Jeśli jesteś właścicielem tej strony, możesz wyłączyć reklamę poniżej zmieniając pakiet na PRO lub VIP w panelu naszego hostingu już od 4zł!
Strony WWWSerwery VPSDomenyHostingDarmowy Hosting CBA.pl

Darmowe probki kosmetykow

» 2014 » Styczeń Polowanie na promocje Upoluj co tylko chcesz: konkursy, darmowe próbki, testowanie produktów Konkursy Promocje

Szukaj

Archive for Styczeń, 2014

Las rzęs, czyli wrażenia z Long 4 Lashes po 2 miesiącach

piątek, Styczeń 31st, 2014

Jestem pod wrażeniem, jak dużym zainteresowaniem cieszą się posty, w których pokazuję efekty działania odżywki AA Long 4 Lashes. Otrzymałam od Was kilkadziesiąt meili z pytaniem o to, jak rzęsy wyglądają obecnie. Pokazuję je więc oraz dzielę się wrażeniami w związku z dwumiesięczną kuracją.

Porównując zdjęcia sprzed miesiąca z tymi z dzisiaj stwierdziłam, że różnica dotyczy przede wszystkim zagęszczenia. Pojawiło się sporo nowych włosków, i ku memu zadowoleniu, najwięcej w zewnętrznym kąciku na dolnej linii, a także w miejscu, gdzie jakiś czas temu wyrwałam sobie rzęsy podczas nauki używania zalotki ;) . Jest to nadzieja na przyszłość, gdy znowu wykręcę sobie podobny numer.

Poza tym pogłębił się efekt przyciemnienia. Rzęsy nie wykręcają się w różne strony, rosną równiutko w górę. Nie zauważyłam też wypadania.

Odżywka nie podrażnia moich wrażliwych oczu. Dodam, że stosowałam ją na górną linię rzęs oraz na zewnętrzny fragment dolnej. Nie jestem w stanie powiedzieć, ile jej zostało w opakowaniu po 2 miesiącach stosowania, więc na razie nie napiszę nic o wydajności.

Jeśli jestem już przy oczach, odpowiem na bardzo częste pytanie dotyczące soczewek, które noszę. Są to mianowicie miesięczne Air Optix Aqua. Kupuję je na Allegro (11,50 zł za sztukę).

Stosujecie obecnie jakąś odżywkę do rzęs? Napiszcie o swoich doświadczeniach z tego typu produktami.

Las rzęs, czyli wrażenia z Long 4 Lashes po 2 miesiącach

czwartek, Styczeń 30th, 2014

Jestem pod wrażeniem, jak dużym zainteresowaniem cieszą się posty, w których pokazuję efekty działania odżywki AA Long 4 Lashes. Otrzymałam od Was kilkadziesiąt meili z pytaniem o to, jak rzęsy wyglądają obecnie. Pokazuję je więc oraz dzielę się wrażeniami w związku z dwumiesięczną kuracją.

Porównując zdjęcia sprzed miesiąca z tymi z dzisiaj stwierdziłam, że różnica dotyczy przede wszystkim zagęszczenia. Pojawiło się sporo nowych włosków, i ku memu zadowoleniu, najwięcej w zewnętrznym kąciku na dolnej linii, a także w miejscu, gdzie jakiś czas temu wyrwałam sobie rzęsy podczas nauki używania zalotki ;) . Jest to nadzieja na przyszłość, gdy znowu wykręcę sobie podobny numer.

Poza tym pogłębił się efekt przyciemnienia. Rzęsy nie wykręcają się w różne strony, rosną równiutko w górę. Nie zauważyłam też wypadania.

Odżywka nie podrażnia moich wrażliwych oczu. Dodam, że stosowałam ją na górną linię rzęs oraz na zewnętrzny fragment dolnej. Nie jestem w stanie powiedzieć, ile jej zostało w opakowaniu po 2 miesiącach stosowania, więc na razie nie napiszę nic o wydajności.

Jeśli jestem już przy oczach, odpowiem na bardzo częste pytanie dotyczące soczewek, które noszę. Są to mianowicie miesięczne Air Optix Aqua. Kupuję je na Allegro (11,50 zł za sztukę).

Stosujecie obecnie jakąś odżywkę do rzęs? Napiszcie o swoich doświadczeniach z tego typu produktami.

Sposób na elektryzujące się włosy. I problem z głowy!

czwartek, Styczeń 30th, 2014

Zdejmujesz czapkę lub kaptur, czeszesz włosy i obserwujesz, jak włosy unoszą się beztrosko, mimo że nie zamawiałaś efektów specjalnych. To zjawisko fizyczne, polegające na gromadzeniu ładunków dodatnich wskutek tarcia. Gdy jest ich odpowiednio dużo, zaczynają się odpychać, a włosy elektryzują się i sterczą. Jeśli masz taki problem na głowie, to prawdopodobnie Twoje włosy są przesuszone! [...]

Naturalność w piękniejszym wydaniu | Color Whisper 220 Lust For Blush, Maybelline

wtorek, Styczeń 28th, 2014

Jakiś czas temu poszukiwałam zamiennika dla zdenkowanych koloryzujących balsamów Colour Riche Balm L’Oreal. Wybór padł na Color Whisper Maybelline, produkt teoretycznie zbliżony i wizualnie i koncepcyjnie do pomadek konkurencyjnej marki. Namówiona przez Agu (:*) w trakcie promocji na owe szminki odwiedziłam Rossmann w poszukiwaniu ładnego nudziaka do codziennych, pastelowych makijaży. 220 Lust For Blush był tym, czego szukałam. Zobaczcie, jaki jest piękny :)

W polskich drogeriach dostępnych jest 12 udanych odcieni, z pośród których kobieta o każdym typie urody, lubiąca lekkie, żelowe produkty naustne spokojnie może dobrać coś dla siebie. Podczas zakupów sama wahałam się nad trzema, ale w końcu zdecydowałam się na opcję najbezpieczniejszą i najbardziej praktyczną, czyli brudny, zgaszony, neutralny róż, który jest właściwie ładniejszą wersją mojej naturalnej barwy ust. Tego typu kolory noszę codziennie, dlatego byłam pewna, że przy dobrych wiatrach szybko zużyję ją do końca.

Po prawie 5 miesiącach niemal codziennego malowania została mi jej końcówka, więc to ostatni moment, by podzielić się z Wami opinią na jej temat.

Biorąc pod uwagę ilość pomadki (3,3 g), zamkniętej w przyjemnym dla oka opakowaniu z metalu i plastiku (ciekawym posunięciem jest umieszczenie na szczycie osłonki srebrnej powierzchni, która może służyć za ratunkowe – mini lustereczko, przynajmniej do momentu, gdy pojawią się na niej rysy ;) ), oraz czas użytkowania, oceniam jej wydajność na plus.Kosmetyk kupiłam na promocji w cenie 21 zł (regularna cena to 28 zł).

Konsystencję Color Whisper nazwałabym kremowo – żelową. Jest miękka, śliska, bajecznie sunie po skórze. Ze względu na formułę, przypominającą miks pomadki i błyszczyka, jej trwałość jest słaba. Na moich ustach trzyma się w dobrym stanie do godziny. Schodzi równomiernie, bez plam, smug czy białego paska na złączeniu warg.
Kosmetyk posiada subtelny zapach i smak, który dla mnie jest bardzo słabo wyczuwalny na ustach.

Lust For Blush jest 100% kremowa, nie posiada drobinek.

Pigmentacja LFB nie jest silna, ale na tyle dobra, by pokryć usta w miarę równomierną mgiełką różu (w końcu szept koloru :) ). Ten konkretny odcień pozwala na aplikację bez lusterka.

Przy całej kremowości szminki warto podkreślić, że sztyft nie marze się, nie łamie, nie rozpuszcza (w odróżnieniu np. do tańszych odpowiedników Lovely czy Celii).

Maybelline Color Whisper to pigmenty koloru zatopione w transparentnej, żelowej bazie. Jedwabista formuła z lekkim olejkiem jojoba daje uczucie komfortu i nawilżenia ust.

Właściwości nawilżające pomadki są w porządku – nie zachwyca pod tym kątem, ale też nie zawodzi. Jak większość pomadek najlepiej prezentuje się i nosi na ustach zadbanych. W momencie, gdy są przesuszone, pigment ma tendencję do osiadania w rowkach. 

Oceniam Lust For Blush na czwórkę w skali sześciu punktów. Podoba mi się jej śliska formuła, piękny odcień i całkiem niezłe właściwości nawilżające, które spokojnie wystarczają skórze ust w dobrej kondycji. Poza tym doceniam fakt, że mimo miękkiej, żelowej konsystencji, sztyft Color Whisper nie sprawia najmniejszych problemów w postaci łamania się czy rozmazywania. To aspekt, który wyróżnia te błyszczykowe szminki pośród innych z tej samej kategorii kosmetyków naustnych. Czy skuszę się na kolejną sztukę? Prawdopodobnie tak, ale tylko w momencie jakiejś promocji na tę gamę produktów.

Dajcie znać, jaka jest Wasza opinia o Color Whisper. Czy któryś odcień szczególnie wpadł Wam w oko? :)

Naturalność w piękniejszym wydaniu | Color Whisper 220 Lust For Blush, Maybelline

poniedziałek, Styczeń 27th, 2014

Jakiś czas temu poszukiwałam zamiennika dla zdenkowanych koloryzujących balsamów Colour Riche Balm L’Oreal. Wybór padł na Color Whisper Maybelline, produkt teoretycznie zbliżony i wizualnie i koncepcyjnie do pomadek konkurencyjnej marki. Namówiona przez Agu (:*) w trakcie promocji na owe szminki odwiedziłam Rossmann w poszukiwaniu ładnego nudziaka do codziennych, pastelowych makijaży. 220 Lust For Blush był tym, czego szukałam. Zobaczcie, jaki jest piękny :)

W polskich drogeriach dostępnych jest 12 udanych odcieni, z pośród których kobieta o każdym typie urody, lubiąca lekkie, żelowe produkty naustne spokojnie może dobrać coś dla siebie. Podczas zakupów sama wahałam się nad trzema, ale w końcu zdecydowałam się na opcję najbezpieczniejszą i najbardziej praktyczną, czyli brudny, zgaszony, neutralny róż, który jest właściwie ładniejszą wersją mojej naturalnej barwy ust. Tego typu kolory noszę codziennie, dlatego byłam pewna, że przy dobrych wiatrach szybko zużyję ją do końca.

Po prawie 5 miesiącach niemal codziennego malowania została mi jej końcówka, więc to ostatni moment, by podzielić się z Wami opinią na jej temat.

Biorąc pod uwagę ilość pomadki (3,3 g), zamkniętej w przyjemnym dla oka opakowaniu z metalu i plastiku (ciekawym posunięciem jest umieszczenie na szczycie osłonki srebrnej powierzchni, która może służyć za ratunkowe – mini lustereczko, przynajmniej do momentu, gdy pojawią się na niej rysy ;) ), oraz czas użytkowania, oceniam jej wydajność na plus.Kosmetyk kupiłam na promocji w cenie 21 zł (regularna cena to 28 zł).

Konsystencję Color Whisper nazwałabym kremowo – żelową. Jest miękka, śliska, bajecznie sunie po skórze. Ze względu na formułę, przypominającą miks pomadki i błyszczyka, jej trwałość jest słaba. Na moich ustach trzyma się w dobrym stanie do godziny. Schodzi równomiernie, bez plam, smug czy białego paska na złączeniu warg.
Kosmetyk posiada subtelny zapach i smak, który dla mnie jest bardzo słabo wyczuwalny na ustach.

Lust For Blush jest 100% kremowa, nie posiada drobinek.

Pigmentacja LFB nie jest silna, ale na tyle dobra, by pokryć usta w miarę równomierną mgiełką różu (w końcu szept koloru :) ). Ten konkretny odcień pozwala na aplikację bez lusterka.

Przy całej kremowości szminki warto podkreślić, że sztyft nie marze się, nie łamie, nie rozpuszcza (w odróżnieniu np. do tańszych odpowiedników Lovely czy Celii).

Maybelline Color Whisper to pigmenty koloru zatopione w transparentnej, żelowej bazie. Jedwabista formuła z lekkim olejkiem jojoba daje uczucie komfortu i nawilżenia ust.

Właściwości nawilżające pomadki są w porządku – nie zachwyca pod tym kątem, ale też nie zawodzi. Jak większość pomadek najlepiej prezentuje się i nosi na ustach zadbanych. W momencie, gdy są przesuszone, pigment ma tendencję do osiadania w rowkach. 

Oceniam Lust For Blush na czwórkę w skali sześciu punktów. Podoba mi się jej śliska formuła, piękny odcień i całkiem niezłe właściwości nawilżające, które spokojnie wystarczają skórze ust w dobrej kondycji. Poza tym doceniam fakt, że mimo miękkiej, żelowej konsystencji, sztyft Color Whisper nie sprawia najmniejszych problemów w postaci łamania się czy rozmazywania. To aspekt, który wyróżnia te błyszczykowe szminki pośród innych z tej samej kategorii kosmetyków naustnych. Czy skuszę się na kolejną sztukę? Prawdopodobnie tak, ale tylko w momencie jakiejś promocji na tę gamę produktów.

Dajcie znać, jaka jest Wasza opinia o Color Whisper. Czy któryś odcień szczególnie wpadł Wam w oko? :)

Batiste Medium & Brunette, dostajesz ode mnie bana!

sobota, Styczeń 25th, 2014

Jeszcze dwa miesiące temu moje odczucia względem Batiste były całkowicie pozytywne. Szampony, które dotąd wypróbowałam (Cherry i Tropical) przedłużały świeżość włosów oraz przyjemnie unosiły je u nasady, dodając im objętości. I to wszystko bez negatywnych skutków dla skóry w jakiejkolwiek postaci. Moja sympatia została jednak osłabiona w momencie, gdy kupiłam wersję Medium & Brunette. Dlaczego?

Zanim odpowiem na to pytanie, wspomnę kilka słów na temat samego szamponu.
Wersja Medium & Brunette należy do serii szamponów barwionych, które wtapiają się w kolor włosów i, w przeciwieństwie do standardowych wersji białych, nie pozostawiają widocznego nalotu.
Odcień kosmetyku nazwałabym szaro – brązowym, zdecydowanie chłodnym. Mimo, że był ciut ciemniejszy niż odcień moich włosów, kiedy go stosowałam (zanim zaczęłam je rozjaśniać), po aplikacji nie był kompletnie widoczny. Inaczej miała się sprawa z widocznością na dłoniach. Niestety w skutek masowania pyłek wchodził pod paznokcie i okolicę wokół płytki, a usunąć dało się go porządnym wyszorowaniem szczoteczką zabrudzonych miejsc.
Szampon posiada słodko – kwiatowy zapach. W porównaniu z Cherry i Tropical jest zdecydowanie subtelniejszy.
Kupiłam go na Allegro za 15 zł (pojemność 200 ml).

A teraz odpowiem na pytanie zawarte we wstępie: sympatia do szamponów Batiste została znacząco zachwiana, ponieważ Medium & Brunette, przy jednoczesnym uniesieniu i natychmiastowym odświeżeniu włosów, przeokrutnie uczulił moją skórę głowy… Dwie godziny po pierwszej aplikacji poczułam, że coś jest nie tak. Przede wszystkim uciążliwe swędzenie, którego nie doznałam ani razu podczas używania wersji niebarwnionych. Stan skóry nie uległ poprawie po zmyciu szamponu. Niestety kolejnego dnia przywitał mnie (i pozostał na dłużej) nieprzyjaciel łupież. Najgorsze jest to, że do dziś męczę się z tą przypadłością, a pomysły na uspokojenie skalpu powoli mi się kończą.

Co chcę jeszcze podkreślić – moja skóra nie należy do nadwrażliwych, reaguje stosunkowo rzadko na kosmetyki. Nie spodziewałabym się tego typu reakcji, znając skutki po zastosowaniu innych wersji suchych szamponów Batiste. Jeśli miałabym sobie na szybko przypomnieć ostatnią niemiłą przygodę z podobnym kosmetykiem to przywołałabym szampon KMS California oraz szampon Alterry z kofeiną (oba zapewniły mi swędzącą i napiętą skórę, a Alterra włosy jak sucha miotła). Inne włosowe klapy (bardziej pod względem samych włosów niż skóry) opisałam {tu} i {tu}.

Po drugie – suche szampony stosuję w naprawdę wyjątkowych sytuacjach. Jeśli mogę umyć włosy wodą to to robię. Z pewnością nie stanowią dla mnie kosmetyku-zamiennika z tradycyjnym, płynnym szamponem.

W chwili obecnej czuję na nieco zrażona i niepewna, czy kolejny zakup również nie okaże się klapą. W szufladce z zapasami czeka na wypróbowanie jeszcze wersja zwiększająca objętość [XXL], którą kupiłam razem z powyższą, lecz na ten moment, ze względu na dokuczający łupież, wyłączyłam z pielęgnacji wszelkie suche szampony. Po cichu liczę, by negatywne skutki dotyczyły wyłącznie serii szamponów barwnionych.

W każdym razie, Batiste Medium & Brunette, dostajesz ode mnie bana!

Dajcie znać, jak u Was sprawdzają się kosmetyki Batiste. Miałyście może podobne doświadczenia, co ja?
Miłego weekendu! :)

Batiste Medium & Brunette, dostajesz ode mnie bana!

piątek, Styczeń 24th, 2014

Jeszcze dwa miesiące temu moje odczucia względem Batiste były całkowicie pozytywne. Szampony, które dotąd wypróbowałam (Cherry i Tropical) przedłużały świeżość włosów oraz przyjemnie unosiły je u nasady, dodając im objętości. I to wszystko bez negatywnych skutków dla skóry w jakiejkolwiek postaci. Moja sympatia została jednak osłabiona w momencie, gdy kupiłam wersję Medium & Brunette. Dlaczego?

Zanim odpowiem na to pytanie, wspomnę kilka słów na temat samego szamponu.
Wersja Medium & Brunette należy do serii szamponów barwionych, które wtapiają się w kolor włosów i, w przeciwieństwie do standardowych wersji białych, nie pozostawiają widocznego nalotu.
Odcień kosmetyku nazwałabym szaro – brązowym, zdecydowanie chłodnym. Mimo, że był ciut ciemniejszy niż odcień moich włosów, kiedy go stosowałam (zanim zaczęłam je rozjaśniać), po aplikacji nie był kompletnie widoczny. Inaczej miała się sprawa z widocznością na dłoniach. Niestety w skutek masowania pyłek wchodził pod paznokcie i okolicę wokół płytki, a usunąć dało się go porządnym wyszorowaniem szczoteczką zabrudzonych miejsc.
Szampon posiada słodko – kwiatowy zapach. W porównaniu z Cherry i Tropical jest zdecydowanie subtelniejszy.
Kupiłam go na Allegro za 15 zł (pojemność 200 ml).

A teraz odpowiem na pytanie zawarte we wstępie: sympatia do szamponów Batiste została znacząco zachwiana, ponieważ Medium & Brunette, przy jednoczesnym uniesieniu i natychmiastowym odświeżeniu włosów, przeokrutnie uczulił moją skórę głowy… Dwie godziny po pierwszej aplikacji poczułam, że coś jest nie tak. Przede wszystkim uciążliwe swędzenie, którego nie doznałam ani razu podczas używania wersji niebarwnionych. Stan skóry nie uległ poprawie po zmyciu szamponu. Niestety kolejnego dnia przywitał mnie (i pozostał na dłużej) nieprzyjaciel łupież. Najgorsze jest to, że do dziś męczę się z tą przypadłością, a pomysły na uspokojenie skalpu powoli mi się kończą.

Co chcę jeszcze podkreślić – moja skóra nie należy do nadwrażliwych, reaguje stosunkowo rzadko na kosmetyki. Nie spodziewałabym się tego typu reakcji, znając skutki po zastosowaniu innych wersji suchych szamponów Batiste. Jeśli miałabym sobie na szybko przypomnieć ostatnią niemiłą przygodę z podobnym kosmetykiem to przywołałabym szampon KMS California oraz szampon Alterry z kofeiną (oba zapewniły mi swędzącą i napiętą skórę, a Alterra włosy jak sucha miotła). Inne włosowe klapy (bardziej pod względem samych włosów niż skóry) opisałam {tu} i {tu}.

Po drugie – suche szampony stosuję w naprawdę wyjątkowych sytuacjach. Jeśli mogę umyć włosy wodą to to robię. Z pewnością nie stanowią dla mnie kosmetyku-zamiennika z tradycyjnym, płynnym szamponem.

W chwili obecnej czuję na nieco zrażona i niepewna, czy kolejny zakup również nie okaże się klapą. W szufladce z zapasami czeka na wypróbowanie jeszcze wersja zwiększająca objętość [XXL], którą kupiłam razem z powyższą, lecz na ten moment, ze względu na dokuczający łupież, wyłączyłam z pielęgnacji wszelkie suche szampony. Po cichu liczę, by negatywne skutki dotyczyły wyłącznie serii szamponów barwnionych.

W każdym razie, Batiste Medium & Brunette, dostajesz ode mnie bana!

Dajcie znać, jak u Was sprawdzają się kosmetyki Batiste. Miałyście może podobne doświadczenia, co ja?
Miłego weekendu! :)

Zapytaj EKSPERTA od opieki okołoporodowej i terapii dolegliwości intymnych

czwartek, Styczeń 23rd, 2014

Zapraszamy do zadawania pytań EKSPERTOWI! Naszym i Państwa gościem jest pani ELŻBIETA KADEN, magister położnictwa z MD Clinic, autorka e-booka „Alternatywne metody znoszenia bólu porodowego. TENS”, wykładowca na Warszawskim Uniwersytecie Medycznym i znakomita specjalistka od opieki okołoporodowej, rehabilitacji i terapii dolegliwości intymnych. PYTANIA do naszego gościa można wpisywać TU ->KLIK Czekamy na pytania dotyczące sposobów łagodzenia bólu [...]

Mistrz gładkości i nawilżenia | Krem przeciwzmarszczkowy pod oczy Riche Crème, Yves Rocher

czwartek, Styczeń 23rd, 2014

Mam to nieszczęście, że jestem genetycznie uwarunkowana na szybkie pojawienie się zmarszczek wokół oczu, dlatego profilaktykę przeciwstarzeniową zaczęłam jeszcze przed ukończeniem 20. roku życia. Dość wcześnie, myślę, gdy czytam na różnych forach czy portalach, że kobiety sięgają po krem przeciwzmarszczkowy najczęściej wtedy, gdy już dostrzegą pierwsze niekorzystne zmiany na skórze, gorączkowo chcąc się ich pozbyć. Albo teorie głoszące, że należy stosować kremy przeznaczone wyłącznie do danego wieku („mamy 30 lat, stosujemy krem dla trzydziestolatki”), bo inaczej cera przyzwyczai się i nie będzie w przyszłości reagowała na składniki aktywne (lub gorzej - jesteś za młoda, ten krem wypali ci twarz! ;) ). Nie zgadzam się z takim podejściem. Uważam, że nie ma na co czekać, szczególnie kiedy mamy do zmarszczek tendencję.
Chcąc spowolnić nieuchronny proces, wyrobiłam sobie nawyk wklepywania kosmetyków dwa razy dziennie: przed makijażem i po jego zmyciu. Przez moje ręce przewinęło się sporo kremów, lecz niewiele z nich mnie zadowoliło. Nie będę jednak opowiadać teraz o niewypałach. Wręcz przeciwnie. Bohatera dzisiejszego posta mogę bez wątpienia zaliczyć do doświadczeń pozytywnych, które chciałabym w przyszłości powtórzyć. Zapraszam do poznania mojej opinii o kremie przeciwzmarszczkowym pod oczy Riche Crème od Yves Rocher.


Krem pod oczy o działaniu przeciwzmarszczkowym to kosmetyk idealny dla suchej, dojrzałej cery. Lekka, świeża konsystencja zapewnia błyskawiczne wchłanianie się kosmetyku w delikatną skórę. Krem odmładza spojrzenie, wygładzając skórę wokół oczu, głęboko odżywia i regeneruje naskórek. Skóra jest gładsza, bardziej napięta i mocniejsza, a zmarszczki płytsze.

Składniki:
30 drogocennych olejków roślinnych
· 10 olejków bogatych w nienasycone kwasy tłuszczowe pomocnych w regeneracji skóry: ze słonecznika, kukurydzy, krokosza, lnianki, róży muscat, winogron, brzoskwini, orzecha włoskiego, moreli, wiesiołka 
· 10 olejków bogatych w witaminę A i E oraz składniki niezbędne do ochrony skóry przed starzeniem: palmowy, rzepakowy, kokosowy, pistacjowy, z orzecha laskowego, awokado, bawełny, orzecha nerkowca, ryżu, pszenicy
· 10 olejków bogatych w skwalen, woski i sterole nadające skórze miękkość: z makadamii, oliwek, arganowy, z owoców Gevuina avellanami, z rośliny limnanthes, z jojoby, rycynowy, z andiroby, kamelii, mango.
Z którymi informacjami się zgadzam? Z pewnością z tym, że krem posiada lekką, nietłustą konsystencję, która sprzyja szybkiemu wchłanianiu się. Doceniam tę cechę szczególnie rano, przed nałożeniem makijażu. Poza tym kosmetyk nie roluje się pod korektorem, nie podrażnia skóry ani nie powoduje łzawienia moich wrażliwych oczu (warto pamiętać, by nie aplikować go zbyt blisko rzęs).
Po prawie trzymiesięcznym wklepywaniu zgadzam się także z opisem działania. Krem rewelacyjnie nawilża i przyjemnie napina skórę. Efekty, jakie przynosił, były długofalowe. Walory pielęgnacyjne aplikacji nocnej odczuwałam nawet, gdy zdarzyło mi się go nie wklepać o poranku. Okolica oczu przez cały dzień była miękka, wygładzona, wyglądała na wypoczętą.

Jedyne wątpliwości mam odnośnie opakowania. Nie przepadam za słoiczkami (ten ma 15 ml), ponieważ uważam, że jest to dość ryzykowna forma, biorąc pod uwagę wrażliwą okolicę oczu. Zdecydowanie bardziej wolę miękką tubkę, dlatego w przyszłości, decydując się na ten krem (o ile posiada ten sam skład), wybiorę {} wersję. 
Cena kremu nie należy do zachęcających, aczkolwiek biorąc pod uwagę działanie i świetną wydajność, myślę, że jest do przełknięcia. Warto wspomnieć, że często gęsto pojawiają się na niego promocje, np. teraz, z 92 zł na 64,90 zł. Czekam na podobną obniżkę wersji tubkowej.
Na koniec dodam, że w sprzedaży dostępna jest także starsza wersja Riche Crème, tyle że o innym składzie. Jego działania nie sprawdzałam, więc się nie wypowiem. Jeśli macie z nią doświadczenia, czekam na Waszą opinię.
Jaki jest Wasz stosunek do kremów pod oczy? Stosujecie je regularnie? Podzielcie się swoimi ulubionymi :)

Mistrz gładkości i nawilżenia | Krem przeciwzmarszczkowy pod oczy Riche Crème, Yves Rocher

wtorek, Styczeń 21st, 2014

Mam to nieszczęście, że jestem genetycznie uwarunkowana na szybkie pojawienie się zmarszczek wokół oczu, dlatego profilaktykę przeciwstarzeniową zaczęłam jeszcze przed ukończeniem 20 roku życia. Dość wcześnie, myślę, gdy czytam na różnych forach czy portalach, że kobiety sięgają po krem przeciwzmarszczkowy najczęściej wtedy, gdy już dostrzegą pierwsze niekorzystne zmiany na skórze, gorączkowo chcąc się ich pozbyć. Albo teorie głoszące, że należy stosować kremy przeznaczone wyłącznie do danego wieku (mamy 30 lat, stosujemy krem dla trzydziestolatki), bo inaczej cera przyzwyczai się i nie będzie w przyszłości reagowała na składniki aktywne (lub gorzej - jesteś za młoda, ten krem wypali ci twarz! ;) ). Nie zgadzam się z takim podejściem. Uważam, że nie ma na co czekać, szczególnie kiedy mamy do zmarszczek tendencję.
Chcąc spowolnić nieuchronny proces, wyrobiłam sobie nawyk wklepywania kosmetyków dwa razy dziennie: przed makijażem i po jego zmyciu. Przez moje ręce przewinęło się sporo kremów, lecz niewiele z nich mnie zadowoliło. Nie będę jednak opowiadać dziś o niewypałach. Wręcz przeciwnie. Bohatera posta mogę bez wątpienia zaliczyć do doświadczeń pozytywnych, które chciałabym w przyszłości powtórzyć. Zapraszam do poznania mojej opinii o kremie przeciwzmarszczkowym pod oczy Riche Crème od Yves Rocher.



Krem pod oczy o działaniu przeciwzmarszczkowym
to kosmetyk idealny dla suchej, dojrzałej cery. Lekka, świeża konsystencja zapewnia błyskawiczne wchłanianie się kosmetyku w delikatną skórę. Krem odmładza spojrzenie, wygładzając skórę wokół oczu, głęboko odżywia i regeneruje naskórek. Skóra jest gładsza, bardziej napięta i mocniejsza, a zmarszczki płytsze.

Składniki:
30 drogocennych olejków roślinnych
· 10 olejków bogatych w nienasycone kwasy tłuszczowe pomocnych w regeneracji skóry: ze słonecznika, kukurydzy, krokosza, lnianki, róży muscat, winogron, brzoskwini, orzecha włoskiego, moreli, wiesiołka 
· 10 olejków bogatych w witaminę A i E oraz składniki niezbędne do ochrony skóry przed starzeniem: palmowy, rzepakowy, kokosowy, pistacjowy, z orzecha laskowego, awokado, bawełny, orzecha nerkowca, ryżu, pszenicy
· 10 olejków bogatych w skwalen, woski i sterole nadające skórze miękkość: z makadamii, oliwek, arganowy, z owoców Gevuina avellanami, z rośliny limnanthes, z jojoby, rycynowy, z andiroby, kamelii, mango.
Z którymi informacjami się zgadzam? Z pewnością z tym, że krem posiada lekką, nietłustą konsystencję, która sprzyja szybkiemu wchłanianiu się. Doceniam tę cechę szczególnie rano, przed nałożeniem makijażu. Poza tym kosmetyk nie roluje się pod korektorem, nie podrażnia skóry ani nie powoduje łzawienia moich wrażliwych oczu (warto pamiętać, by nie aplikować go zbyt blisko rzęs).
Po prawie trzymiesięcznym wklepywaniu zgadzam się także z opisem działania. Krem rewelacyjnie nawilża i przyjemnie napina skórę. Efekty, jakie przynosił, były długofalowe. Walory pielęgnacyjne aplikacji nocnej odczuwałam nawet, gdy zdarzyło mi się go nie wklepać o poranku. Okolica oczu przez cały dzień była miękka, wygładzona, wyglądała na wypoczętą.

Jedyne wątpliwości mam odnośnie opakowania. Nie przepadam za słoiczkami, ponieważ uważam, że jest to dość ryzykowna forma, biorąc pod uwagę wrażliwą okolicę oczu. Zdecydowanie bardziej wolę miękką tubkę, dlatego w przyszłości, decydując się na ten krem (o ile posiada ten sam skład), wybiorę {} wersję. 
Cena kremu nie należy do zachęcających (choć biorąc pod uwagę działanie i świetną wydajność – w opakowaniu mieści się 15 ml –  myślę, że jest do przełknięcia), lecz nic straconego. Często gęsto pojawiają się na niego promocje, np. teraz, z 92 zł na 64,90 zł. Czekam na podobną obniżkę wersji tubkowej.
Na koniec dodam, że w sprzedaży dostępna jest także starsza wersja Riche Crème, tyle że o innym składzie. Jego działania nie sprawdzałam, więc się nie wypowiem. Jeśli macie z nią doświadczenia, czekam na Waszą opinię.
Jaki jest Wasz stosunek do kremów pod oczy? Stosujecie je regularnie? Podzielcie się swoimi ulubionymi :)

  • Najnowsze wpisy

  • Najnowsze komentarze

    • Archiwa

    • Kategorie

    • Meta