Jeśli jesteś właścicielem tej strony, możesz wyłączyć reklamę poniżej zmieniając pakiet na PRO lub VIP w panelu naszego hostingu już od 4zł!
Strony WWWSerwery VPSDomenyHostingDarmowy Hosting CBA.pl

Darmowe probki kosmetykow

» 2014 » Sierpień Polowanie na promocje Upoluj co tylko chcesz: konkursy, darmowe próbki, testowanie produktów Konkursy Promocje

Szukaj

Archive for Sierpień, 2014

Pyszne wspomnienie dzieciństwa

sobota, Sierpień 30th, 2014

Wydawało Wam się zawsze, że ciasto drożdżowe jest najtrudniejszym ciastem do wykonania? Pewnie tak. Ja także długo wzbraniałam się przed upieczeniem drożdżowca. Do pierwszego podejścia;-) Bo okazało się, że nie taki diabeł straszny… Trzeba tylko upiec go z sercem i nieśpiesznie. Jeśli będziecie przestrzegać tych dwóch zasad, Wasze ciasta będą Wam rosły…. jak na drożdżach;-) I uwierzycie, że w przygotowaniu chałek, bułeczek, pączków i drożdżowych z owocami można się zakochać. W ich konsystencji, zapachu, no i smaku. A na pierwszy ogień niech pójdzie placek z królową jesieni, czyli ze śliwką!
 
Składniki:
1/2 kg mąki
5 dag drożdży (pół paczki)
2-3 żółtka
20 dag cukru
10 dag masła (pół paczki)
szczypta soli
3/4 kg śliwek
na lukier:
1/2 cytryny
10 łyżeczek cukru pudru
 
Wykonanie:
Rozrabiamy mleko i drożdże z 2 łyżeczkami cukru i odrobiną mąki, tak, aby zaczyn miał konsystencję gęstej śmietany. Odstawiamy pod ściereczką, do wyrośnięcia w ciepłe i spokojne miejsce. Gotowy zaczyn rozpoznajemy po tym, że przynajmniej 2x zwiększył swoją objętość. 

Miksujemy żółtka i cukier na gładką masę. Roztapiamy masło w rondelku i odstawiamy do lekkiego schłodzenia. 
Łączymy mąkę ze szczyptą soli z masą jajeczną i  wyrośniętym zakwasem. Trochę zagniatamy i dolewamy roztopione masło . Wyrabiamy ciasto, aż będzie jednorodne i lśniące. Odstawiamy ciasto pod ściereczkę do wyrośnięcia.

Po 30 minutach delikatnie przekładamy ciasto do właściwej formy wyłożonej papierem do pieczenia (średnia prostokątna blacha) i układamy na nim połówki śliwek brzuszkiem do dołu (do ciasta). Jeszcze raz odstawiamy na 30 minut i po upływie tego czasu pieczemy 20 minut w piekarniku rozgrzanym do 140 stopni, a na następne przez 20-25 minut pieczemy zwiększając temperaturę do 180 stopni.

Gdy ciasto jest upieczone (sprawdzamy patyczkiem, czy nie jest surowe) jeszcze przez chwilę dajemy mu „odpocząć” w piekarniku, po czym wyjmujemy i studzimy. Ostygnięte ciasto smarujemy lukrem przygotowanym z soku wyciśniętego z połowy cytryny i 10 łyżeczek cukru pudru (po wymieszaniu składników lukier powinien być biały i gęsty).
Następnie szybciutko kroimy dla siebie chociaż jeden kawałek, bo reszta znika w ekspresowym tempie;-)
 
Smacznego!
 
Agata Żyto

O opatrunkach w tubce: Cicaplast, Cicaplast Baume B5, krem osłaniająco – kojący Himalaya

piątek, Sierpień 29th, 2014

Kryzysy mojej skórze są nieobce, dlatego zawsze staram się mieć pod ręką preparaty, które pomogą szybko i skutecznie dolegliwości zażegnać. Nie są to produkty z kategorii kosmetyków, bo próżno szukać ich na półkach drogerii, ale z powodzeniem można korzystać z zasobów aptek. O czym dokładnie mowa? A o opatrunkach w tubce, czyli regenerującym Cicaplast i Cicaplast Baume B5 oraz antyseptycznym kremie kojąco – osłaniającym Himalaya.
Cała trójka to preparaty wielofunkcyjne, przeznaczone do regeneracji naskórka podrażnionego przez różne czynniki. Od niegroźnych poparzeń, przez reakcje alergiczne i choroby skóry, kończąc na skutkach zabiegów kosmetycznych.


Cicaplast
Przyśpiesza regenerację naskórka chroniąc go niczym plaster. Wskazany do stosowania na zmiany skórne, skórę podrażnioną, popękaną i po zabiegach chirurgicznych. Posiada potrójne działanie: regeneruje naskórek dzięki obecności kompleksu minerałów miedzi/cynku/manganu, który aktywuje produkcję nowych komórek oraz madekasozydu, który sprzyja właściwej organizacji nowo powstałych komórek oraz wytwarzaniu równomiernej powierzchni; działanie antybakteryjne zawarty w preparacie glukonian cynku ogranicza namnażanie się mikroorganizmów a medekasozyd redukuje liczbę mikroorganizmów osiadających na skórze; działanie ochronne dzięki oddzielaniu rany od środowiska zewnętrznego.

Skład: Aqua, Glycerincyclopentasiloxane, Cyclohexasiloxane, Dimethicone, Dimethiconol Behenate, Sodium Citrate, Peg/Ppg-18/18 Dimethicone, Panthenol, Zinc Gluconate, Madecassoside, Dimethiconol, Manganese Gluconate, Sodium, Hyaluronate, Disodium Edta, Copper Gluconate, Citric Acid, Polysorbate 20, Capryl Glycol / Caprylyl Glycol, Methylparaben.
Cicaplast był pierwszym preparatem, w których pokładałam nadzieje wyleczenia pozostałości po trądziku oraz podrażnień i przesuszenia skóry po źle dobranym kosmetyku. Lekka, nie posiadająca zapachu, szybko wchłaniająca się, bezbarwna maść okazała się idealna zarówno do stosowania pod makijaż jak i na noc. Jego działanie określiłabym jak nawilżające, lekko  natłuszczające, kojące i przede wszystkim regenerujące. W ciągu 2-3 dni doprowadza potrądzikowe ranki do stanu zagojenia, a wysuszoną cerę wygładza i zmiękcza. Jego właściwości pielęgnujące sprawiają, że nierzadko aplikuję go w roli bazy pod makijaż, gdy zależy mi na długotrwałym efekcie nawilżenia skóry.
Pojemność: 40 ml, cena: 39 – 56 zł (apteki i aukcje internetowe).
Cicaplast Baume B5
Balsam, który koi i jednocześnie regeneruje skórę. Silnie odżywcza konsystencja, nietłusty efekt końcowy, bez białych smug. Zwalcza pieczenie oraz wzbogacona jest w czynniki antybakteryjne. Można ją nakładać jak okład, by uzyskać efekt otulający. Formuła bez parabenów, lanoliny, dostosowana do skóry niemowląt.
Skład: Aqua, Hydrogenated Polyisobutene, Dimethicone, Glycerin, Shea Butter, Panthenol, Butylene Glycol, Aluminum Starch Octenylsuccinate, Propanediol, Cetyl Peg/Ppg-10/1 Dimethicone, Tristearin, Zinc Gluconate, Madecassoside, Manganese Gluconate, Magnesium Sulfate, Disodium Edta, Copper Gluconate, Acetylated Glycol Stearate,  Polyglyceryl-4 Isostearate, Sodium Benzoate,  Phenoxyethanol, Chlorhexidine Digluconate,  CI 77891 / Titanium Dioxide.
Cicaplast Baume B5 został wypuszczony na rynek stosunkowo niedawno. Kupiłam go z czystej ciekawości, żeby sprawdzić, czym różni się od starszego brata. Poza formułą, która w Baume B5 przypomina bardziej krem, działanie pozostało bez zmian: regeneruje, nawilża, koi podrażnienia, zmiękcza skórę. Bardziej skoncentrowana, otulająca, choć niezbyt tłusta konsystencja sprawia, że częściej sięgam po ten preparat, gdy potrzebuję ukojenia innych stref niż twarz. Sprawdza się, na przykład, w drobnych poparzeniach, reakcjach alergicznych na detergent (u mnie to zazwyczaj mydło w płynie), skutkujących swędzeniem i suchością skóry czy po depilacji.
Pojemność: 40 ml, cena: 17 – 26 zł (apteki i aukcje internetowe).
Krem kojąco – osłaniający Himalaya (Multipurpose Cream)
Naturalny środek pomocniczy stosowany w leczeniu zranień, skaleczeń, drobnych oparzeń, ran, różnego rodzaju wysypek, grzybiczych infekcji skórnych. Krem zawierający wyciąg z aloesu ma silne właściwości antybakteryjne i przeciwgrzybiczne. Zawiera także tlenek cynku, który przyspiesza gojenie się ran. Indyjska marzanna i niepokalanek pięciolistny mają właściwości antyseptyczne, wspomagają leczenie skaleczeń.
Skład: Aloe Vera, Vitex Negundo, Prunus Amygdalus, Rubia Cordifolia, Tankana, Tashad Bhasma, Aqua, Propylene Glycol, Glyceryl Stearate, Cetyl Palmitate, Liquid Paraffin, Cetyl Alcohol, Stearic Acid, Polyoxylated Alcohol, Dimethicone, Glyceryl Stearate, PEG-100 Stearate, Fragrance, Methylparaben, 2-Bromo-2nitropropane-1,3-Diol, Propylparaben.
Ostatnim preparatem, który warto mieć pod ręką jest wielofunkcyjny krem Himalaya. Wielofunkcyjny, bo poza regeneracją naskórka posiada także właściwości lecznicze: antybakteryjne i przeciwgrzybiczne. Maść stosuję nieco inaczej niż Cicaplast. Nie jako plaster na już istniejącą rankę, który ma za zadanie ukoić podrażnioną skórę, lecz w roli kremu leczącego zmiany trądzikowe kompleksowo: od pojawienia się bolącej diody ;) po stan uspokojenia i całkowitego zagojenia. Krem za sprawą gęstej, zwartej konsystencji i faktu, że zastyga po aplikacji jest wygodny w użytkowaniu (nic z twarzy nie spływa). Poza tym jego plusem jest beżowy kolor, który stapia się z cerą i można bez obaw pokazać się z nim na twarzy domownikom czy listonoszowi ;) Jedyną rzeczą, która nieco mnie w nim drażni, choć można się do niej oczywiście przyzwyczaić, jest zapach kremu. Przypomina mi stare babcine kosmetyki albo zapach sklepu indyjskiego.Jest to jednak cecha do przeskoczenia. Najważniejsze jest w końcu działanie.
Pojemność: 20 g, cena: od 4 do 6 zł (doz.pl lub aukcje internetowe).

Jestem ciekawa Waszych doświadczeń z tego typu preparatami. Jak radzicie sobie w przypadku bardzo przesuszonej czy podrażnionej skóry? Dajcie znać, czy stosowałyście któryś z wymienionych. A może znacie inne warte uwagi kremy czy maści regenerujące naskórek? :)

O opatrunkach w tubce: Cicaplast, Cicaplast Baume B5, krem osłaniająco – kojący Himalaya

czwartek, Sierpień 28th, 2014

Kryzysy mojej skórze są nieobce, dlatego zawsze staram się mieć pod ręką preparaty, które pomogą szybko i skutecznie dolegliwości zażegnać. Nie są to produkty z kategorii kosmetyków, bo próżno szukać ich na półkach drogerii, ale z powodzeniem można korzystać z zasobów aptek. O czym dokładnie mowa? A o opatrunkach w tubce, czyli regenerującym Cicaplast i Cicaplast Baume B5 oraz antyseptycznym kremie kojąco – osłaniającym Himalaya.
Cała trójka to preparaty wielofunkcyjne, przeznaczone do regeneracji naskórka podrażnionego przez różne czynniki. Od niegroźnych poparzeń, przez reakcje alergiczne i choroby skóry, kończąc na skutkach zabiegów kosmetycznych.


Cicaplast
Przyśpiesza regenerację naskórka chroniąc go niczym plaster. Wskazany do stosowania na zmiany skórne, skórę podrażnioną, popękaną i po zabiegach chirurgicznych. Posiada potrójne działanie: regeneruje naskórek dzięki obecności kompleksu minerałów miedzi/cynku/manganu, który aktywuje produkcję nowych komórek oraz madekasozydu, który sprzyja właściwej organizacji nowo powstałych komórek oraz wytwarzaniu równomiernej powierzchni; działanie antybakteryjne zawarty w preparacie glukonian cynku ogranicza namnażanie się mikroorganizmów a medekasozyd redukuje liczbę mikroorganizmów osiadających na skórze; działanie ochronne dzięki oddzielaniu rany od środowiska zewnętrznego.

Skład: Aqua, Glycerincyclopentasiloxane, Cyclohexasiloxane, Dimethicone, Dimethiconol Behenate, Sodium Citrate, Peg/Ppg-18/18 Dimethicone, Panthenol, Zinc Gluconate, Madecassoside, Dimethiconol, Manganese Gluconate, Sodium, Hyaluronate, Disodium Edta, Copper Gluconate, Citric Acid, Polysorbate 20, Capryl Glycol / Caprylyl Glycol, Methylparaben.
Cicaplast był pierwszym preparatem, w których pokładałam nadzieje wyleczenia pozostałości po trądziku oraz podrażnień i przesuszenia skóry po źle dobranym kosmetyku. Lekka, nie posiadająca zapachu, szybko wchłaniająca się, bezbarwna maść okazała się idealna zarówno do stosowania pod makijaż jak i na noc. Jego działanie określiłabym jak nawilżające, lekko  natłuszczające, kojące i przede wszystkim regenerujące. W ciągu 2-3 dni doprowadza potrądzikowe ranki do stanu zagojenia, a wysuszoną cerę wygładza i zmiękcza. Jego właściwości pielęgnujące sprawiają, że nierzadko aplikuję go w roli bazy pod makijaż, gdy zależy mi na długotrwałym efekcie nawilżenia skóry.
Pojemność: 40 ml, cena: 39 – 56 zł (apteki i aukcje internetowe).
Cicaplast Baume B5
Balsam, który koi i jednocześnie regeneruje skórę. Silnie odżywcza konsystencja, nietłusty efekt końcowy, bez białych smug. Zwalcza pieczenie oraz wzbogacona jest w czynniki antybakteryjne. Można ją nakładać jak okład, by uzyskać efekt otulający. Formuła bez parabenów, lanoliny, dostosowana do skóry niemowląt.
Skład: Aqua, Hydrogenated Polyisobutene, Dimethicone, Glycerin, Shea Butter, Panthenol, Butylene Glycol, Aluminum Starch Octenylsuccinate, Propanediol, Cetyl Peg/Ppg-10/1 Dimethicone, Tristearin, Zinc Gluconate, Madecassoside, Manganese Gluconate, Magnesium Sulfate, Disodium Edta, Copper Gluconate, Acetylated Glycol Stearate,  Polyglyceryl-4 Isostearate, Sodium Benzoate,  Phenoxyethanol, Chlorhexidine Digluconate,  CI 77891 / Titanium Dioxide.
Cicaplast Baume B5 został wypuszczony na rynek stosunkowo niedawno. Kupiłam go z czystej ciekawości, żeby sprawdzić, czym różni się od starszego brata. Poza formułą, która w Baume B5 przypomina bardziej krem, działanie pozostało bez zmian: regeneruje, nawilża, koi podrażnienia, zmiękcza skórę. Bardziej skoncentrowana, otulająca, choć niezbyt tłusta konsystencja sprawia, że częściej sięgam po ten preparat, gdy potrzebuję ukojenia innych stref niż twarz. Sprawdza się, na przykład, w drobnych poparzeniach, reakcjach alergicznych na detergent (u mnie to zazwyczaj mydło w płynie), skutkujących swędzeniem i suchością skóry czy po depilacji.
Pojemność: 40 ml, cena: 17 – 26 zł (apteki i aukcje internetowe).
Krem kojąco – osłaniający Himalaya (Multipurpose Cream)
Naturalny środek pomocniczy stosowany w leczeniu zranień, skaleczeń, drobnych oparzeń, ran, różnego rodzaju wysypek, grzybiczych infekcji skórnych. Krem zawierający wyciąg z aloesu ma silne właściwości antybakteryjne i przeciwgrzybiczne. Zawiera także tlenek cynku, który przyspiesza gojenie się ran. Indyjska marzanna i niepokalanek pięciolistny mają właściwości antyseptyczne, wspomagają leczenie skaleczeń.
Skład: Aloe Vera, Vitex Negundo, Prunus Amygdalus, Rubia Cordifolia, Tankana, Tashad Bhasma, Aqua, Propylene Glycol, Glyceryl Stearate, Cetyl Palmitate, Liquid Paraffin, Cetyl Alcohol, Stearic Acid, Polyoxylated Alcohol, Dimethicone, Glyceryl Stearate, PEG-100 Stearate, Fragrance, Methylparaben, 2-Bromo-2nitropropane-1,3-Diol, Propylparaben.
Ostatnim preparatem, który warto mieć pod ręką jest wielofunkcyjny krem Himalaya. Wielofunkcyjny, bo poza regeneracją naskórka posiada także właściwości lecznicze: antybakteryjne i przeciwgrzybiczne. Maść stosuję nieco inaczej niż Cicaplast. Nie jako plaster na już istniejącą rankę, który ma za zadanie ukoić podrażnioną skórę, lecz w roli kremu leczącego zmiany trądzikowe kompleksowo: od pojawienia się bolącej diody ;) po stan uspokojenia i całkowitego zagojenia. Krem za sprawą gęstej, zwartej konsystencji i faktu, że zastyga po aplikacji jest wygodny w użytkowaniu (nic z twarzy nie spływa). Poza tym jego plusem jest beżowy kolor, który stapia się z cerą i można bez obaw pokazać się z nim na twarzy domownikom czy listonoszowi ;) Jedyną rzeczą, która nieco mnie w nim drażni, choć można się do niej oczywiście przyzwyczaić, jest zapach kremu. Przypomina mi stare babcine kosmetyki albo zapach sklepu indyjskiego.Jest to jednak cecha do przeskoczenia. Najważniejsze jest w końcu działanie.
Pojemność: 20 g, cena: od 4 do 6 zł (doz.pl lub aukcje internetowe).

Jestem ciekawa Waszych doświadczeń z tego typu preparatami. Jak radzicie sobie w przypadku bardzo przesuszonej czy podrażnionej skóry? Dajcie znać, czy stosowałyście któryś z wymienionych. A może znacie inne warte uwagi kremy czy maści regenerujące naskórek? :)

Pilates – na dobry początek.

środa, Sierpień 27th, 2014

Dlaczego na pilates jest dobry na początek? Bo ma za zadanie rozciągnąć, uelastycznić i wzmocnić wszystkie mięśnie ciała. To dobry punkt wyjścia, przed bardziej obciążającymi zajęciami. Wspominaliśmy już o tym w artykule o odpowiednim przygotowaniu ciała do wysiłku: http://naturalnyblog.pl/zdrowy-ruch-przygotuj-swoje-cialo-do-wysilku/

Jest też bardzo dobrym uzupełnieniem aktywnych treningów. Warto więc znaleźć czas na te ćwiczenia, choć raz w tygodniu.

Kto wymyślił pilates?

Joseph Pilates, źródło: greenwoodathleticclub.com

Joseph Pilates - urodził się w 1883 r. w Niemczech i był bardzo chorowitym dzieckiem. Miał astmę i krzywicę, jednak znalazł w sobie siłę na walkę z przeciwnościami losu. Uprawiał kulturystykę i gimnastykę – z tak rewelacyjnymi skutkami, że w wieku 14 lat został modelem dla twórców rysunków anatomicznych! Prowadził bardzo sportowy tryb życia. Jeździł na nartach, nurkował, regularnie gimnastykował. 

Podczas I wojny światowej, pracował jako sanitariusz i stykał się z wieloma pacjentami niesprawnymi ruchowo. Pilates konstruował dla nich sprzęt rehabilitacyjny według własnych koncepcji. Opracowywał też zestawy ćwiczeń i obserwował postępy.

Po wojnie jego metody zaczęły cieszyć się uznaniem. Szczególne zainteresowanie wzbudzały wśród tancerzy. W 1926 r. Pilates przeniósł się do USA, gdzie, wraz z żoną, otworzył pierwszy zakład gimnastyki, w tym samym budynku, w którym mieścił się „New York City Ballet”.

Małżonkowie stale rozwijali metodę ćwiczeń. Joseph Pilates pracował nad nią aż do śmierci w 1967 r. On i jego żona Klara, wykształcili swoich następców, którzy propagowali metodę w wielu krajach. 

Metoda Pilatesa zdobyła popularność nie tylko w Niemczech czy w USA, obecnie jest już zjawiskiem ogólnoświatowym. Korzystają z niej specjaliści – osteopaci, fizjoterapeuci, chirurdzy, kręgarze. Przy odpowiedniej adaptacji, można ją stosować na wszystkich poziomach sprawności ruchowej. (źródło: wikipedia org.

Dla kogo pilates będzie dobrym rozwiązaniem?

  • Dla pragnących wzmocnienia całego ciała – przychodzi czasem taki moment, że nie czujemy się dobrze sami ze sobą, brak nam sił, jesteśmy apatyczni lub ciągle zmęczeni. Nasze ciało domaga się aktywności. Pilates wzmocni niemal wszystkie mięśnie, a szczególnie mięśnie brzucha, nad którymi często bolejemy…
  • Dla uskarżających się na bóle pleców – przywraca siłę mięśniom podtrzymującym i stabilizującym kręgosłup. Przy siedzącym i nieruchliwym trybie życia większości z nas – to zbawienne.
  • Dla rozkojarzonych ;-) – poprawia koordynacje ruchową, postawę ciała, koncentrację (uczy precyzyjności ruchów i dokładnej obserwacji reakcji naszego ciała) 
  • Dla zestresowanych – wycisza i zmniejsza stres. Po sesji ćwiczeń, nie czujemy się zmęczeni, a raczej napełnieni pozytywną energią. Jeśli wykonujemy je dokładnie, z pewnością uda nam się usunąć napięcie kumulujące się w kręgosłupie, pasie barkowym i karku. (źródło:wformie24.poradnikzdrowie.pl)
  • Dla tych, którzy zastanawiają się od czego rozpocząć trening – gdy stoją zagubieni przed planem zajęć fitness clubu. TBC, ABT, fat burning, zumba? Tymczasem pilates doskonale wprowadza w cały świat fitnessu. 

Pilates nadaje się dla każdego. Ćwiczenia wykonywane są bardzo powoli i powtarzane po kilkanaście razy. Poradzą sobie z tym nawet osoby po ciężkich urazach. Polecany jest też kobietom w ciąży, jako bezpieczna, spokojna, ale jednocześnie owocna forma ruchu.

Pilates jest dobry w każdym wieku i dla każdego. Polubiły go gwiazdy, takie jak Madonna, Jennifer Aniston, czy Kate Hudson. 

Wystarczy motywacja do regularnych ćwiczeń oraz odpowiednie ich wykonywanie, aby ciało odwdzięczyło się lepszą postawą, elastycznością, siłą, a umysł uwolnił od stresu. Warto rozpocząć przygodę z pilatesem pod okiem instruktora. Nawet jeśli uczestniczymy w grupowych zajęciach, doświadczony prowadzący szybko zauważy, jeśli ktoś wykonuje ćwiczenia nieprawidłowo. Pomoże odpowiednio ustawić ciało. Po serii zajęć, zwiększy nam się jego świadomość, staniemy się bardziej samodzielni i z pewnością zauważymy pierwsze efekty naszych działań!
 
Marta Ziubińska
 

PAT&RUB partnerem PZU Festiwalu Biegowego

wtorek, Sierpień 26th, 2014

Festiwal Biegów to jedno z największych wydarzeń sportowych dla rodzin w Polsce. Skierowany jest zarówno do amatorów,  jak i zawodowych biegaczy, a jego ideą jest połączenie aktywności fizycznej z rywalizacją sportową. W sezonie 2013-2014,   odbędzie się ponad 50 biegów rozgrywanych w całej Polsce. Na zwycięzców poszczególnych klasyfikacji w kategorii kobiet i mężczyzn czekają bardzo atrakcyjne nagrody finansowe i rzeczowe. Zawodnicy rywalizują w trzech klasyfikacjach: „Najlepszy Maratończyk”, „Najlepszy Góral” i „Najlepszy Biegacz 5-10-15″. Zwycięzcy klasyfikacji zostaną wyłonieni podczas biegów  finałowych w Krynicy-Zdrój w dniach od 5 do 7 września 2014 roku

Program PZU Festiwalu Biegowego Krynica-Muszyna 5-7 września 2014

piątek (05 Wrzesień)
Godzina  
12:00 Bieg Małopolski – eliminacje
14:00 Bieg Małopolski – finały
15:00 Krynicka Mila – eliminacje
17:00 Bieg na dystansie 15 km
17:10 Bieg Przebierańców
17:20 Sztafeta Deptaka
19:15 Krynicka Mila – finały
22:00 Bieg Nocny – dystans 5 km

 

sobota (06 Wrzesień)
Godzina  
3:00 Bieg 7 Dolin – ultramaraton na dystansie 100 km
3:10 Ultramaraton na dystansie 66 km
3:20 Bieg górski na dystansie 36 km
8:30 III Górskie Mistrzostwa Polski w Nordic Walking
10:00 Bieg Kobiet
10:30 MTB na Górze Parkowej
12:00 Życiowa Dziesiątka
12:30 II Ogólnopolski Marsz Nordic Walking dla Pacjentów „Przegoń zawał”
15:00 Bieg na Jaworzynę
16:00 Biegi Deptaka dla dzieci
18:00 Minimaraton

niedziela (07 Wrzesień)
Godzina  
8:30 Koral Maraton
8:30 Półmaraton
8:35 Sztafeta Maratońska
14:00 Bieg na dystansie 1km
 
Jednym, z legendarnych już biegów podczas Festiwalu, jest Bieg 7 Dolin, ultramaraton na dystansie 100 km – do przebiegnięcia w limicie czasu 17 godzin. Bieg rozgrywany jest w randze Mistrzostw Polski w Biegach Górskich. Trudna trasa, wyznaczona w Beskidzie Sądeckim, jest górzysta i pełna podbiegów i zbiegów. Przewyższenia na trasie to +/- 4500 m!
 
Ale nic w tym dziwnego, skoro ten bieg  będzie też eliminacją do najsłynniejszego na świecie ultramaratonu Ultra-Trail du Mont-Blanc. Osiągając w limicie metę w Krynicy-Zdroju, można jednocześnie uzyskać 3 punkty kwalifikacyjne do UTMB.
 
Pobiegną więc najlepsi zawodnicy w biegach górskich w Polsce. Jednak różnorodność Festiwalu zapewnia możliwość zmierzenia się ze swoimi możliwościami biegaczom na wszystkich stopniach zaawansowania! Chodzi przecież nie tylko o kibicowanie czołówce, ale też o wielkie święto biegania dla wszystkich. O budowanie przekonania, że można to zacząć robić zawsze, w każdym wieku i w każdych okolicznościach.
 
Konkurencją wartą uwagi, a jeszcze bardziej uczestnictwa, jest Bieg Przebierańców. Dystans 600 m na pewno nie zmęczy, nawet w przypadku biegu w krynolinie, czy stroju dinozaura ;-) I to właśnie orginalność przebrania, nie wynik czasowy, będzie punktowana!
 
Bieg Kobiet, skierowany jest do pań w każdym wieku. Jego celem jest połączenie sił wszystkich kobiet w promowaniu zdrowego i aktywnego trybu życia!
 
Będą też specjalne biegi dla najmłodszych, imprezy towarzyszące, koncerty. Warto pojawić się w Krynicy w pierwszy wrześniowy weekend i poczuć niesamowitą energię kilku tysięcy biegaczy!
 
Jak zarejestrować się  na biegi?
 
Wszelkie informacje na temat PZU Festiwalu Biegowego w Krynicy znajdziecie na jego stronie internetowej: http://www.festiwalbiegowy.pl
 
Tam też można się zarejestrować. Można też kliknąć TUTAJ.
 
By wziąć udział w biegu, należy wykupić pakiet startowy. Jest jednak kilka biegów bezpłatnych:
 
Bieg Kobiet
Bieg Przebierańców
Bieg na dystansie Mili
Bieg na dystansie 1 km
 
 
UWAGA! KONKURS! Wygraj pakiet startowy na dowolny bieg, odpowiadając na pytanie:
„Na jakim dystansie pobiegną Panie w Biegu Kobiet, który wystartuje 6.09 (sobota) o 10:00?”
 
Pierwsze 5 osób, które odpowiedzą na to pytanie, otrzyma od PAT&RUB pakiet startowy i tym samym możliwość startu w wybranym przez siebie biegu podczas PZU Festiwalu Biegowego Krynica-Muszyna 5-7.09.2014 r. Odpowiedzi prosimy wpisywać poniżej, jako komentarz do tego posta.
 
Czekamy! ;-)
 
Zdjęcia wykorzystane w artykule pochodzą ze strony http://www.festiwalbiegowy.pl.
 

 

Urzekające ekoAromaty do wnętrz od PAT&RUB

poniedziałek, Sierpień 25th, 2014

ekoAromaty w spreju do pomieszczeń

Czym różnią się od powszechnie dostępnych „odświeżaczy”? Przede wszystkim są w całkowicie naturalne! Dzięki temu, że są mają prostą, naturalną kompozycję: olejki eteryczne + woda + alkohol. Dostępne są w atomizerach, nie potrzebują więc żadnych substancji nośnikowych, by w postaci pachnącej chmurki mikro-kropel rozpłynąć się w powietrzu.

49-ekoAromatyczny-Sprej-do-Pomieszcze-Melisa-Godzik-CytrynaOsoby z wrażliwymi drogami oddechowymi znają to nieprzyjemne uczucie, gdy lepiej wstrzymać oddech zaraz po rozpyleniu odświeżacza. Głębsze wdechy grożą pokasływaniem przez kilka chwil. W przypadku ekoAromatów PAT&RUB, nie ma takich obaw.

Jest to najczystsza i najprostsza forma w jakiej można stworzyć zapach do pomieszczenia. Wygodne i eleganckie opakowanie pasuje nawet do bardzo wymagających aranżacji ;-) Każda aluminiowa butelka pakowana jest w bawełniany woreczek.

ekoAromaty są też bardzo wydajne. Każda butelka, zawierająca 130 ml wonnych płynów, to ponad 600 aromatycznych rozpyleń! Wiemy z własnych testów, że ekoAromat używany codziennie, np.  w kuchni, przedpokoju, toalecie, samochodzie, czy w biurze – starcza na około pół roku! Jednocześnie, opakowanie jest na tyle poręczne, by zabrać je czasem ze sobą do torebki i użyć, gdy zapach otoczenia nie spełnia naszych oczekiwań.

Dostępne są 2 ekoAromaty:

Ekoaromatyczny sprej do pomieszczeń cynamon-goździk-pomarańcza

Powstał z połączenia naturalnych olejków eterycznych: cynamonowego, pomarańczowego i goździkowego. Jest to bardzo ciepły i apetyczny zapach. Kojarzy się z ciepłą herbatą i świeżo upieczonym, domowym ciastem. W domu skutecznie pokryje np. swąd porażki kulinarnej, czy ciepło powita w gości, którzy przekroczą próg przedpokoju. Polecamy go też do rozpylania w małych i przytulnych restauracjach i herbaciarniach.

Ta kompozycja zapachowa pobudza zmysły, poprawia samopoczucie i zmniejsza napięcia nerwowe.

Ekoaromatyczny sprej do pomieszczeń melisa-goździk- cytryna

Naturalne olejki eteryczne: melisowy, goździkowy i cytrynowy błyskawicznie odświeżają umysł, uwalniają od stresu i wyciszają zmysły. Ten ekoAromat znakomicie sprawdzi się tam, gdzie potrzeba szybkiego odświeżenia. Ze względu na obecność melisy – w letnie wieczory warto rozpylić go w sypialni, bo nie tylko ukoi przed snem, ale też odstraszy komary ;-)

Rześki zapach melisy, cytryny z dodającym nieco pikanterii goździkiem, miło wypełni biuro, czy wnętrze sklepu. Będzie kojarzył się z czystością, świeżością i lekkością.

 

44-ekoAromatyczna-swieca-Cynamon-Gozdzik-Pomarancza-ljz2 (1)ekoAromatyczne świece

Kochamy świece. Ich ciepły, nastrojowy blask, dodaje magii, nawet pomieszczeniom, które za dnia wydają się zupełnie zwyczajne. Nie wyobrażamy sobie przyjemnego, relaksującego wieczoru bez zapalonych świec. A gdyby jeszcze te świece, paląc się, uwalniały aromaty naturalnych olejków eterycznych, nie zakłócone żadnymi sztucznymi dodatkami?

Wystarczy zapalić ekoAromatyczne świece PAT&RUB! Kolejne urzekająco pachnące produkty, których siła tkwi w prostym, naturalnym składzie: olejki eteryczne + wosk organiczny.

Dlaczego wosk organiczny? Ponieważ pochodzi z kontrolowanych, odnawialny źródeł, więc jest ekologiczny. Poza tym posiada neutralny zapach i dlatego jest idealną bazą dla czystych olejków, nie zakłóci ich unikalnej kompozycji.

Świece PAT&RUB palą się w bezpiecznej, niskiej temperaturze. Wosk topi się w około 50oC. Są bardzo wydajne. Każda pali się około 30 godzin.

Ekoaromatyczna świeca o leśnym zapachu z żywiczną nutą

To prawdziwy zapach lasu – rozgrzane słońcem igliwie, przyjemnie kłujący w nos, rześki zapach sosen i głęboki aromat żywicy i drewna. Wystarczy zapalić świece, zamknąć oczy, wziąć oddech i już jesteśmy na leśnej polanie.

Te aromaty naprawdę przyszły prosto z lasu. Mamy tu mieszaninę olejków eterycznych z jodły, sosny i jałowca. Odświeżają umysł, odprężają ciało i ułatwiają zasypianie.

Bardzo miła namiastka leśnego spaceru, na który nie wszyscy mogą udać się codziennie.

Ekoaromatyczna świeca cynamon-goździk-pomarańcza

Ciepły i apetyczny aromat tej świecy ociepli klimat w chłodniejsze dni. Naturalne olejki eteryczne z cynamonu, goździka i pomarańczy, tworzą kompozycję delikatnie słodką, soczyście cytrusową, z dodatkiem goździkowej pikanterii.

Ta świeca błyskawicznie poprawia samopoczucie, odpręża i relaksuje.

Będzie doskonałym przedłużeniem przyjemności zabiegów kosmetykami PAT&RUB.

Ekoaromatyczna świeca melisa-goździk-cytryna

To oryginalny aromat, w którym cytryna odświeża, melisa ziołowo uspokaja, a goździk przełamuje to pikantną nutą.

Kompozycja trzech olejków eterycznych wycisza emocje i przegania stres, a jednocześnie odświeża umysł i dodaje energii.

Umili chwile relaksu w domowej łazience i kreatywne wieczory przed ekranem komputera, a na balkonie uchroni przed inwazją komarów.

Czy można oprzeć się aromatom naturalnych olejków eterycznych, ułożonym w niebanalne kompozycje? Najlepiej sprawdzić!

Wszystkie propozycje aromatycznych produktów znajdziecie TUTAJ!

 

Marta Ziubińska

Kremowy eyeliner kontra żelowy eyeliner, Zoeva kontra Rimmel

sobota, Sierpień 23rd, 2014

Gdy myślę o makijażu oka, pierwszą rzeczą, która przychodzi mi do głowy jest czarna, klasyczna kreska. Dobrze dobrana do wielkości i kształtu oka, o odpowiedniej grubości, długości i wykończeniu potrafi, na przykład, optycznie skorygować opadającą powiekę. Sama takiej posiadaczką jestem, dlatego od eyelinera wymagam wielogodzinnej trwałości, by nie odbijał się podczas noszenia, a także wygody w aplikacji, ponieważ umiejętności w rysowaniu kresek na miarę profesjonalistki jeszcze nie posiadłam. 

Trwały eyeliner  i do tego w dobrej cenie? Przez moment zwątpiłam, że taki znajdę. Przynajmniej pośród kosmetyków drogeryjnych dostępnych stacjonarnie. Ale od czego są sklepy online?

Najpierw pojawił się u mnie kremowy eyeliner Black Lace Zoeva, później w ramach współpracy Scandaleyes Rimmel. Oba wodoodporne, o podobnej konsystencji (kremowa, gęsta), wykończeniu (oba matowe) i pigmentacji (bardzo dobra). Na pierwszy rzut oka wydają się do siebie bardzo podobne, lecz gdy wgryźć się w głębiej, przeanalizować właściwości to pojawia się kilka istotnych różnic.
Pierwszą z nich jest formuła. Zoeva w opakowaniu faktycznie na kremową wygląda, w bezpośrednim jednak kontakcie ujawnia przydatny w malowaniu kreski poślizg. Tak jakby jednak coś z żelu w sobie miała. Rimmel natomiast, niby żelowy, ale bardziej niż Zoeva tępy i suchy. Lepiej pod tym kątem wypada produkt niemieckiej marki.

Druga rzecz, mniej istotna, ale jak już o różnicach piszę, to nie mogę tej kwestii pominąć. Mianowicie opakowanie. Oba eyelinery zamknięte są w słoiczkach, z tym że Zoeva w ciężkim, szklanym (z zakrętką z grubego plastiku), któremu nie straszne wielokrotne upadki, ale za to stanowi obciążenie dla kosmetyczki, Rimmel natomiast w plastikowym, lekkim, lecz podatnym na porysowanie czy popękanie.
Zoeva – 3,5 ml (25 zł, kupiony tu), Rimmel – 2,4g (dostępny np. w Rossmanie i Naturze). Do Scandaleyes dodany został syntetyczny, płaski, lekko zaostrzony pędzelek na krótkim trzonku, którym całkiem nieźle malowanie kresek wychodzi.
Skóra skórą, ale wysychanie ma miejsce także w opakowaniu. Niestety tu również zawodzi Rimmel. Eyeliner praktycznie za każdym razem, gdy po niego sięgałam, był coraz mocniej podeschnięty, tępy i twardy z wierzchu. A zawsze dokręcam wszystkie tego typu kosmetyki (włączając kremowe cienie czy nawet bazy gruntujące powiekę) tak mocno, jak tylko potrafię.

I ostatnia, najważniejsza różnica – trwałość. Test wodny na dłoni (strumień wody z kranu prosto na plamki tuszu na skórze) pokazał, że oba są godne miana wodoodpornego, jednak test praktyczny, czyli w makijażu oka obnażył prawdę o rzeczonych linerach. Najdłużej bez poprawek wytrzymał niemiecki Black Lace – 6 godzin bez najmniejszego odbicia się, blaknięcia czy kruszenia. Scandaleyes wymiękł, a raczej wykruszył się z towarzystwa dobrych tuszy po 4 godzinach. Poza tym pod koniec dnia lekko się odbił się, a ostre zakończenie kreski całkowicie wyblakło.
Werdykt jest jasny – Zoeva i tylko Zoeva. Na tę chwilę nie szukam lepszego eyelinera, ponieważ ten w dużej mierze zaspokaja moje potrzeby w kwestii intensywnie czarnej i trwałej kreski.
Jestem ciekawa Waszych doświadczeń w kwestii eyelinerów. Znalazłyście taki, który z czystym sumieniem poleciłybyście przyjaciółce? :)

Edycja: kilka chwil po publikacji otrzymałam od jednej z Czytelniczek (Patrycja, dziękuję!) informację, że Zoeva wycofała eyeliner… Z jakiego powodu? Nie wiem. W każdym razie wielka szkoda.

Edycja nr 2: wg informacji ze strony Zoeva, kremowe eyelinery wrócą na początku 2015 r! I to w nowych odcieniach

W takiej sytuacji będę wdzięczna za polecenie następcy :)

Magia japońskiego rytuału z kadzidełkami Natursense

sobota, Sierpień 23rd, 2014

Do takich rytuałów należy kodo, czyli po japońsku „droga zapachu” i jest tradycją palenia kadzideł w określonej kompozycji. My też zaczynamy już doceniać wpływ aromatów na to, jak się czujemy i zachowujemy.

W Japonii rozróżnia się „smaki”, nie zapachy kadzideł. Mogą być słodkie, gorzkie, ostre, kwaśne i słone. Każdy smak ma swoją drogę oddziaływania.

Kadzidełka Naturense Refreshed Time

Kadzidełka dostępne są pod marką Naturativ – siostrzaną marką PAT&RUB. Naturativ to kosmetyki naturalne, produkowane w Polsce, w oparciu  o te same receptury, ale dystrybuowane na rynku japońskim. Kadzidła są nieodłącznym elementem japońskiej tradycji. Urodowe rytuały też nie mogą się bez nich obejść. Dlatego pod marką Naturativ zagościły kadzidełka Naturesense.

Od teraz są już dostępne w sklepie internetowym http://www.patandrub.pl. Możemy odkrywać moc japońskich kadzideł. A dlaczego są wyjątkowe?

To bardzo czyste kompozycje, stworzone na bazie naturalnych olejków eterycznych najwyższej jakości, bez sztucznych dodatków. Idealne dla tych, którzy cenią życie w zgodzie z naturą.

Kadzidełka Naturesense wyróżniają się subtelnymi, nieprzeładowanymi zbyt dużą ilością nut zapachowych, aromatami. Prostota formy, delikatność, lekka powściągliwość, a jednocześnie siła wyrazu. To właśnie japoński przepis na zmysłowy rytuał.

W każdym opakowaniu kadzidełek, znajduje się 40 pałeczek oraz podstawka do ich spalanie. Każde pali się około 30 minut.

Jakimi „smakami” kadzideł możemy się rozpieścić?

Czy można odmówić sobie spróbowania rytuału, który poprawia stan ciała i umysłu na dalekim wschodzie od wieków? ;-)

 

Marta Ziubińska

Orientalne cukinie faszerowane kaszą jaglaną

sobota, Sierpień 23rd, 2014

Niedawno zrobiłam eksperyment i nadziałam wydrążone kawałki cukinii zdrową kaszą jaglaną i warzywami. A żeby dodać jeszcze pikanterii mało wyrazistej cukinii, zamiast ziół poszły w ruch garam masala, mleczko kokosowe i limonka. I zrobiło się już całkiem orientalnie;-) I nawet wegańsko i bezglutenowo przypadkiem ;-)

 
Składniki (na 4 osoby):
3 średnie cukinie
3/4 szklanki kaszy jaglanej
2 marchewki
1 papryka żółta lub czerwona
1 papryczka chilli
2 małe cebule
3 ząbki czosnku
200 ml mleczka kokosowego
1 limonka
łyżeczka przyprawy garam masala
szczypta ostrej papryki
łyżeczka cukru
sól do smaku
2 łyżki oliwy z oliwek
 
 
Wykonanie:
Kaszę jaglaną gotujemy wg przepisu na opakowaniu (na sypko). Cukinie myjemy, kroimy na cztero-centymetrowe kawałki, które wydrążamy, tworząc naczynko na farsz. Układamy w naczyniu do pieczenia i każdy „kubeczek” smarujemy od wewnątrz oliwą i trochę solimy. Tak przygotowane warzywa wkładamy na 15-20 minut do piekarnika rozgrzanego do 170 stopni i pozwalamy cukinii trochę zmięknąć. W tym czasie przygotowujemy farsz. Na patelni podsmażamy cebulkę pokrojoną w kostkę, czosnek, marchewkę pokrojoną w talarki. Po  5 minutach dodajemy paprykę pokrojoną w kostkę i papryczkę chilli. Wszystko dusimy jeszcze 10 minut dolewając odrobinę wody. Dodajemy ugotowaną kaszę jaglaną, mleko kokosowe i garam masalę. Wszystko mieszamy na patelni i dusimy 10 minut. Na koniec wciskamy sok z limonki i doprawiamy solą i cukrem. Tak przygotowanym farszem wypełniamy nasze cukiniowe naczynka, wstawiamy do piekarnika jeszcze na 30 minut (na pierwsze 20 minut cukinie przykrywamy folią aluminiową). Nadzienie w cukinii powinno być lekko przyrumienione. 
Wyjmujemy z piekarnika i podajemy ze świeżymi warzywami albo sałatką.
 
Smacznego!
 
Agata Żyto

Kremowy eyeliner kontra żelowy eyeliner, Zoeva kontra Rimmel

czwartek, Sierpień 21st, 2014

Gdy myślę o makijażu oka, pierwszą rzeczą, która przychodzi mi do głowy jest czarna, klasyczna kreska. Dobrze dobrana do wielkości i kształtu oka, o odpowiedniej grubości, długości i wykończeniu potrafi, na przykład, optycznie skorygować opadającą powiekę. Sama takiej posiadaczką jestem, dlatego od eyelinera wymagam wielogodzinnej trwałości, by nie odbijał się podczas noszenia, a także wygody w aplikacji, ponieważ umiejętności w rysowaniu kresek na miarę profesjonalistki jeszcze nie posiadłam. 

Trwały eyeliner  i do tego w dobrej cenie? Przez moment zwątpiłam, że taki znajdę. Przynajmniej pośród kosmetyków drogeryjnych dostępnych stacjonarnie. Ale od czego są sklepy online?

Najpierw pojawił się u mnie kremowy eyeliner Black Lace Zoeva, później w ramach współpracy Scandaleyes Rimmel. Oba wodoodporne, o podobnej konsystencji (kremowa, gęsta), wykończeniu (oba matowe) i pigmentacji (bardzo dobra). Na pierwszy rzut oka wydają się do siebie bardzo podobne, lecz gdy wgryźć się w głębiej, przeanalizować właściwości to pojawia się kilka istotnych różnic.
Pierwszą z nich jest formuła. Zoeva w opakowaniu faktycznie na kremową wygląda, w bezpośrednim jednak kontakcie ujawnia przydatny w malowaniu kreski poślizg. Tak jakby jednak coś z żelu w sobie miała. Rimmel natomiast, niby żelowy, ale bardziej niż Zoeva tępy i suchy. Lepiej pod tym kątem wypada produkt niemieckiej marki.

Druga rzecz, mniej istotna, ale jak już o różnicach piszę, to nie mogę tej kwestii pominąć. Mianowicie opakowanie. Oba eyelinery zamknięte są w słoiczkach, z tym że Zoeva w ciężkim, szklanym (z zakrętką z grubego plastiku), któremu nie straszne wielokrotne upadki, ale za to stanowi obciążenie dla kosmetyczki, Rimmel natomiast w plastikowym, lekkim, lecz podatnym na porysowanie czy popękanie.
Zoeva – 3,5 ml (25 zł, kupiony tu), Rimmel – 2,4g (dostępny np. w Rossmanie i Naturze). Do Scandaleyes dodany został syntetyczny, płaski, lekko zaostrzony pędzelek na krótkim trzonku, którym całkiem nieźle malowanie kresek wychodzi.
Skóra skórą, ale wysychanie ma miejsce także w opakowaniu. Niestety tu również zawodzi Rimmel. Eyeliner praktycznie za każdym razem, gdy po niego sięgałam, był coraz mocniej podeschnięty, tępy i twardy z wierzchu. A zawsze dokręcam wszystkie tego typu kosmetyki (włączając kremowe cienie czy nawet bazy gruntujące powiekę) tak mocno, jak tylko potrafię.

I ostatnia, najważniejsza różnica – trwałość. Test wodny na dłoni (strumień wody z kranu prosto na plamki tuszu na skórze) pokazał, że oba są godne miana wodoodpornego, jednak test praktyczny, czyli w makijażu oka obnażył prawdę o rzeczonych linerach. Najdłużej bez poprawek wytrzymał niemiecki Black Lace – 6 godzin bez najmniejszego odbicia się, blaknięcia czy kruszenia. Scandaleyes wymiękł, a raczej wykruszył się z towarzystwa dobrych tuszy po 4 godzinach. Poza tym pod koniec dnia lekko się odbił się, a ostre zakończenie kreski całkowicie wyblakło.
Werdykt jest jasny – Zoeva i tylko Zoeva. Na tę chwilę nie szukam lepszego eyelinera, ponieważ ten w dużej mierze zaspokaja moje potrzeby w kwestii intensywnie czarnej i trwałej kreski.
Jestem ciekawa Waszych doświadczeń w kwestii eyelinerów. Znalazłyście taki, który z czystym sumieniem poleciłybyście przyjaciółce? :)
Edycja: kilka chwil po publikacji otrzymałam od jednej z Czytelniczek (Patrycja, dziękuję!) informację, że Zoeva wycofała eyeliner… Z jakiego powodu? Nie wiem. W każdym razie wielka szkoda. 
W takiej sytuacji będę wdzięczna za polecenie następcy :)

  • Najnowsze wpisy

  • Najnowsze komentarze

    • Archiwa

    • Kategorie

    • Meta