Jeśli jesteś właścicielem tej strony, możesz wyłączyć reklamę poniżej zmieniając pakiet na PRO lub VIP w panelu naszego hostingu już od 4zł!
Strony WWWSerwery VPSDomenyHostingDarmowy Hosting CBA.pl

Darmowe probki kosmetykow

» 2014 » Marzec Polowanie na promocje Upoluj co tylko chcesz: konkursy, darmowe próbki, testowanie produktów Konkursy Promocje

Szukaj

Archive for Marzec, 2014

B jak boski ❤ Colour Alike Typografia B

poniedziałek, Marzec 31st, 2014

Typografia B jest jednym z najpiękniejszych róży, jaki miałam przyjemność nosić na paznokciach. Słodki, ale nieprzesłodzony, wyrazisty, szalenie kobiecy, po prostu kolor obok którego ciężko przejść obojętnie. Przynajmniej ja – wielbicielka różowego manicure – nie wzbraniałam się długo przez nabyciem tej piękności.

W skład Typografii polskiej marki Colour Alike wchodzi 12 odcieni: literki od A do K. Mnie urzekły najbardziej trzy kolory: dzisiejszy bohater B, ciemny, winny róż G oraz czysta biel A, które udało mi się upolować przy okazji darmowej przesyłki w sklepie internetowym CA.

Typografia B posiada kremowe wykończenie oraz odpowiednią konsystencję. W zestawieniu ze średniej wielkości pędzelkiem o sprężystym włosiu aplikacja jest bezproblemowa. Lakier nie wykazuje tendencji do smużenia czy wylewania się na skórki.

Poza pięknym kolorem na uwagę zasługuje także zachwycający, mocny, szklany połysk, który utrzymuje się praktycznie do zmycia różu.

Pełne krycie uzyskuję dzięki dwóm warstwom i tyle też noszę na zdjęciach. Trwałość na moich paznokciach to średnio 4 dni.

Pojemność: 8 ml. Cena: 10,99 zł.

Co myślicie o Typografii B? Czy intensywne róże na paznokciach to Wasze klimaty? :)

SUN FUN synonim lata i pięknej skóry

poniedziałek, Marzec 31st, 2014

Są wspomnieniem słońca i wakacji, egzotycznej plaży, letnich eskapad, ale przede wszystkim kojarzą się z miękką elastyczną skórą muśniętą odrobiną słońca. Balsamy samoopalające SUN FUN PAT&RUB to najlepsi przyjaciele na wiosnę i lato, gdy odsłaniamy blade łydki i dekolty, ponieważ… Pozwalają cieszyć się słonecznym blaskiem na skórze bez ryzyka oparzeń słonecznych i szkodliwego działania promieni UV. [...]

Paleta cieni Naturally Yours Zoeva, czyli makijaż nude w pięknym wydaniu

niedziela, Marzec 30th, 2014

Jeśli śledzicie mój profil na Facebooku, miałyście prawdopodobnie okazję zobaczyć mój najnowszy nabytek ze stajni Zoeva, marki, której produkty od pewnego czasu intensywnie eksploruję. Najpierw pędzle i eyeliner, a teraz nudziakowa paleta cieni Naturally Yours.

Post będzie jedynie wstępem do późniejszej, pełnej recenzji palety. Zapraszam więc na garść zdjęć, swatche i moje pierwsze odczucia względem uroczej Naturally Yours.

Zoeva, poza bohaterem dzisiejszego posta, wypuściła na rynek jeszcze trzy inne warianty kolorystyczne: Retro Future, Love is a Story i Rodeo Belle. Ponieważ lubuję się w makijażach w bezpiecznych barwach, zaciekawiła mnie najbardziej stonowana wersja. Wszystkie palety możecie obejrzeć w Minti Shop, gdzie dokonałam zakupu {klik}. Cena to 72,90 zł.

Cienie zostały umieszczone w kartonowej kasetce (o wymiarach 8 cm x 19 cm i z klapką na silny magnes), którą z kolei wsunięto w kartonową oprawę. Design jest przyjemny dla oka, ale mam wątpliwości czy będzie praktyczny w używaniu. Wprawdzie paleta charakteryzuje się lekkością, co jest na plus, gdy planujemy zabrać ją w podróż, ale opakowanie z papieru może szybko się wybrudzić. Będę musiała na to uważać.

Producent obiecuje wysokiej jakości pigmentację, formułę łatwą w aplikacji i rozcieraniu oraz zawartość witaminy E w cieniach. Informuje również, że kosmetyk nie zawiera parabenów, olejów mineralnych, substancji zapachowych, ftalanów.

W skład Naturally Yours wchodzi 10 cieni o średnicy 2,5 cm i wadze 1,5 g: pięć matów i pięć połyskujących (dalekich od tandetnej perły i bez brokatu). Podoba mi się pomysł marki na nazwanie kolorów.
Maty
Pure – neutralny beż, kość słoniowa, na zdjęciach zlał się z moim odcieniem skóry (dobra pigmentacja)
First Love – jasny krem (dobra pigmentacja),
Soft Sexy - mleczna czekolada (dobra pigmentacja),
Slow Dance – gorzka czekolada (bardzo dobra pigmentacja),
Timeless Chic – grafitowa czerń (bardzo dobra pigmentacja).
Połyskujące
Casual Elegance – jasne, neutralne złoto (dobra pigmentacja),
Smooth Harmony – beż z nutą różu mieniący się na złoto (dobra pigmentacja),
Sweet Sound – ciepły brąz z rudo – złotym połyskiem (bardzo dobra pigmentacja),
Forever Yours – nautralny, czekoladowy brąz z fioletowo – niebieską poświatą (dobra pigmentacja),
Lovely Monday – przykurzony, chłodny brąz (bardzo dobra pigmentacja).
Moje wrażenia po wykonaniu trzech makijaży paletą Naturally Yours
Cienie charakteryzuje bardzo dobre zmielenie (roztarte między opuszkami palców wydają się niezwykle aksamitne), ale także niewielka tendencja do osypywania się. O ile kolory połyskujące są kremowe i łatwo przyczepiają się do pędzelka oraz powieki potraktowanej bazą, o tyle maty sprawiają mały zawód. Są bardziej suche i trzeba z nimi dłużej popracować, żeby uzyskać intensywny odcień. Jasne kolory posiadają nieco słabszą pigmentację od ciemnych.
I to byłoby na tyle, jeśli chodzi o wstępne odczucia :) Po dłuższym wypróbowaniu dam znać, jaka jest moja ostateczna opinia. 

Tymczasem zostawiam Was ze zdjęciami. Napiszcie, co sądzicie o Naturally Yours :)

Paleta cieni Naturally Yours Zoeva, czyli makijaż nude w pięknym wydaniu

sobota, Marzec 29th, 2014

Jeśli śledzicie mój profil na Facebooku, miałyście prawdopodobnie okazję zobaczyć mój najnowszy nabytek ze stajni Zoeva, marki, której produkty od pewnego czasu intensywnie eksploruję. Najpierw pędzle i eyeliner, a teraz nudziakowa paleta cieni Naturally Yours.

Post będzie jedynie wstępem do późniejszej, pełnej recenzji palety. Zapraszam więc na garść zdjęć, swatche i moje pierwsze odczucia względem uroczej Naturally Yours.

Zoeva, poza bohaterem dzisiejszego posta, wypuściła na rynek jeszcze trzy inne warianty kolorystyczne: Retro Future, Love is a Story i Rodeo Belle. Ponieważ lubuję się w makijażach w bezpiecznych barwach, zaciekawiła mnie najbardziej stonowana wersja. Wszystkie palety możecie obejrzeć w Minti Shop, gdzie dokonałam zakupu {klik}.

Cienie zostały umieszczone w kartonowej kasetce (o wymiarach 8 cm x 19 cm i z klapką na silny magnes), którą z kolei wsunięto w kartonową oprawę. Design jest przyjemny dla oka, ale mam wątpliwości czy będzie praktyczny w używaniu. Wprawdzie paleta charakteryzuje się lekkością, co jest na plus, gdy planujemy zabrać ją w podróż, ale opakowanie z papieru może szybko się wybrudzić. Będę musiała na to uważać.

Producent obiecuje wysokiej jakości pigmentację, formułę łatwą w aplikacji i rozcieraniu oraz zawartość witaminy E w cieniach. Informuje również, że kosmetyk nie zawiera parabenów, olejów mineralnych, substancji zapachowych, ftalanów.

W skład Naturally Yours wchodzi 10 cieni o średnicy 2,5 cm i wadze 1,5 g: pięć matów i pięć połyskujących (dalekich od tandetnej perły i bez brokatu). Podoba mi się pomysł marki na nazwanie kolorów.
Maty
Pure – neutralny beż, kość słoniowa, na zdjęciach zlał się z moim odcieniem skóry (dobra pigmentacja)
First Love – jasny krem (dobra pigmentacja),
Soft Sexy - mleczna czekolada (dobra pigmentacja),
Slow Dance – gorzka czekolada (bardzo dobra pigmentacja),
Timeless Chic – grafitowa czerń (bardzo dobra pigmentacja).
Połyskujące
Casual Elegance – jasne, neutralne złoto (dobra pigmentacja),
Smooth Harmony – beż z nutą różu mieniący się na złoto (dobra pigmentacja),
Sweet Sound – ciepły brąz z rudo – złotym połyskiem (bardzo dobra pigmentacja),
Forever Yours – nautralny, czekoladowy brąz z fioletowo – niebieską poświatą (dobra pigmentacja),
Lovely Monday – przykurzony, chłodny brąz (bardzo dobra pigmentacja).
Moje wrażenia po wykonaniu trzech makijaży paletą Naturally Yours
Cienie charakteryzuje bardzo dobre zmielenie (roztarte między opuszkami palców wydają się niezwykle aksamitne), ale także niewielka tendencja do osypywania się. O ile kolory połyskujące są kremowe i łatwo przyczepiają się do pędzelka oraz powieki potraktowanej bazą, o tyle maty sprawiają mały zawód. Są bardziej suche i trzeba z nimi dłużej popracować, żeby uzyskać intensywny odcień. Jasne kolory posiadają nieco słabszą pigmentację od ciemnych.
I to byłoby na tyle, jeśli chodzi o moje wstępne odczucia :) Po dłuższym wypróbowaniu dam znać, jaka jest moja ostateczna opinia. Tymczasem zostawiam Was ze zdjęciami. Napiszcie, co sądzicie o Naturally Yours :)

Promocje. 29 marca zmieniamy czas i ceny o 50%!

sobota, Marzec 29th, 2014

Nie zapomnijcie, że w sobotę 29 marca zmiana czasu na letni i trzeba przesunąć wskazówki zegarów o godzinę do przodu! Zanim jednak sięgniecie po zegary zapraszamy do naszego firmowego e-sklepu, gdzie dokładnie 29 marca 2014 r. obniżymy ceny 6 kosmetyków naturalnych PAT&RUB o 50%. Kosmetyki z rabatem można będzie kupić tylko w tym dniu, tylko [...]

Promocje. 29 marca zmieniamy czas i ceny o 50%!

piątek, Marzec 28th, 2014

Nie zapomnijcie, że w sobotę 29 marca zmiana czasu na letni i trzeba przesunąć wskazówki zegarów o godzinę do przodu! Zanim jednak sięgniecie po zegary zapraszamy do naszego firmowego e-sklepu, gdzie dokładnie 29 marca 2014 r. obniżymy ceny 6 kosmetyków naturalnych PAT&RUB o 50%. Kosmetyki z rabatem można będzie kupić tylko w tym dniu, tylko [...]

Essie Tart Deco, czyli paznokcie w wiosnę ubrane

czwartek, Marzec 27th, 2014

A właściwie nie tylko w wiosnę, bo i w lato również. Koral, czyli pomarańcz złamany różem to jeden z moich ulubionych odcieni przypisanych do ciepłych pór roku. Tart Deco od Essie zapowiada się zatem na lakierowego faworyta nadchodzących słonecznych dni.

Tart Deco to lakier, który wisiał na mojej kosmetycznej liście życzeń dobrych kilka miesięcy. Zanim go jednak kupiłam, przejrzałam dziesiątki zdjęć w internecie z nim w roli głównej. Jasna, pastelowa, złamana kroplą różu brzoskwinia – tak prezentował się na fotografiach. Rzeczywistość jednak była nieco bardziej jaskrawa ;)
Tart Deco na żywo okazał się zdecydowaną morelą, której przy mojej jasnej karnacji chyba bliżej do neonowego odcienia niż rozbielonej pasteli. Na szczęście i ta wersja bardzo mi się podoba. Jest radosna, żywa, zwraca uwagę osób z otoczenia i kojarzy się z wakacjami. 

Lakier posiada wykończenie kremowe z całkiem niezłym połyskiem. Było mi go jednak za mało, dlatego na zdjęciach widzicie dwie warstwy TD pokryte dodatkowo diamentowym nabłyszczaczem Colour Alike. Decyzja o nałożeniu go nie była do końca udana, ponieważ top bardzo długo na essiaku wysychał, a że po zrobieniu manicure przysnęło mi się to miejscami możecie zauważyć odciśniętą tkaninę…;).

Konsystencja Tart Deco charakteryzuje się gęstą, kredową konsystencją, taką, jaką zazwyczaj posiadają lakiery pastelowe. TD ma niestety tendencję do smużenia i robienia prześwitów (jakby aplikator w czasie nakładania drugiej warstwy wycierał pierwszą, nawet dobrze doschniętą). Problematyczna formuła w połączeniu z cienkim pędzelkiem (posiadam amerykańską wersję) sprawia, że można się podczas aplikacji trochę wkurzyć ;)
Lakier trzyma się na moich paznokciach w bardzo dobrym stanie do 4 dni. Kupiłam go w Minti Shop za 32 zł.

Co myślicie o Tart Deco? Mógłby zostać i Waszym wiosennym faworytem lakierowym? Podzielcie się swoimi ulubieńcami na tę porę roku :)

Essie Tart Deco, czyli paznokcie w wiosnę ubrane

czwartek, Marzec 27th, 2014

A właściwie nie tylko w wiosnę, bo i w lato również. Koral, czyli pomarańcz złamany różem to jeden z moich ulubionych odcieni przypisanych do ciepłych pór roku. Tart Deco od Essie zapowiada się zatem na lakierowego faworyta nadchodzących słonecznych dni.

Tart Deco to lakier, który wisiał na mojej kosmetycznej liście życzeń dobrych kilka miesięcy. Zanim go jednak kupiłam, przejrzałam dziesiątki zdjęć w internecie z nim w roli głównej. Jasna, pastelowa, złamana kroplą różu brzoskwinia – tak prezentował się na fotografiach. Rzeczywistość jednak była nieco bardziej jaskrawa ;)
Tart Deco na żywo okazał się zdecydowaną morelą, której przy mojej jasnej karnacji chyba bliżej do neonowego odcienia niż rozbielonej pasteli. Na szczęście i ta wersja bardzo mi się podoba. Jest radosna, żywa, zwraca uwagę osób z otoczenia i kojarzy się z wakacjami. 

Lakier posiada wykończenie kremowe z całkiem niezłym połyskiem. Było mi go jednak za mało, dlatego na zdjęciach widzicie dwie warstwy TD pokryte dodatkowo diamentowym nabłyszczaczem Colour Alike. Decyzja o nałożeniu go nie była do końca udana, ponieważ top bardzo długo na essiaku wysychał, a że po zrobieniu manicure przysnęło mi się to miejscami możecie zauważyć odciśniętą tkaninę…;).

Konsystencja Tart Deco charakteryzuje się gęstą, kredową konsystencją, taką, jaką zazwyczaj posiadają lakiery pastelowe. TD ma niestety tendencję do smużenia i robienia prześwitów (jakby aplikator w czasie nakładania drugiej warstwy wycierał pierwszą, nawet dobrze doschniętą). Problematyczna formuła w połączeniu z cienkim pędzelkiem (posiadam amerykańską wersję) sprawia, że można się podczas aplikacji trochę wkurzyć ;)
Lakier trzyma się na moich paznokciach w bardzo dobrym stanie do 4 dni. Kupiłam go w Minti Shop za 32 zł.

Co myślicie o Tart Deco? Mógłby zostać i Waszym wiosennym faworytem lakierowym? Podzielcie się swoimi ulubieńcami na tę porę roku :)

Essie Tart Deco, czyli paznokcie w wiosnę ubrane

czwartek, Marzec 27th, 2014

A właściwie nie tylko w wiosnę, bo i w lato również. Koral, czyli pomarańcz złamany różem to jeden z moich ulubionych odcieni przypisanych do ciepłych pór roku. Tart Deco od Essie zapowiada się zatem na lakierowego faworyta nadchodzących słonecznych dni.

Tart Deco to lakier, który wisiał na mojej kosmetycznej liście życzeń dobrych kilka miesięcy. Zanim go jednak kupiłam, przejrzałam dziesiątki zdjęć w internecie z nim w roli głównej. Jasna, pastelowa, złamana kroplą różu brzoskwinia – tak prezentował się na fotografiach. Rzeczywistość jednak była nieco bardziej jaskrawa ;)
Tart Deco na żywo okazał się zdecydowaną morelą, której przy mojej jasnej karnacji chyba bliżej do neonowego odcienia niż rozbielonej pasteli. Na szczęście i ta wersja bardzo mi się podoba. Jest radosna, żywa, zwraca uwagę osób z otoczenia i kojarzy się z wakacjami. 

Lakier posiada wykończenie kremowe z całkiem niezłym połyskiem. Było mi go jednak za mało, dlatego na zdjęciach widzicie dwie warstwy TD pokryte dodatkowo diamentowym nabłyszczaczem Colour Alike. Decyzja o nałożeniu go nie była do końca udana, ponieważ top bardzo długo na essiaku wysychał, a że po zrobieniu manicure przysnęło mi się to miejscami możecie zauważyć odciśniętą tkaninę…;).

Konsystencja Tart Deco charakteryzuje się gęstą, kredową konsystencją, taką, jaką zazwyczaj posiadają lakiery pastelowe. TD ma niestety tendencję do smużenia i robienia prześwitów (jakby aplikator w czasie nakładania drugiej warstwy wycierał pierwszą, nawet dobrze doschniętą). Problematyczna formuła w połączeniu z cienkim pędzelkiem (posiadam amerykańską wersję) sprawia, że można się podczas aplikacji trochę wkurzyć ;)
Lakier trzyma się na moich paznokciach w bardzo dobrym stanie do 4 dni. Kupiłam go w Minti Shop za 32 zł.

Co myślicie o Tart Deco? Mógłby zostać i Waszym wiosennym faworytem lakierowym? Podzielcie się swoimi ulubieńcami na tę porę roku :)

Rzęsy w maksymalnym rozmiarze | Maskara Excess Volume Extreme Impact Max Factor

środa, Marzec 26th, 2014

Oczekiwany efekt na rzęsach czy wysoki komfort używania? W tuszu idealnym oba aspekty powinny być fifty-fifty. Jak jest w przypadku maskary Excess Volume Extreme Impact, o wypróbowanie której poprosił mnie Max Factor?

MF zaprojektował tusz dla kobiet zawiedzionych dostępnymi na rynku maskarami zwiększającymi objętość. Excess Volume ma być połączeniem bazy, nadającej rzęsom niesamowitą objętość i intensywnie czarnego lakieru, które sprawi, że rzęsy nie przejdą niezauważone. 

Na kosmetyk składają się dwa tusze oraz dwie szczoteczki, które razem tworzą jeden gruby pisak. Pierwszy dozownik zawiera bazę oraz sporej wielkości, najeżony silikonowymi, miękkimi igiełkami aplikator, przypominający grzebyk z maskary False Lash Effect. Druga końcówka to kruczoczarny lakier o lekkiej konsystencji, którego zadaniem jest pogrubienie i utrwalenie efektu wcześniej zbudowanego przy pomocy bazy. Do lakieru przeznaczona została klasyczna szczoteczka, zbliżona wyglądem do szczotki z tuszu 2000Calorie.

Pojemność maskary to 20 ml, cena około 56 zł.

Oba aplikatory posiadają krótkie trzonki oraz grube korki, co sprawia, że maskara nie do końca leży wygodnie w mojej dłoni oraz że malowanie nią wymaga odpowiedniej wprawy. Mnie początkowo taka budowa tuszu sprawiała problemy, np. kilka razy wypadła mi z rąk. Wprawdzie po kilku dniach nauczyłam się, jak ją obsługiwać, ale mimo to sympatią do takiego opakowania nie pałam. Wolę po prostu klasyczne, smukłe buteleczki, choćby w stylu jednego z moich ulubionych tuszy Max Factor 2000Calorie.

Efekt, jaki daje na moich rzęsach Excess Volume Extreme Impact jest w dużej mierze zbieżny z tym, co obiecuje marka. Po dwóch cienkich warstwach bazy oko jest wyraźnie podkreślone – włoski pogrubione, lekko wydłużone, podkręcone i jednocześnie dobrze rozdzielone. Już taki wygląd całkowicie mnie satysfakcjonuje. Trzecia warstwa, tym razem lakieru, nałożona z odpowiednią precyzją i w niewielkiej ilości pogłębia czerń oraz zwiększa objętość i długość rzęs, czyniąc z nich naprawdę imponujący wachlarz.

Edit: Dołączam zdjęcie oka jedynie z umalowanymi rzęsami {klik}.

Stan moich rzęs jest zbliżony do tego z końcówki stycznia. Pokazywałam go w poście prezentującym efekty odżywki do rzęs Long4Lashes {klik}. Kurację kontynuuję drugim opakowaniem :)

Excess Volume to maskara niewodoodporna. Mimo to jej trwałość przy opcji dwuetapowej aplikacji lakieru na bazę jest niesamowita, żeby nie rzec: nie do zdarcia. Jakie było moje zaskoczenie, gdy pewnego razu, w wyniku braku parasola skropił mnie solidnie deszcz a mój makijaż ani drgnął. W normalnych, suchych warunkach kosmetyk nigdy nie osypał się ani nie odbił na powiece. Taka trwałość jest oczywiście niewątpliwą zaletą tuszu, ale… No właśnie. Jest jedno ale. O ile cieszy mnie podczas noszenia, o tyle podczas demakijażu już mniej. Do zmycia niezbędna jest porządna dwufazówka, której używam przy usuwaniu maskar wodoopornych.

Podsumowując: za głęboką czerń, niespotykaną w klasycznych maskarach trwałość oraz bardzo dobry efekt wizualny daję Excess Volume mocną piątkę w skali 6 punktów. Nie do końca przypadła mi do gustu szczoteczka przypisana bazie (zresztą tak samo, jak grzebyk w maskarze False Lash Effect) oraz ogólna wielkość opakowania. Poza tymi dwoma aspektami, których niedopasowanie wynika z moich osobistych preferencji, uważam, że Excess Volume Extreme Impact to tusz godny polecenia.

Zdradźcie, który tusz jest obecnie Waszym ulubieńcem? A może miałyście okazję już poznać Excess Volume Extreme Impact? :)

  • Najnowsze wpisy

  • Najnowsze komentarze

    • Archiwa

    • Kategorie

    • Meta