnieją i dają dojść do głosu nutom różanym i drzewnym. Zapach blisko trzyma się skóry, staje się zmysłowy i pociągający. Myślę, że Quelques Notes d’Amour będą z powodzeniem towarzyszyć mi tej jesieni, a może nawet i zimy.

Z pomadkami matowymi łączy mnie relacja love – hate. Z jednej strony uwielbiam je za eleganckie wykończenie i zazwyczaj ponadprzeciętną trwałość, z drugiej bywają irytujące ze względu na wysuszające działanie oraz nieestyczne schodzenie z warg podczas posiłków. Odsunęłam jednak na chwilę obawy na bok i zdecydowałam się wtopić trochę kasy w stosunkowo najnowsze dzieło marki Bourjois, czyli pomadki matowe w płynie Rouge Edition Velvet. Na pierwszy raz wybrałam 07 Nude-ist, który tak na prawdę typowym odcieniem nude nie jest, a raczej przypomina bardziej ciemny, zgaszony róż z kroplą brązu. Kolor neutralny i pasujący do każdego makijażu oczu oraz teoretycznie do większości typów urody. Z moim, czyli typem lata ze złotawą cerą zgrał się bardzo dobrze, choć patrząc na samo opakowanie przez sekundę miałam wrażenie, że będzie odrobinę za ciepły. Co polubiłam w Nude-ist poza kolorem? Kremową konsystencję, dobrą pigmentację, kilkugodzinną trwałość oraz to, jak ładnie schodzi z ust. Próżno szukać w tym przypadku białej kreski na złączeniu warg, rozmazanego konturu czy prześwitów. Do tego plusem jest mocne opakowanie oraz gąbkowy, ścięty aplikator, który równo rozkłada pomadkę na skórze. Tak mi się ten różo-nudziak spodobał, że do kompletu dokupiłam mu towarzystwo, tym razem w znacznie odważniejszych kolorach. Ale o nich jeszcze wpis osobny na pewno się pojawi.

Pośród ulubieńców nie może zabraknąć kosmetyku, który w ciągu ostatnich kilku tygodni wywarł na mnie największe wrażenie. Mam na myśli tusz do rzęs Volume Million Lashes So Couture od L’Oreal. Poświęciłam mu osobnego posta (efekty na rzęsach – klik!) i tam odsyłam Was po więcej informacji. Ponieważ pojawiły się głosy, że to dość drogi zakup to dodam, że taniej (nawet o połowę) można upolować go online. Ja sama kupuję tę maskarę w jednej z internetowych drogerii ze zniżkami, które najczęściej znajduję na kodyrabatowe.pl, czyli na największym w Polsce portalu z kodami rabatowymi i promocjami do sklepów internetowych. Gorąco zachęcam do zajrzenia, jeśli zależy Wam na zaoszczędzeniu pieniędzy. Ah! I zapomniałabym. Tusz faktycznie pachnie ziarnami kakaowca :) (Odgoniłam katar i odzyskałam w końcu węch :) ).
Cienie Iconic 3 Makeup Revolution, stylizowane na słynne Naked 3 Urban Decay, robią od pewnego czasu furorę w sieci. Musiałam w końcu sprawdzić, co w nich takiego jest, że tak wiele osób zachwyca się nimi. Porównania z oryginalną paletą wprawdzie jeszcze nie mam, ale jeśli Iconic dorównuje UD jakością to nie dziwię się jej popularności. Cienie mają dobrą pigmentację, bezproblemowo się ze sobą łączą i bez strat dla koloru czy wykończenia rozcierają. Paleta dzięki różnorodności odcieni i wykończeń pozwala na wykonanie makijażu zarówno dziennego jak i wieczorowego. Ok, może nie są to najlepsze cienie, jakich dotąd używałam, ale przyznam, że za sprawą kolorystyki i łatwej w obsłudze konsystencji z przyjemnością sięgam po nią od kilku tygodni.

Ostatnia, lecz nie mniej ważna to paletka do stylizacji brwi mineralnej marki Lily Lolo w odcieniu Light. Eyebrow duo jest połączeniem trwałego, brązowego cienia w chłodnej tonacji (brak rudych tonów!) z praktycznie bezbarwnym woskiem (zawiera odżywczy olejek jojoba), który po podkolorowaniu utrzymuje włoski w ryzach. Zestaw bardzo odpowiada potrzebom moich niesfornych brwi, ponieważ jest łatwy w obsłudze (wystarczy skośny pędzelek i grzebyczek) oraz świetnie dopasowany kolorystycznie. W cieniu już dobiłam do dna, więc za chwilę szykuje się zakup drugiego opakowania.

Pisałam Wam jakiś czas temu, że baza Essie Grow Stronger nie zachwyciła mnie jakoś szczególnie swoim działaniem. Jest po prostu przeciętna. Postanowiłam poszukać dla niej lepszego zamiennika. Wybrałam wzmacniającą bazę Poshe, która ma nie tylko stanowić dobry podkład pod kolor, lecz także chronić paznokcie przed złamaniem, rozdwojeniem i przebarwieniami. Okazuje się, że ta baza jest tym, czego szukałam. Płytka odrasta szybciej, jest mocniejsza, a lakiery trzymają się na tak zabezpieczonym paznokciu dłużej niż na bazie Essie.

O kojącym balsamie do ciała Sylveco oraz myjącym balsamie do mycia włosów pisałam w ostatnim zestawieniu ulubieńców i moje zdanie nie zmieniło się na ich temat ani trochę. Wręcz przeciwnie, pałam do nich sympatią jeszcze większą. Już dawno nie karmiłam skóry tak odżywczym, głęboko nawilżającym balsamem i nie miałam tak miękkich, sypkich i uniesionych włosów po myciu (nawet bez użycia odżywki). Oba produkty kupuję na zapas, co pokazuje, jak bardzo je lubię. Ulubieniem, szczególnie do kojącego balsamu, zdążyłam zarazić również moją mamę i siostrę, posiadaczki bardzo suchej skóry.
Suflet do włosów Oxygen Moisture to tylko element najnowszej serii Dove. W użyciu mam obecnie wszystkie produkty OM, ale jedynie maska uwiodła mnie na tyle, by wymienić ją w ulubieńcach. Jej konsystencja przypomina kremową piankę – jest puszysta, jakby napełniona powietrzem, bajecznie rozprowadza się na włosach i do tego pięknie pachnie. Po półgodzinnym seansie z nią uzyskuję niesamowitą gładkość, miękkość i połysk. Jedyna jej wada to wydajność. Nie nakładam jej dużo, a znika w zastraszającym tempie.
O ziajowej głęboko oczyszczającej paście z ekstraktem z liści manuka powiedziano w blogosferze już chyba wszystko. Moje wrażenia są bardzo pozytywne i w skrócie zamykają się w słowach: głęboko oczyszcza, matowi, zwęża pory i minimalizuje produkcje sebum. A po więcej odsyłam Was do wpisu zbiorczego na temat serii z liśćmi manuka. KLIK!

Jestem ciekawa, co Was najbardziej urzekło w ciągu ostatni kilku tygodni. Poznałyście jakąś kosmetyczną perełkę? A może znacie któryś z wymienionych przeze mnie produktów?

Re-we-la-cja! Volume Million Lashes So Couture, L’Oreal

poniedziałek, Wrzesień 29th, 2014

„Wow!” – pomyślałam, gdy pierwszy raz użyłam tuszu Volume Million Lashes So Couture. Z krótkich, jasnych i dość rzadkich po odstawieniu odżywki włosków wyczarował piękny, pełen objętości wachlarz rzęs. Rzadko która maskara potrafi tak wyraźnie podreślić oko, gdy jest świeża i nie zdążyła jeszcze zgęstnieć. Niewiele też silikonowych szczoteczek jest tak przyjemnych oraz wygodnych w malowaniu. A to tylko kilka z wielu pozytywów tego kosmetyku.  

Zapraszam na wpis, którego bohaterem jest rewelacyjny tusz do rzęs L’Oreal Paris Volume Million Lashes So Couture.

Opakowanie tuszu podoba mi się. Jest proste, ale jednocześnie nie nudne. Połączenie fioletu i złota, które notabene lubię, przemawia do mnie nie tylko ze względów estetycznych, lecz także praktycznych. Błyszczącą, fiołkową buteleczkę po prostu łatwo zlokalizować pośród innych maskar. Trwałość napisów jest dobra, to znaczy, że po prawie dwóch miesiącach kosmetyk nie straszy wyglądem: farba nie łuszczy się i nie zostaje na dłoniach (taki problem miałam, na przykład, z Lash Wings [recenzja], inne tusze do rzęs L’Oreal Paris zachowywały się po kilku tygodniach podobnie).
Volume Million Lashes So Couture charakteryzuje się kruczoczarnym odcieniem oraz, jak już miałam okazję wspomnieć we wstępie, idealną gęstością od samego otwarcia. To miłe zaskoczenie po tych wszystkich tuszach, które wymagały najczęściej kilku dni na zgęstnienie. Czarna maź, jeśli tak mogę powiedzieć o konsystencji maskary, pokrywa rzęsy bez śladu grudek. Jest zwarta, kremowa i pozostawia włoski po wyschnięciu lekko nabłyszczone. Wygląda to świeżo i naturalnie (choć naturalnym rzęsom daleko do tak oszałamiającej objętości i intensywnie ciemnego koloru :) ).

Zaskoczeniem był dla mnie także subtelny kwiatowy zapach tuszu. Dobrze, że cecha ta nie powoduje łzawienia spojówek.

Obsługę tuszu ułatwia niezwykle precyzyjna i wygodna silikonowa szczoteczka. Nabiera odpowiednią ilość kosmetyku, rozprowadza ją od nasady po same końce i, co dla mnie, krótkowidza malującego się czasem bez soczewek kontaktowych, posiadaczki oczu wrażliwych, robi to bez szkody dla powiek. Pisząc „bez szkody”, mam na myśli to, że budowa aplikatora sprawia, iż mimo dociskania go mocno do rzęs, nie brudzi skóry oraz nie kłuje. A mógłby to robić, bo zbudowany jest z licznych, maleńkich igiełek. Na szczęście są one miękkie, elastyczne i sprężyste, dzięki czemu, tak mi się przynajmniej wydaje, dopasowują się do kształtu oka oraz naszego stylu malowania.
Niewątpliwą zaletą maskary jest także jej trwałość. Na moich oczach wytrzymuje właściwie od rana do wieczora. Ostatnio miałam okazję sprawdzić ją na rodzinnej uroczystości. Wprawdzie nie uroniłam na ślubie ani jednej łzy wzruszenia, ale mogłam ocenić jej trwałość po kilkugodzinnej zabawie w bardzo ciepłym pomieszczeniu. Rezultat? Na policzku ani okruszka osypanej maskary, a dodam, że nie malowałam się świeżo otwartym kosmetykiem, a wygrzebałam ostatki z pierwszego opakowania (kolejne zamówiłam za późno i nie zdążyło dotrzeć przed imprezą).
Podsumowując: tusz spełnia praktycznie wszystkie moje oczekiwania odnośnie tego rodzaju kosmetyku. Sprawia, że włoski prezentują nieprzeciętną objętość, długość, są odpowiednio pogrubione i nie noszą śladu sklejenia (a o to przy moich rzęsach niestety nietrudno). Wyraźne podkreślenie uzyskuję już po jednej warstwie i taki efekt całkowicie mnie satysfakcjonuje. Poza rewelacyjnym wyglądem zaletą Volume Million Lashes So Couture jest jej trwałość, wydajność a także dołączona do tuszu wygodna w obsłudze silikonowa szczoteczka.
Na koniec dodam, że maskara L’Oreal Paris Volume Million Lashes So Couture jest dostępna w większości drogerii w cenie 54 zł. Taniej można upolować ją, na przykład, przez internet. Ja swój pierwszy egzemplarz otrzymałam do wypróbowania od marki, kolejny kupiłam online.
Dajcie znać, czy miałyście okazję wypróbować ten tusz oraz jaka maskara jest obecnie Waszym numerem 1? :)

Re-we-la-cja! Volume Million Lashes So Couture, L’Oreal

niedziela, Wrzesień 28th, 2014

„Wow!” – pomyślałam, gdy pierwszy raz użyłam tuszu Volume Million Lashes So Couture. Z krótkich, jasnych i dość rzadkich po odstawieniu odżywki włosków wyczarował piękny, pełen objętości wachlarz rzęs. Rzadko która maskara potrafi tak wyraźnie podreślić oko, gdy jest świeża i nie zdążyła jeszcze zgęstnieć. Niewiele też silikonowych szczoteczek jest tak przyjemnych oraz wygodnych w malowaniu. A to tylko kilka z wielu pozytywów tego kosmetyku.  

Zapraszam na wpis, którego bohaterem jest rewelacyjny tusz do rzęs L’Oreal Paris Volume Million Lashes So Couture.

Opakowanie tuszu podoba mi się. Jest proste, ale jednocześnie nie nudne. Połączenie fioletu i złota, które notabene lubię, przemawia do mnie nie tylko ze względów estetycznych, lecz także praktycznych. Błyszczącą, fiołkową buteleczkę po prostu łatwo zlokalizować pośród innych maskar. Trwałość napisów jest dobra, to znaczy, że po prawie dwóch miesiącach kosmetyk nie straszy wyglądem: farba nie łuszczy się i nie zostaje na dłoniach (taki problem miałam na przykład z Lash Wings [recenzja], inne tusze do rzęs L’Oreal Paris zachowywały się po kilku tygodniach podobnie).
Volume Million Lashes So Couture charakteryzuje się kruczoczarnym odcieniem oraz, jak już miałam okazję wspomnieć we wstępie, idealną gęstością od samego otwarcia. To miłe zaskoczenie po tych wszystkich tuszach, które wymagały najczęściej kilku dni na zgęstnienie. Czarna maź, jeśli tak mogę powiedzieć o konsystencji maskary, pokrywa rzęsy bez śladu grudek. Jest zwarta, kremowa i pozostawia włoski po wyschnięciu lekko nabłyszczone. Wygląda to świeżo i naturalnie (choć naturalnym rzęsom daleko do tak oszałamiającej objętości i intensywnie ciemnego koloru :) ).

Zaskoczeniem był dla mnie także subtelny kwiatowy zapach tuszu. Dobrze, że cecha ta nie powoduje łzawienia spojówek.

Obsługę tuszu ułatwia niezwykle precyzyjna i wygodna silikonowa szczoteczka. Nabiera odpowiednią ilość kosmetyku, rozprowadza ją od nasady po same końce i, co dla mnie, krótkowidza malującego się czasem bez soczewek kontaktowych, posiadaczki oczu wrażliwych, robi to bez szkody dla powiek. Pisząc „bez szkody”, mam na myśli to, że budowa aplikatora sprawia, iż mimo dociskania go mocno do rzęs, nie brudzi skóry oraz nie kłuje. A mógłby to robić, bo zbudowany jest z licznych, maleńkich igiełek. Na szczęście są one miękkie, elastyczne i sprężyste, dzięki czemu, tak mi się przynajmniej wydaje, dopasowują się do kształtu oka oraz naszego stylu malowania.
Niewątpliwą zaletą maskary jest także jej trwałość. Na moich oczach wytrzymuje właściwie od rana do wieczora. Ostatnio miałam okazję sprawdzić ją na rodzinnej uroczystości. Wprawdzie nie uroniłam na ślubie ani jednej łzy wzruszenia, ale mogłam ocenić jej trwałość po kilkugodzinnej zabawie w bardzo ciepłym pomieszczeniu. Rezultat? Na policzku ani okruszka osypanej maskary, a dodam, że nie malowałam się świeżo otwartym kosmetykiem, a wygrzebałam ostatki z pierwszego opakowania (kolejne zamówiłam za późno i nie zdążyło dotrzeć przed imprezą).
Podsumowując: tusz spełnia praktycznie wszystkie moje oczekiwania odnośnie tego rodzaju kosmetyku. Sprawia, że włoski prezentują nieprzeciętną objętość, długość, są odpowiednio pogrubione i nie noszą śladu sklejenia (a o to przy moich rzęsach niestety nietrudno). Wyraźne podkreślenie uzyskuję już po jednej warstwie i taki efekt całkowicie mnie satysfakcjonuje. Poza rewelacyjnym wyglądem zaletą Volume Million Lashes So Couture jest jej trwałość, wydajność a także dołączona do tuszu wygodna w obsłudze silikonowa szczoteczka.
Na koniec dodam, że maskara L’Oreal Paris Volume Million Lashes So Couture jest dostępna w większości drogerii w cenie 54 zł. Taniej można upolować ją, na przykład, przez internet. Ja swój pierwszy egzemplarz otrzymałam do wypróbowania od marki, kolejny kupiłam online.
Dajcie znać, czy miałyście okazję wypróbować ten tusz oraz jaka maskara jest obecnie Waszym numerem 1? :)

Jedzmy dynie!

piątek, Wrzesień 26th, 2014

Dynie od BabciDynie hoduje moja Babcia. Krzaki płożą się szeroko i rodzą prawdziwe giganty. Największych nikt już nie jest w stanie unieść, tylko dzielone są bezpośrednio na ziemi. Taki był los olbrzyma ze zdjęcia obok – tego z okularami, które leżą na nim oczywiście nie bez powodu ;-) Potem kawałki takiej dyni dostają najdalsze odnogi rodzinnego klanu, o sąsiadach i znajomych nie wspominając. 

I zaczyna się szaleństwo – zupy na słodko, na słono-pikantnie. Dynia marynowana, dynia a la brzoskwinia. Dynia pieczona. Purée z dyni. Ciasto z dyni. Placki ze startej dyni, smażone na patelni. No i oczywiście ususzone starą metodą – na kaloryferze – pestki.

Mniej więcej pod koniec listopada, gdy pomarańczowy zawrót głowy nieco już mija - cenne resztki zostają zamrożone (choć niektóre gatunki mogą leżeć i miesiącami w piwnicy) i dynia odchodzi w lekkie zapomnienie. Do następnego sezonu! Tak więc zaczynamy kolejny! Juhuu!

Z kart encyklopedii…

Dynia (Cucurbita L.) – rodzaj roślin jednorocznych z rodziny dyniowatych obejmujący około 20 gatunków. W stanie dzikim występują w strefach klimatu gorącego i ciepłego AmerykiGatunkiem typowym jest Cucurbita pepo, czyli dynia zwyczajna. Dynia płoży się i wytwarza wąsy czepne. A jej jagody (tak… jagody ;-) ) osiągają masę do 200 kg (!). 

W 2007 roku największa dynia na świecie ważyła 766,1 kg. W 2010 do księgi rekordów Guinnessa wpisano owoc ważący 821 kg. (źródło: wikipedia.org)

Wartości odżywcze…

Po pierwsze – dynia jest niskokaloryczna! 100g to jedyne 28 kcal. Za to bogata jest w B-karoten, potas, wapń, fosfor, witaminy z grupy B. Nie zawiera natomiast sodu, którego i tak dostarczamy sobie w nadmiarze, jeśli lubimy jeść słono. Dlatego jest zalecana w leczeniu nadciśnienia, no i w odchudzaniu.

Dynia odkwasza organizm i wzmacnia układ odpornościowy. I tych cech nie zaprzepaszcza nawet proces gotowania! Ma natomiast dość wysoki indeks glikemiczny (IG=75), więc diabetycy powinni się mieć na baczności. (źródło: poradnikzdrowie.pl)

Natomiast pozostali – niech zajadają dynię na zdrowie. A które są odmiany najzdrowsze? Zasada jest prosta: im dynia bardziej pomarańczowa – tym więcej witamin i karotenu!

Jak zbierać, jak kupować…

Zbieramy dynie z suchymi i pomarszczonymi ogonkami – to znak, że już dojrzały. Natomiast w zakupie dobrej dyni pomoże nam… zapukanie w nią! Jeśli wydaje głęboki, pusty dźwięk -jest dobra. Powinna mieć też twardą, nienaruszona łupinę. 

Różnorodność gatunków…

Dynia zwyczajna

Dynia zwyczajna

Jak już zostało powiedziane – najpopularniejsza jest dynia zwyczajna. Może wyrosnąć kulista, w kształcie gruszki, cylindryczna lub dyskowata. Zazwyczaj osiąga około 40 cm średnicy. Może być, w zależności od odmiany, zielona, żółta lub pomarańczowa. 

Doskonale sprawdzi się jako podstawa zup i w postaci marynowanej. 

Dynia zwyczajna daje też smaczne i liczne pestki. To właśnie pestki tej dyni poleca się do suszenia.

Dynia hokkaido

Dynia hokkaido

Dynia hokkaido jest natomiast ceniona za wyjątkowe walory smakowe. Wyróżnia się intensywnie pomarańczową skórką i miąższem oraz charakterystycznym „czubkiem” zakończonym ogonkiem. Skórka tej dyni jest jadalna! Nie trzeba się trudzić obieraniem, co w przypadku zazwyczaj twardych dyń, bywa mocno frustrujące i czasochłonne. 

Hokkaido zazwyczaj nie osiąga dużych rozmiarów, bez trudu zmieści się w zakupowej siatce ;-)

Pyszna jest pieczona, posypana ziołami (niektórzy pieką ją też na słodko – z cynamonem i wanilią) oraz w formie purée z masełkiem i czosnkiem (można zmieszać 1;1 z ziemniakami). 

Hokkaido jest też dobrym materiałem na gulasz – np. w połączeniu z wołowiną, czerwona cebulą i białym winem – pycha!

Dynia Piżmowa

Dynia Piżmowa

Dynia piżmowa wyróżnia się delikatnym miąższem. Ma charakterystyczny, gruszkowaty kształt. Jest zazwyczaj niewielka i dosyć twarda. Krojenie warto rozpocząć od przewężenia na środku. 

Słodkawy, nieco maślany miąższ, sprawdzi się jako dodatek do ciast (ciasto ze startymi kawałeczkami dyni jest niezwykle wilgotne i warzywo nie dominuje jego smaku, a raczej przyjmuje akcenty ze swego otoczenia, wypada pysznie – warto spróbować!). Smakowity jest też dżem z dyni piżmowej. Można połączyć dynię z jabłkami i dodać startą skórkę pomarańczy lub cytryny – dla większego wysublimowania. Proponowany jest też imbir, cynamon, goździki.

Dynia makaronowa

Dynia makaronowa

Ciekawym przypadkiem jest dynia makaronowa. Kształt ma podłużny, kolor kremowy lub blado-kremowy. Miąższ – po ugotowaniu lub upieczeniu – łatwo rozdziela się na włókna, które przypominają makaron. 

Dlatego dynię tą poleca się gotować w całości, nakłuwając ją uprzednio widelcem. Dopiero po ugotowaniu, kroimy ją i usuwamy pestki. Miąższ, w postaci makaronów, łatwo oddzieli się widelcem. Możemy zastąpić tradycyjny makaron właśnie tym dyniowym. To naprawdę działa! Spróbujcie podać ją z sosem pomidorowym i ziołami. To jest dobre i co ważniejsze – bardzo dietetycznie!

Dynie ozdobneKu ozdobie…

A kropką nad „i” niechaj będą małe i zachwycające swą dziwacznością dynie ozdobne. Wypustki, rogi, czuby, wybrzuszenia, plamki, kropki, gama barw od jasnej żółci po głęboką zieleń. Jakże kreatywna bywa natura! Ja już mam – na kuchennym parapecie – od starszego Pana z bazarku za 7 zł za wszystkie 3 piękności ;-) Polecam!

Marta Ziubińska

 

30.09 Dzień Chłopaka

środa, Wrzesień 24th, 2014

30 września to dosyć nowe święto. Jest to męski, a raczej chłopięcy odpowiednik Dnia Kobiet. Tradycja zapoczątkowana została w szkołach, gdzie dziewczęta w tym dniu składały swoim kolegom życzenia i wręczały drobne upominki. Z czasem święto opuściło szkolne mury i stało się popularne bardziej nawet niż Dzień Mężczyzn obchodzony 10 marca.

Tak więc, nie ma co zwlekać, bo może nasi Panowie już w duchu uśmiechają się z myślą o tym dniu. Czas na wybór upominków ;-)

PAT&RUB oczywiście proponuje, to co najlepsze z natury dla codziennej pielęgnacji męskiej ciała, włosów, a także cery, która znacznie różni się od kobiecej. Jest co prawda grubsza, lecz mniej nawilżona. Wydziela natomiast więcej sebum (naturalnych olejów skóry). Codzienne golenie sprawia, że potrzebuje naturalnego ukojenia i nawilżenia. Skóra głowy wymaga regulacji i wzmocnienia. Użyte do stworzenia męskiej linii kosmetyków naturalnych PAT&RUB MEN oleje, ekstrakty i zioła łagodnie i skutecznie poradzą sobie z tymi zadaniami!

 

By codzienna kąpiel była naturalną przyjemnością odświeżenia i nawilżenia

84-zel-pod-Prysznic-dla-Panow

 

Żel pod prysznic dla Panów

Myje, nawilża, odświeża zmysły męskim zapachem cedru. Zawiera tylko łagodne, roślinne substancje myjące, które nie wysuszają skóry. Jej naturalna warstwa lipidowa pozostaje nienaruszona, za to dodatkowe nawilżenie zapewni hibiskus i roślinna gliceryna. Aloes złagodzi podrażnienia. 

Żel można używać do mycia całego ciała i twarzy. Ma przyjemną konsystencję i tworzy kremową pianę. 

 

83-Szampon-do-Wlosow-ljz2 (1)Szampon do włosów

Ten szampon nie tylko dokładnie myje i wzmacnia włosy, ale również reguluje skórę głowy. A to dzięki wyciągom z szałwii lekarskiej i skrzypu. Naturalna inulina dodaje blasku. 

Skóra głowy nie traci naturalnej warstwy lipidowej, jest ukojona, a włosy odzyskują naturalny wigor i moc!

Szampon dobrze się pieni i pachnie nutą cedru.

 
 
Naturalne golenie – przyjemność bez podrażnień!
 
87-Krem-do-Golenia-dla-PanowKrem do golenia
 
Krem nałożony na twarz przed goleniem, przygotuje odpowiednio skórę i zmiękczy nawet bardzo twardy zarost warstwą niskiej piany z roślinnego mydła.
 
Podczas golenia będzie chronił, koił, nawilżał i odżywiał skórę. A to dzięki bogactwu olejów roślinnych i naturalnej witaminie E.
Szałwia zapewni działanie antybakteryjne. 
 
 
85-Balsam-po-Goleniu-dla-PanowBalsam po goleniu
 
To ratunek dla cery podrażnionej przy goleniu, koi i naprawia uszkodzenia, nawilża skórę. Naturalny balsam zawiera roślinne substancje o działaniu łagodzącym i dezynfekującym. Zapewnia uczucie komfortu na długie godziny.
 
Jednocześnie Balsam chroni skórę przed przedwczesnym starzeniem. Dostarcza skórze odmładzających przeciwutleniaczy -  witaminę E i olej wiesiołkowy. Idealnie się wchłania. Ma przyjemną, lekką konsystencję i nie pozostawia tłustej, lepkiej warstwy.
 
 
Codzienna, naturalna pielęgnacja twarzy i dłoni
 
86-Krem-do-Twarzy-ljz2 (1)Krem do twarzy dla Panów
 
Dba o męską cerę dziś i w przyszłości. Regeneruje, nawilża, przyspiesza gojenie się naskórka. Doskonale radzi sobie z suchością i zmęczeniem. Zawiera nawilżający sok z aloesu, kojąca szałwię i wzmacniający naskórek olej babassu. Panthenol redukuje podrażnienia i zaczerwienienia.
 
Niepodrażniona skóra wolniej się starzeje! Do tego krem zawiera odmładzające przeciwutleniacze -  witaminę E i wartościowy olej wiesiołkowy oraz wiążący wodę kwas hialuronowy.
 
Idealnie się wchłania, nie pozostawia lepkiej warstwy. Pachnie męsko nutą cedru.
 
88-Balsam-do-Rak-dla-PanowBalsam do rąk
 
Koniec z nieprzyjemnie suchymi i szorstkimi dłońmi! Naturalny balsam do rąk skutecznie i błyskawicznie doprowadzi wysuszoną skórę dłoni do porządku. Idealnie się wchłania, nie pozostawia  tłustej ani lepkiej warstwy.
 
Stosowany regularnie, chroni skórę przed szkodliwym działaniem detergentów, obecnych w konwencjonalnych mydłach i żelach. Już po pierwszym użyciu sprawia, że skóra rąk jest miękka i dobrze nawilżona na długie godziny.

 

A może oryginalny zestaw?

Zestaw rodzinny z myślą o Tacie

To idealny zestaw nie tylko dla każdego młodego Taty, ale też dla wszystkich panów borykających się z problemami wrażliwej skóry.

  • Balsam po Goleniu dla Panów, 50 ml
  • Szampon i Płyn do Kąpieli dla Niemowlaków i Dzieci SWEET, 500 ml

Szampon równie skutecznie myje głowę dziecka, co prawdziwego mężczyzny, a do tego przyjemnie, neutralnie pachnie. Ucieszy i Tatę i Synka ;-)
Balsam po goleniu pielęgnuje, łagodzi i odżywia. 

Kosmetyki zapakowane w stylowy, filcowy worek.

 

Męski zestaw golenie – twarz – ręce

Sprawdzony idealny prezent dla Panów.

  • Krem do Golenia, 200 ml  – pielęgnuje i ułatwia golenie i chroni przed podrażnieniami
  • Balsam po Goleniu, 50 ml – łagodzi i nawilża
  • Balsam do Rąk, 100 ml – nawilża, łagodzi, chroni

W eleganckim opakowaniu!

 

Te i inne ciekawe zestawy znajdziecie w ofercie naszego sklepu, wystarczy kliknąć  tutaj ;-)

Sprawdźcie też specjalne promocyjne ceny z okazji Dnia Chłopaka – ważne do 30.09.2014 r.! Tutaj! 

 

 Udanego Dnia Chłopaka!

30.09 Dzień Chłopaka

środa, Wrzesień 24th, 2014

30 września to dosyć nowe święto. Jest to męski, a raczej chłopięcy odpowiednik Dnia Kobiet. Tradycja zapoczątkowana została w szkołach, gdzie dziewczęta w tym dniu składały swoim kolegom życzenia i wręczały drobne upominki. Z czasem święto opuściło szkolne mury i stało się popularne bardziej nawet niż Dzień Mężczyzn obchodzony 10 marca.

Tak więc, nie ma co zwlekać, bo może nasi Panowie już w duchu uśmiechają się z myślą o tym dniu. Czas na wybór upominków ;-)

PAT&RUB oczywiście proponuje, to co najlepsze z natury dla codziennej pielęgnacji męskiej ciała, włosów, a także cery, która znacznie różni się od kobiecej. Jest co prawda grubsza, lecz mniej nawilżona. Wydziela natomiast więcej sebum (naturalnych olejów skóry). Codzienne golenie sprawia, że potrzebuje naturalnego ukojenia i nawilżenia. Skóra głowy wymaga regulacji i wzmocnienia. Użyte do stworzenia męskiej linii kosmetyków naturalnych PAT&RUB MEN oleje, ekstrakty i zioła łagodnie i skutecznie poradzą sobie z tymi zadaniami!

 

By codzienna kąpiel była naturalną przyjemnością odświeżenia i nawilżenia

84-zel-pod-Prysznic-dla-Panow

 

Żel pod prysznic dla Panów

Myje, nawilża, odświeża zmysły męskim zapachem cedru. Zawiera tylko łagodne, roślinne substancje myjące, które nie wysuszają skóry. Jej naturalna warstwa lipidowa pozostaje nienaruszona, za to dodatkowe nawilżenie zapewni hibiskus i roślinna gliceryna. Aloes złagodzi podrażnienia. 

Żel można używać do mycia całego ciała i twarzy. Ma przyjemną konsystencję i tworzy kremową pianę. 

 

83-Szampon-do-Wlosow-ljz2 (1)Szampon do włosów

Ten szampon nie tylko dokładnie myje i wzmacnia włosy, ale również reguluje skórę głowy. A to dzięki wyciągom z szałwii lekarskiej i skrzypu. Naturalna inulina dodaje blasku. 

Skóra głowy nie traci naturalnej warstwy lipidowej, jest ukojona, a włosy odzyskują naturalny wigor i moc!

Szampon dobrze się pieni i pachnie nutą cedru.

 
 
Naturalne golenie – przyjemność bez podrażnień!
 
87-Krem-do-Golenia-dla-PanowKrem do golenia
 
Krem nałożony na twarz przed goleniem, przygotuje odpowiednio skórę i zmiękczy nawet bardzo twardy zarost warstwą niskiej piany z roślinnego mydła.
 
Podczas golenia będzie chronił, koił, nawilżał i odżywiał skórę. A to dzięki bogactwu olejów roślinnych i naturalnej witaminie E.
Szałwia zapewni działanie antybakteryjne. 
 
 
85-Balsam-po-Goleniu-dla-PanowBalsam po goleniu
 
To ratunek dla cery podrażnionej przy goleniu, koi i naprawia uszkodzenia, nawilża skórę. Naturalny balsam zawiera roślinne substancje o działaniu łagodzącym i dezynfekującym. Zapewnia uczucie komfortu na długie godziny.
 
Jednocześnie Balsam chroni skórę przed przedwczesnym starzeniem. Dostarcza skórze odmładzających przeciwutleniaczy -  witaminę E i olej wiesiołkowy. Idealnie się wchłania. Ma przyjemną, lekką konsystencję i nie pozostawia tłustej, lepkiej warstwy.
 
 
Codzienna, naturalna pielęgnacja twarzy i dłoni
 
86-Krem-do-Twarzy-ljz2 (1)Krem do twarzy dla Panów
 
Dba o męską cerę dziś i w przyszłości. Regeneruje, nawilża, przyspiesza gojenie się naskórka. Doskonale radzi sobie z suchością i zmęczeniem. Zawiera nawilżający sok z aloesu, kojąca szałwię i wzmacniający naskórek olej babassu. Panthenol redukuje podrażnienia i zaczerwienienia.
 
Niepodrażniona skóra wolniej się starzeje! Do tego krem zawiera odmładzające przeciwutleniacze -  witaminę E i wartościowy olej wiesiołkowy oraz wiążący wodę kwas hialuronowy.
 
Idealnie się wchłania, nie pozostawia lepkiej warstwy. Pachnie męsko nutą cedru.
 
88-Balsam-do-Rak-dla-PanowBalsam do rąk
 
Koniec z nieprzyjemnie suchymi i szorstkimi dłońmi! Naturalny balsam do rąk skutecznie i błyskawicznie doprowadzi wysuszoną skórę dłoni do porządku. Idealnie się wchłania, nie pozostawia  tłustej ani lepkiej warstwy.
 
Stosowany regularnie, chroni skórę przed szkodliwym działaniem detergentów, obecnych w konwencjonalnych mydłach i żelach. Już po pierwszym użyciu sprawia, że skóra rąk jest miękka i dobrze nawilżona na długie godziny.

 

A może oryginalny zestaw?

Zestaw rodzinny z myślą o Tacie

To idealny zestaw nie tylko dla każdego młodego Taty, ale też dla wszystkich panów borykających się z problemami wrażliwej skóry.

  • Balsam po Goleniu dla Panów, 50 ml
  • Szampon i Płyn do Kąpieli dla Niemowlaków i Dzieci SWEET, 500 ml

Szampon równie skutecznie myje głowę dziecka, co prawdziwego mężczyzny, a do tego przyjemnie, neutralnie pachnie. Ucieszy i Tatę i Synka ;-)
Balsam po goleniu pielęgnuje, łagodzi i odżywia. 

Kosmetyki zapakowane w stylowy, filcowy worek.

 

Męski zestaw golenie – twarz – ręce

Sprawdzony idealny prezent dla Panów.

  • Krem do Golenia, 200 ml  – pielęgnuje i ułatwia golenie i chroni przed podrażnieniami
  • Balsam po Goleniu, 50 ml – łagodzi i nawilża
  • Balsam do Rąk, 100 ml – nawilża, łagodzi, chroni

W eleganckim opakowaniu!

 

Te i inne ciekawe zestawy znajdziecie w ofercie naszego sklepu, wystarczy kliknąć  tutaj ;-)

Sprawdźcie też specjalne promocyjne ceny z okazji Dnia Chłopaka – ważne do 30.09.2014 r.! Tutaj! 

 

 Udanego Dnia Chłopaka!

Jesienne skarby z łąki i ogrodu.

wtorek, Wrzesień 23rd, 2014

róża dzika

Róża dzika

Zacznijmy od przebogatej w witaminę C dzikiej róży (Rosa canina L.). Już 1-3 owoce róży w zupełności wystarczą do pokrycia dziennego zapotrzebowania człowieka na tę witaminę. Naturalna witamina C zawarta w owocach jest przy tym trzykrotnie bardziej skuteczna od witaminy syntetycznej w tabletkach. Owoce zbiera się, gdy dojrzeją, ale jeszcze zanim zrobią się miękkie- w sierpniu i wrześniu, gdy mają barwę intensywnie czerwoną. Z owoców lub płatków róży utartych z cukrem przyrządza się dżemy i konfitury. Róża stosowana jest przede jako lek ogólnie wzmacniający, idealny na przeziębienia, pomocna jest także w czasie narażenia na dużą ilość stresu oraz brak snu. Właściwości olejków różanych i substancji w nim zawartych wygładzają skórę, pomagają przy problemach z pękającymi naczynkami, wspomagają układ trawienny i łagodzą dolegliwości stawów.  Z owoców dzikiej róży można pozyskać olej, który nadaje się do leczenia stanów zapalnych skóry, oparzeń i trudno gojących ran. Róża ma bardzo wszechstronne właściwości kosmetyczne.

Potrafi doskonale nawilżać skórę, stymuluje syntezę kolagenu. Kwasy owocowe przyczyniają się do zmniejszenia zmian trądzikowych, poprawienia stanu i wyglądu skóry tłustej oraz utrzymania optymalnego poziomu nawilżenia. Dodatkowo, mieszanina witaminy A i kwasu askorbinowego rozjaśnia skórę i zapobiega powstawaniu plam pigmentacyjnych. Z owoców róży możemy zrobić rewelacyjna maseczkę na twarz. Oto szybki i prosty przepis:

Owoce dzikiej róży ( ok.20 szt.)  myjemy i rozcinamy na połówki. Zalewamy ½ szklanki wody i gotujemy 15 minut. Rozgotowane owoce miksujemy i nakładamy tak przygotowaną papkę na twarz. Zmywamy po ok. 10 minutach. Maseczka nadaje skórze blask oraz napina ją.

Babka zwyczajna

Babka zwyczajna

 

Babka lancetowata

Babka lancetowata

Kolejnymi dobroczynnymi ziołami na jesienne dni są pospolicie występujące w przydomowych ogródkach: babka zwyczajna (Plantago maior L.) oraz babka lancetowata (Plantago lanceolata L.). Do celów leczniczych zbiera się liście w pełni wykształcone, w okresie kwitnienia: od maja do września, najlepiej bez ogonków, gdyż ten trudno wysychają. Liście babki stosowane są głównie jako środek wykrztuśny i rozkurczający mięsnie gładkie górnych dróg oddechowych w mieszankach ziołowych oraz syropach. Sok z babki jest lekiem śluzowym i powlekającym. Stosuje się go jako lek pobudzający wydzielanie soku żołądkowego, osłaniający w chorobie wrzodowej żołądka, dwunastnicy, w stanach zapalnych błony śluzowej przewodu pokarmowego, jamy ustnej i krtani. Sok ze świeżych liści babki lancetowatej albo odwar z liści wysuszonych przyspiesza gojenie ran i regenerację naskórka. Świeży, zmiażdżony liść babki świetnie uśmierza ból, zmniejsza opuchliznę i swędzenie miejsc pokłutych przez komary lub inne insekty. Przy schorzeniach dróg oddechowych jak również przewodu pokarmowego polecane jest stosowanie takiej oto herbatki z liści babki:

Łyżeczkę suszonych liści babki zalewamy wrzątkiem, odstawiamy na 15-20 minut, przecedzamy, pijemy 1-2 razy dziennie lub stosujemy w formie okładów.

 

Mydlnica lekarska

Mydlnica lekarska

W przypadku jesiennych zbiorów mydlnicy lekarskiej (Saponaria officinalis L.) surowcem zielarskim są kłącza z korzeniami. Zbiera się je jesienią- młode, jednoroczne, po wysuszeniu mają żółtawy środek. Roślina ta posiada właściwości wykrztuśne, pobudzające czynności żołądka i trzustki, żółciopędne, obniża poziom złego cholesterolu w organizmie. Używana jest także w zapaleniach oskrzeli i tchawicy oraz przy uciążliwym kaszlu. W dawnych czasach, gdy nie znano mydła, do mycia używano niczego innego, jak właśnie odwarów z korzeni mydlnicy. Są skuteczne, pienią się obficie i swoimi własnościami przewyższają mydła, gdyż nie niszczą skóry i nie powodują alergii u ludzi uczulonych na mydło. Obecnie korzeń mydlnicy stosowany jest w kosmetyce do wytwarzania niektórych past do zębów, szamponów oraz maseczek. Przydatny okazuje się przy włosach przetłuszczających się (jako szampon lub płukanka), cienkich i rzadkich czy oklapniętych (jako płukanka), a także u osób z wrażliwą skórą głowy (jako szampon). Oto przepis na szampon z mydlnicy:

Gotujemy wywar z dwóch łyżek korzeni mydlnicy i szklanki wody około 5-10 minut, przecedzamy. Dla lepszego efektu mycia możemy dodać do niego po wystudzeniu np. żółtko, miód, sok z cytryny, glinkę lub inne zioła (dopasowane do naszych włosów np. siemię lniane-jeśli mamy suche włosy; skrzyp, pokrzywa – przy problemie z wypadaniem, rumianek -dla blondynek itd). Dla zapachu dodajemy kilka kropel olejku eterycznego (np. rozmarynowego, lawendowego czy grejpfrutowego). Szampon stosujemy trochę inaczej niż taki zwykły, gdyż ten praktycznie się nie pieni – polewamy nim dokładnie suche włosy i skórę głowy, masujemy chwilę i zostawiamy na min. 5 minut. 

Dziewanna kutnerowata

Dziewanna kutnerowata

 

Dziewanna drobnokwiatowa

Dziewanna drobnokwiatowa

Dziewanna znana jest w medycynie już od ponad dwóch tysięcy lat. Surowcem zielarskim jest kwiat dziewanny, korona oraz ziele. Równocenne właściwości lecznicze posiadają wszystkie trzy gatunki: dziewanna drobnokwiatowa (Verbascum thapsus L.), wielkokwiatowa (Verbascum densiflorum Bertol.) oraz kutnerowata (Verbascum phlomoides L.). Zbiory koron kwiatowych dziewanny urządzamy w lipcu oraz sierpniu i kontynuujemy w miarę dojrzewania kolejnych kwiatów. Dziewanna przede wszystkim wykorzystywana jest w leczeniu stanów zapalnych górnych dróg oddechowych, w których występuje uporczywy kaszel. Ma ona działanie silnie wykrztuśne oraz antyseptyczne i osłaniające, dzięki czemu może być stosowana w różnego rodzaju infekcjach bakteryjnych i wirusowych. Napar z kwiatów dziewanny działa moczopędnie, przeciwbólowo i słabo uspokajająco. Stosowany przy przeziębieniu, anginie, nieżycie nosa, stanach zapalnych jamy ustnej i gardła, ma działanie powlekające i napotne. Napar zalecany jest także w biegunce, nieżycie żołądka oraz chorobach wątroby. Stosuje się go również przy leczeniu stanów zapalnych górnych dróg oddechowych, nieżycie oskrzeli, astmie, kaszlu i chrypce. Roślina ta stosowana jest także w przemyśle kosmetycznym, gdzie dodawana jest do środków rozjaśniających włosy oraz nadających im połysk. Kremy do twarzy zawierające ekstrakt z tej rośliny powodują wygładzenie cery. Stosowana jest także do zwalczania trądziku, gdyż wspomaga gojenie ran oraz przyspiesza gojenie blizn. Olejek z płatków dziewanny łagodzi, a nawet uśmierza nerwobóle, bóle w stawach i mięśniach. A oto przepis na samodzielne wykonanie takiego olejku:

Trzema częściami oliwy z oliwek zalać dwie części świeżych płatków (w stosunku wagowym). Następnie przez około 2 tygodnie w ciepłym miejscu trwa maceracja. Gotowy olejek w miarę potrzeby należy wcierać w bolące miejsca.         

Bez czarny

Bez czarny

Kolejnymi bogatymi w witaminę C owocami jesiennych poszukiwań są owoce bzu czarnego (Sambucus nigra L.) Ich zbiór następuje wczesną jesienią, kiedy są w większości w pełni dojrzałe i mają kolor czarnofioletowy. Owoce nie nadają się do spożycia na surowo gdyż zawierają glikozyd cyjanowodorowy sambunigrynę, która działa toksycznie: może wywoływać mdłości, wymioty i uczucie dużego osłabienia. Jednak wyższa temperatura (gotowanie czy smażenie bez przykrycia) usuwa ich własności trujące. Dlatego też z dojrzałych owoców można z powodzeniem robić konfitury, dżemy, kisiele, soki, wino, można je także suszyć. Sok z owoców to wszechstronny lek na przeziębienie, działa silnie napotnie, szybko obniża podwyższoną temperaturę ciała. Ma właściwości wykrztuśne, więc ułatwia oczyszczenie oskrzeli z zalegającej w nich wydzieliny. Wzmacnia błony śluzowe dróg oddechowych i uszczelnia naczynka krwionośne, co ogranicza rozprzestrzenianie się chorobotwórczych drobnoustrojów. Odwary z owoców używane są do leczenia migreny oraz nerwobólów. Dzięki właściwościom napotnym, moczopędnym i przeczyszczającym przetwory z owoców czarnego bzu świetnie oczyszczają organizm z toksyn oraz bywają pomocne w kuracjach odchudzających. Poniżej przepis na nalewkę z owoców czarnego bzu i liści wiśni- niezastąpiony lek w okresie grypy i przeziębienia:

Owoce bzu (1,5 kg) zagotować z dwoma garściami liści wiśni w 3,5 L. wody . Odcedzić przez sito, wystudzić, dodać 2 kg cukru,1 litr spirytusu i 50 g. kwasku cytrynowego. Wymieszać i zlać do butelek. Odstawić na minimum 2 miesiące.

Karina Rudzka

 

Autorką artykułu jest Karina Rudzka – na co dzień czuwa nad gospodarką pachnącego magazynu PAT&RUB. To ona dba o to, by na półkach Sephory znalazły się odpowiednie kosmetyki. Pomaga też przy planowaniu produkcji kosmetyków.

Karina jest absolwentką Wydziału Leśnego Szkoły Głównej Gospodarstwa Wiejskiego w Warszawie. Pasjonuje się etnografią, archeologią, starosłowiańską kuchnią i etnobotaniką.

W artykule wykorzystano ryciny z  „Przybył E. 1925. Atlas ziół leczniczych. 74 rysunki na 46 tablicach.” Wydawnictwo M. Arcta. Warszawa.    

 

Zapach, w którym odnalazłam siebie | Woda perfumowana Femme Avon

sobota, Wrzesień 20th, 2014

Zawsze, gdy zasiadam do napisania recenzji perfum, dochodzę do wniosku, że umiejętność ciekawego opowiadania o zapachach to prawdziwy dar i jednocześnie sztuka. Uważam też, że po części można się tego nauczyć poprzez ćwiczenia, dlatego nie poddaję się i popełniam dziś kolejny wpis, tym razem o zamkniętej w diamentowym flakoniku wodzie perfumowanej Femme od Avon, która wbrew pozorom nie przywiodła mych myśli ku elegancji i luksusowi a… ku mojemu dzieciństwu. :)

Decydujecie się czasem na zakup perfum opierając swój wybór jedynie na informacjach o nutach zapachowych? Tak całkowicie w ciemno, bez wcześniejszego sprawdzenia jak wypadnie na skórze, bez noszenia go na sobie przez kilka godzin? Mnie zdarza się to niezwykle rzadko, a to dlatego, że zazwyczaj celuję w zapachy, które są dostępne od ręki w perfumeriach lub drogeriach. Czasem jednak opis nut wyda mi się na tyle interesujący, że jestem skłonna zaryzykować.

Gdy otrzymałam propozycję wypróbowania jednej z wód Avon, chwilę zastanowiłam się właśnie ze względu na brak możliwości wcześniejszego powąchania ich (nie posiadałam w danym momencie katalogu marki – http://www.avonline.pl/avon-katalog-online). Zapoznałam się jednak z nutami i stwierdziłam, że w wodzie perfumowanej Femme w większości pokrywają się one z moimi preferencjami i wcześniejszymi wyborami.
Wg Avon woda perfumowana Femme ma sprawić, że poczujemy się jak gwiazda każdego dnia. Gdziekolwiek jesteśmy, oczy wszystkich skierowane są na nas. A to wszystko dzięki zachwycającemu, musującemu świeżością grejpfrutowi, który połączony został z wytworną magnolią i ciepłym drewnem bursztynowym. Kategoria zapachu: kwiatowo – owocowa – piżmowa. Wodę reklamuje aktorka Weronika Rosati oraz hasło: Kwintesencja elegancji i kobiecości.
Nuty zapachowe:
nuta głowy: różowy grejpfrut, śliwka, fiołek
nuta serca: płatki jaśminu, dzika orchidea, magnolia
nuta bazy: bursztyn, brzoskwiniowa skórka, nuty leśne, piżmo

Na początek kilka zdań o samym flakonie, ważnym elemencie perfum jako całości. Ponieważ lubię spoglądać na buteleczki stojące na toaletce, nie ukrywam, że opakowanie jest dla mnie rzeczą istotną. Lubię butelki ciężkie, dobrze leżące w dłoni, ciekawie oszlifowane, o interesującym projekcie. W przypadku Femme jest ładnie, ale chyba dość banalnie. Forma flakonu stylizowana na wzór diamentu, który ma kojarzyć się z wytworną elegancją, kobiecością i luksusem, tak naprawdę mnie kojarzy się z perfumami dla małej księżniczki, niekoniecznie pełnoletniej. Całość pogrąża plastikowy korek. No cóż, wolę przyjemnie pachnącą zawartość w takiej buteleczce, niż flakon niczym dzieło sztuki z marnym wnętrzem. A Femme wnętrzem swym zaskoczyło mnie i to na duży plus.

Pojemność flakonu: 50 ml, obecna cena promocyjna: 57,99 zł (cena regularna: 76,00 zł).

Jakie wrażenia wywołuje we mnie Femme?
W pierwszym momencie aplikacji wody na skórę czuję przede wszystkim aromat nagrzanej w słońcu skórki i soku przed chwilą przekrojonego, słodkiego czerwonego grejpfruta, które swobodnie mieszają się z zapachem płatków fiołka. Połączenie dość ostre i przez sekundę świdrujące w nosie, ale całkiem udane. Owoc powoduje, że Femme przypomina letniego, cytrusowego drinka, natomiast kwiat nadaje świeżości, jakby ktoś udekorował szklankę zielonymi, soczystymi gałązkami. Nie udaje mi się jednak wyłapać poza tą dwójką śliwki. Może stanowi udane tło dla owocowo – roślinnego duetu? Ja w każdym razie nie potrafię tej nuty wyodrębnić i, szczerze mówiąc, nie zawracam sobie nią głowy. Ważne, że całość ze sobą gra.
Po kilkunastu minutach ostre cytrusowo – kwiatowe zestawienie ustępuje łagodniejszym, choć dominującym przez kolejne godziny noszenia Femme nutom magnolii, jaśminu i orchidei. Szczególnie ta druga jest przez mój nos mocno wyczuwalna, co bardzo mnie cieszy, ponieważ zapach ten jest bliski memu sercu i zawsze wywołuje wspaniałe wspomnienia za sprawą drzewka jaśminowego kwitnącego blisko domu moich dziadków, w którym wychowywałam się przez pierwsze cztery lata swojego życia. Co w końcu może być milszego niż wspomnienie cudownego dzieciństwa? :) I jak dobrze, że jaśmin pobrzmiewa do końca i tak gładko łączy się z ciepłym, otulającym piżmem, które wprost uwielbiam w perfumach, oraz słodką, aromatyczną brzoskwinią.

Intensywny początek, który w Femme nieco mnie odurzył świeżością zielonych liści, płatków fiołka oraz ilością musujących bąbelków z grejpfrutowego drinka, ku memu zaskoczeniu, ewoluował w zapach kobiecy, ciepły i bardzo zmysłowy. Najbardziej zachwyca mnie właśnie końcówka, która trzyma się blisko ciała, nie jest nachalna ani też nie znika po chwili ze skóry. W Femme niespodziewanie odnalazłam cząstkę siebie i to uważam za ich największą zaletę.

Dajcie znać, jakie zapachy w Was wywołują wspomnienie dzieciństwa. Czy odnajdujecie je w perfumach, które używacie obecnie? Czym kierujecie się wybierając zapach dla siebie?

Na doby i smakowity początek weekendu

sobota, Wrzesień 20th, 2014

Dziś zjemy lekko, ale też smakowicie. Nie napracujemy się też zbytnio. W słowach trzech: łatwo, szybko, pyszno! ;-)  

PIRAMIDKI BAKŁAŻANOWE

Potrzebujemy:
- bakłażany
- awokado
- pomidory
- ser kozi
- ulubione zioła (np. tymianek, bazylia, rozmaryn)
- ocet balsamiczny
- cytryna (sok z tejże)
- sól, pieprz

Na jedną piramidkę potrzeba po 2-3 plasterki wszystkiego. 2 bakłażany, 4 duże pomidory, 2 awokado, 300 g sera – powinno wystarczyć na blachę piramidek.

Bakłażana kroimy w krążki grubości około 1 cm. Smarujemy je oliwą z posiekanymi drobno ziołami, solimy, pieprzymy i pakujemy do piekarnika na 15-20 min, w 180 stopni, żeby nam nieco zmiękły. Kontrolujemy proces patyczkiem, jak będą miękkie – wyciągamy.

Pomidory kroimy na podobne krążki, co bakłażany, ser w plasterki, awokado – jak się nam uda ;-) Awokado skrapiamy cytryną.

Układamy wszystko – jedno na drugim, omaszczając nieco oliwą z ziołami. Wbijamy patyczek szaszłykowy dla podtrzymania formy i treści. Po czym podpiekamy znów 10-15 min (do rozpuszczenia sera).

Po wyjęciu z piekarnika – na talerzu polewamy octem balsamicznym. Układamy rukolę.

Smacznego!

Agata Żyto

Zapach, w którym odnalazłam siebie | Woda perfumowana Femme Avon

piątek, Wrzesień 19th, 2014

Zawsze, gdy zasiadam do napisania recenzji perfum, dochodzę do wniosku, że umiejętność ciekawego opowiadania o zapachach to prawdziwy dar i jednocześnie sztuka. Uważam też, że po części można się tego nauczyć poprzez ćwiczenia, dlatego nie poddaję się i popełniam dziś kolejny wpis, tym razem o zamkniętej w diamentowym flakoniku wodzie perfumowanej Femme od Avon, która wbrew pozorom nie przywiodła mych myśli ku elegancji i luksusowi a… ku mojemu dzieciństwu. :)

Decydujecie się czasem na zakup perfum opierając swój wybór jedynie na informacjach o nutach zapachowych? Tak całkowicie w ciemno, bez wcześniejszego sprawdzenia jak wypadnie na skórze, bez noszenia go na sobie przez kilka godzin? Mnie zdarza się to niezwykle rzadko, a to dlatego, że zazwyczaj celuję w zapachy, które są dostępne od ręki w perfumeriach lub drogeriach. Czasem jednak opis nut wyda mi się na tyle interesujący, że jestem skłonna zaryzykować.

Gdy otrzymałam propozycję wypróbowania jednej z wód Avon, chwilę zastanowiłam się właśnie ze względu na brak możliwości wcześniejszego powąchania ich (nie posiadałam w danym momencie katalogu marki – http://www.avonline.pl/avon-katalog-online). Zapoznałam się jednak z nutami i stwierdziłam, że w wodzie perfumowanej Femme w większości pokrywają się one z moimi preferencjami i wcześniejszymi wyborami.
Wg Avon woda perfumowana Femme ma sprawić, że poczujemy się jak gwiazda każdego dnia. Gdziekolwiek jesteśmy, oczy wszystkich skierowane są na nas. A to wszystko dzięki zachwycającemu, musującemu świeżością grejpfrutowi, który połączony został z wytworną magnolią i ciepłym drewnem bursztynowym. Kategoria zapachu: kwiatowo – owocowa – piżmowa. Wodę reklamuje aktorka Weronika Rosati oraz hasło: Kwintesencja elegancji i kobiecości.
Nuty zapachowe:
nuta głowy: różowy grejpfrut, śliwka, fiołek
nuta serca: płatki jaśminu, dzika orchidea, magnolia
nuta bazy: bursztyn, brzoskwiniowa skórka, nuty leśne, piżmo

Na początek kilka zdań o samym flakonie, ważnym elemencie perfum jako całości. Ponieważ lubię spoglądać na buteleczki stojące na toaletce, nie ukrywam, że opakowanie jest dla mnie rzeczą istotną. Lubię butelki ciężkie, dobrze leżące w dłoni, ciekawie oszlifowane, o interesującym projekcie. W przypadku Femme jest ładnie, ale chyba dość banalnie. Forma flakonu stylizowana na wzór diamentu, który ma kojarzyć się z wytworną elegancją, kobiecością i luksusem, tak naprawdę mnie kojarzy się z perfumami dla małej księżniczki, niekoniecznie pełnoletniej. Całość pogrąża plastikowy korek. No cóż, wolę przyjemnie pachnącą zawartość w takiej buteleczce, niż flakon niczym dzieło sztuki z marnym wnętrzem. A Femme wnętrzem swym zaskoczyło mnie i to na duży plus.

Pojemność flakonu: 50 ml, obecna cena promocyjna: 57,99 zł (cena regularna: 76,00 zł).

Jakie wrażenia wywołuje we mnie Femme?
W pierwszym momencie aplikacji wody na skórę czuję przede wszystkim aromat nagrzanej w słońcu skórki i soku przed chwilą przekrojonego, słodkiego czerwonego grejpfruta, które swobodnie mieszają się z zapachem płatków fiołka. Połączenie dość ostre i przez sekundę świdrujące w nosie, ale całkiem udane. Owoc powoduje, że Femme przypomina letniego, cytrusowego drinka, natomiast kwiat nadaje świeżości, jakby ktoś udekorował szklankę zielonymi, soczystymi gałązkami. Nie udaje mi się jednak wyłapać poza tą dwójką śliwki. Może stanowi udane tło dla owocowo – roślinnego duetu? Ja w każdym razie nie potrafię tej nuty wyodrębnić i, szczerze mówiąc, nie zawracam sobie nią głowy. Ważne, że całość ze sobą gra.
Po kilkunastu minutach ostre cytrusowo – kwiatowe zestawienie ustępuje łagodniejszym, choć dominującym przez kolejne godziny noszenia Femme nutom magnolii, jaśminu i orchidei. Szczególnie ta druga jest przez mój nos mocno wyczuwalna, co bardzo mnie cieszy, ponieważ zapach ten jest bliski memu sercu i zawsze wywołuje wspaniałe wspomnienia za sprawą drzewka jaśminowego kwitnącego blisko domu moich dziadków, w którym wychowywałam się przez pierwsze cztery lata swojego życia. Co w końcu może być milszego niż wspomnienie cudownego dzieciństwa? :) I jak dobrze, że jaśmin pobrzmiewa do końca i tak gładko łączy się z ciepłym, otulającym piżmem, które wprost uwielbiam w perfumach, oraz słodką, aromatyczną brzoskwinią.

Intensywny początek, który w Femme nieco mnie odurzył świeżością zielonych liści, płatków fiołka oraz ilością musujących bąbelków z grejpfrutowego drinka, ku memu zaskoczeniu, ewoluował w zapach kobiecy, ciepły i bardzo zmysłowy. Najbardziej zachwyca mnie właśnie końcówka, która trzyma się blisko ciała, nie jest nachalna ani też nie znika po chwili ze skóry. W Femme niespodziewanie odnalazłam cząstkę siebie i to uważam za ich największą zaletę.

Dajcie znać, jakie zapachy w Was wywołują wspomnienie dzieciństwa. Czy odnajdujecie je w perfumach, które używacie obecnie? Czym kierujecie się wybierając zapach dla siebie?

  • Najnowsze wpisy

  • Najnowsze komentarze

    • Archiwa

    • Kategorie

    • Meta